Karbidki jako ostatnie oświetlały podziemne wyrobiska kopalń otwartym światłem

fot: Kajetan Berezowski

Patryk Sobik prezentuje fragment kolekcji lamp górniczych, które zbiera wraz z ojcem Bogusławem

fot: Kajetan Berezowski

Komuś, kto nigdy w życiu nie oglądał na własne oczy kopalni, kojarzy się ona zwykle z górniczą lampą. Ten charakterystyczny element zdobi również godła wielu górniczych gmin. Lampa rozświetlająca podziemne wyrobiska ewoluowała jak każde niemal urządzenie towarzyszące górniczej robocie.

Ponad sto lat temu do użytku trafiły karbidówki, zwane też karbidkami. Były zwiastunem rodzącej się rewolucji technicznej. Jako paliwa używano w nich acetylenu, który wytwarzał się w reakcji chemicznej karbidu z wodą w zbiorniku lampy. Karbidki były ostatnimi lampami górniczymi oświetlającymi podziemne wyrobiska kopalń światłem otwartym. Przed wojną zyskały popularność w całym europejskim górnictwie. We Francji i Niemczech zaczęły wychodzić z użytku już w latach 40. Wiele z nich przetrwało do dnia dzisiejszego, stając się przedmiotem kolekcjonerskiego hobby.

Bogusław Sobik, emerytowany górnik z kopalni Chwałowice, wraz ze swym synem Patrykiem, pracownikiem ruchu Jankowice kopalni ROW, kolekcjonują stare górnicze lampy od kilku lat. Zdołali ich zebrać już ponad setkę.

– Te karbidowe składają się z części dolnej, stanowiącej zbiornik karbidu, i górnej ze zbiornikiem wody. Do zbiornika karbidu wkraplała się woda cieknąca z metalowej rurki. Ten proces można było regulować za pomocą specjalnego zaworka. Te lampy najczęściej służyły do oświetlania robót górniczych. Miały solidną, stalową oprawę, ale produkowano też lampy mosiężne. Te z kolei służyły pracownikom dozoru i mierniczym górniczym – wyjaśnia Patryk Sobik.

Ciekawostką niech będzie fakt, że przy 12 procentach tlenu w atmosferze kopalnianej karbidka gasła. Był to dla górników znak ostrzegawczy. Wówczas musieli czym prędzej opuszczać wyrobisko.

Sobikowie stare lampy górnicze wyszukują na bazarach i targach. Uczestniczą również w aukcjach internetowych. Nie jest to z pewnością tanie hobby. Czasem za unikalny model trzeba zapłacić kilkaset złotych, a bywa że nawet 2000 zł. Wkładają też wiele pracy w to, żeby historycznym eksponatom przywrócić dawny urok. Dość powiedzieć, że wszystkie ich lampy z technicznego punktu widzenia są w pełni sprawne.

– Zdarza się, że jakiejś części brakuje, wtedy trzeba ją dorobić, no i ma się rozumieć każdą lampę porządnie wyczyścić w środku i na zewnątrz. Wówczas spod warstwy brudu wychodzą na światło dzienne sygnatury producentów, a nawet numery inwentarza i nazwy kopalń, w których ich używano – zwraca uwagę Patryk Sobik.

Lampy karbidowe służyły górnikom do oświetlania wyrobisk. Jeszcze w latach pięćdziesiątych zaczęto sukcesywnie wycofywać je z użytku. Wówczas zaczął się prawdziwy boom na lampy akumulatorowe. Z początku produkowały je seryjnie firmy niemieckie. Masywne, w stalowej oprawie, ważyły nawet ponad 4 kg.

– Nazywano je bombami, właśnie ze względu na wagę. Jedną taką posiadamy w naszej kolekcji. To prawdziwa perełka – pokazuje Patryk Sobik.

Te, które do kolekcji Sobików trafiły z Francji, charakteryzuje smukła budowa. Są  wysokie, wyposażone w klosz z grubego szkła, często z zachowaną oryginalną sygnaturą fabryki, w której zostały wyprodukowane.

Tego rodzaju lampy miały zastosowanie do oznaczania niebezpiecznych miejsc w wyrobiskach górniczych, a także do oznaczania początku (światło białe) i końca (światło czerwone) transportu urobku wagonami. Lampy akumulatorowe stosowano nie tylko w kopalniach, ale także na statkach i kolei.

W górnictwie użytkowano ponadto lampy zwane benzynkami, do oznaczania zawartości tlenu w powietrzu w wyrobisku górniczym. Były one dopuszczone do użytku w kopalniach metanowych. Po wysokości płomienia i jego kolorze górnicy potrafili oszacować ilość tlenu zawartego w powietrzu. Zwano je lampami bezpieczeństwa. W efekcie kilku wybuchów, w 1953 r. nadzór górniczy zdecydował jednak o ich wycofaniu.

– Poszukujemy ciekawych eksponatów. Chętnie wymienimy się informacjami na ten temat. Lampy górnicze to niezwykle interesujący rozdział w historii branży wydobywczej. Warto go poznawać – przekonuje Patryk Sobik.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Wielkie muzyczne święto w Parku Murckowskim. Zagrają Armia i Zenek Grabowski

Już 13 czerwca 2026 r. odbędzie się XV Muszlownik Murcki Festiwal - wydarzenie, które na stałe wpisało się w kalendarz kulturalny dzielnicy.

Milionowe inwestycje w zabytkowej kopalni

Jedne z największych atrakcji turystycznych naszego regionu będą zrewitalizowane. Inwestycje czekają Zabytkową Kopalnię Guido oraz Strefę Carnall. Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu otrzymało na zaplanowane tam prace unijne dofinansowanie.

Rozruch Maszyn Industriady 2026 - 12 czerwca w Galerii Szyb Wilson

To będzie artystyczna podróż między tradycją a technologią - 12 czerwca w Galerii Szyb Wilson w Katowicach odbędzie się Rozruch Maszyn Industriady 2026. W programie wyjątkowe spektakle, nowoczesne multimedia i teatr uliczny. - Wydarzenie będzie efektownym prologiem przed weekendową Industriadą, organizowaną w 48 obiektach na terenie województwa śląskiego – podkreślają w Instytucie im. Wojciecha Korfantego, który organizuje festiwal.

W kopalni będzie akcja poszukiwawcza kombajnu ścianowego

W zabrzańskiej kopalni szykuje się sensacja! Już w poniedziałek 15 czerwca w podziemiach kopalni Guido zaplanowano akcję poszukiwawczo-rekonesansową. Jej celem będzie potwierdzenie, czy pozostawiono tam element prototypowego kombajnu ścianowego KDS-1 w wyrobiskach dawnej Kopalni Doświadczalnej Węgla Kamiennego M-300.