JSW po pierwszym półroczu 2011 gotowa do debiutu giełdowego

3,5 mld zł spodziewa się pozyskać Jastrzębska Spółka Węglowa z Giełdy Papierów Wartościowych. Wejście na giełdę nastąpi najprawdopodobniej w połowie 2011 roku, a w ocenie Jarosława Zagórowskiego, prezesa węglowej spółki, będzie to najbardziej znaczący debiut przyszłego roku.

 

Giełda jest dla spółki drogą do pozyskania finansowania inwestycji w bazę zasobową. Do 2010 roku spółka przeznaczała na inwestycje ok. 700 mln zł rocznie. Od przeszłego roku nakłady wzrosną do poziomu 1 mld zł rocznie.

 

- Aby finansować inwestycje sięgać możemy do środków własnych, po kredyty bankowe, wykorzystać leasing, środki z GPW lub obligacje. Nie wykluczone, że będziemy łączyć różne źródła finansowania – wyjaśniał prezes JSW podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w Jastrzębiu Zdroju.

 

Zagórowski zaznaczył, że debiut giełdowy spółki możliwy będzie przy spełnieniu dwóch warunków: zachowaniu kontrolnego pakietu akcji przez Skarb Państwa oraz przy akceptacji strony społecznej.


- Zakładamy, że pracownicy spółki, którzy byli zatrudnienie w chwili komercjalizacji przedsiębiorstwa (styczeń 1993- przyp. red.) otrzymają część akcji, natomiast ta część załogi, która dołączyła do nas później, otrzyma ekwiwalent pieniężny – wyjaśniał prezes.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.