Kamerun: Zaginął samolot z australijskim magnatem górniczym na pokładzie

Casac212 airlines net

fot: airlines.net

Samolot, który zaginął z przedsiębiorcą górniczym na pokładzie, to CASA C212

fot: airlines.net

W Kamerunie zaginął wczoraj samolot C212 z 11 pasażerami. Jednym z nich był australijski magnat górniczy Ken Talbot, najbogatszy Australijczyk, którego majątek szacowano na miliard dolarów – poinformowała agencja Altair.

Samolot leciał z Jaunde w Kamerunie do Yangadou w Kongo, gdzie przedstawiciele koncernu wydobywczego Sundance Resources z Perth mieli dokonać inspekcji terenów, na których wydobywa się rudę żelaza. Na pokładzie samolotu było sześciu Australijczyków z najwyższych władz koncernu, dwóch Francuzów, dwóch Brytyjczyków i Amerykanin.

Delegacja koncernu wydobywczego przyleciała do Kamerunu 19-miejscowym odrzutowcem dyspozycyjnym Global Express 500. Lotnisko w Yangadou było dla niego zbyt małe, więc lot z Jaunde kontynuowali lepiej dostosowanym do lokalnych warunków samolotem CASA C212, wyczarterowanym od kongijskiego Aero-Service.

Samolot wystartował wczoraj o godzinie 9:13. Do celu miał niespełna godzinę później. Kontrola lotów utraciła z nim kontakt o 9:51. Przez ponad dobę nie udało się natrafić na żadne ślady katastrofy jednak władze Kamerunu twierdzą, że istnieją bardzo małe szanse, że ktokolwiek ją przeżył.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.

9860 sekcji w JSW i rewolucja kotwiowa. Czym fedrowano w polskich kopalniach w 1996 roku?

Co się stało z pracownikami likwidowanej kopalni Żory? Jak Knurów i Gliwice poradziły sobie z transformacją? O tym pisaliśmy dokładnie 30 lat temu w „Trybunie Górniczej” z 7 listopada 1996 roku.