Jonak rozgrzał publiczność
fot: Jarosław Galusek
Damian Jonak cieszy się, że walka obędzie się na Śląsku
fot: Jarosław Galusek
Gala odbywała się w niezwykłej scenerii hali targowej w Rudzie Śląskiej-Wirku – pod dachem, ale na świeżym powietrzu, niemalże w cieniu szybu kopalni „Pokój”. I być może właśnie, dlatego bohaterem licznie zgromadzonej publiczności był nie Kołodziej, ale Jonak – były górnik kopalni „Makoszowy”, związkowiec „Solidarności”, a ponadto nasz człowiek z Bytomia, czego wyraz dał, prezentując odpowiednie napisy na torsie i plecach.
Jonak daje się lubić, jak żaden inny bokser – na co dzień zaangażowany społecznik i kochający mąż, a wkrótce ojciec, w ringu staje się drapieżnikiem. W sobotnią noc przekonał się o tym Marokańczyk, dysponujący, co prawda francuskim paszportem, ale także niezbyt wyszukanym arsenałem uników. W trzeciej rundzie Jonak zapędził go do własnego narożnika i zostawił na deskach po serii potężnych ciosów. Sahibeddina uratował gong oznaczający koniec starcia. Wprawdzie Marokańczyk usiłował grać twardziela, ale w piątej rundzie drwiący uśmieszek błąkający się po jego ustach zabłąkał się na dobre – kolejna seria ciosów Jonaka i sędzia ringowy musiał przerwać pojedynek. Jednocześnie na ring poleciał ręcznik sekundanta rywala.
W opinii fachowców było to najlepsze pięć rund boksu podczas sobotniej gali w Rudzie Śląskiej. Jonak rozgrzał publiczność, która solidnie zmarzła czekając na jego walkę.
W galerii walka Damiana Jonaka z Marokańczykiem w Rudzie Śląskiej (zdjęcia: Jarosław Galusek - nettg.pl)