Joanna Strzelec-Łobodzińska: Węgiel stabilizatorem bezpieczeństwa unijnego
fot: Jarosław Galusek
- Branża musi stworzyć strategię ukierunkowaną na to, by jej produkt był konkurencyjny. To się obecnie dzieje - mówi Joanna Strzelec-Łobodzińska
fot: Jarosław Galusek
Jak ocenia Pani Minister kondycję polskiego górnictwa, czy widać już światło w tunelu kłopotów?
- Zanotowane na początku roku spadki popytu na węgiel, sygnalizowane głównie przez energetykę zawodową, być może mamy już za sobą. Mam taką nadzieję. Te spadki były pokłosiem ubiegłorocznej sytuacji, gdy wystąpiły czasowe braki węgla na rynku krajowym. Firmy energetyczne zawarły w drugiej połowie 2008 r. kontrakty zagraniczne i mam wrażenie, że ceny w tych umowach były znacząco wyższe od cen surowca dostarczanego z polskich kopalń. Prosta przyczyna – przy zawieranych kontraktach zagranicznych zadziałało prawo podaży i popytu. Paradoksalnie było to z korzyścią dla naszych spółek węglowych, bo pod koniec 2008 r. rozpoczęły negocjacje warunków dostaw do energetyki w 2009 r. Skoro ceny polskiego węgla były konkurencyjne w stosunku do dostaw z zagranicy, to jest nadzieja na większą sprzedaż na polski rynek, z której dochody pozwolą na podtrzymanie impulsu inwestycyjnego w polskim górnictwie. Cieszy, że mimo kryzysu nie zrobiono tego samego błędu, co w poprzednich latach, gdy przy spadku zapotrzebowania na węgiel ograniczano prace przygotowawcze w kopalniach. Rady nadzorcze muszą tego pilnować, żeby spółki węglowe prowadziły taką działalność, która umożliwia elastyczne reagowanie na zmieniające się sytuacje rynkowe. Żeby nie tracić dobrych okazji, jak to się działo w minionych latach.
Czyli spółki węgłowe najgorsze miesiące mają już za sobą?
- Byłabym ostrożna w takich zapewnieniach. Każda spółka ma inną sytuację. Najtrudniejszą sytuację ma Jastrzębska Spółka Węglowa SA wydobywająca głównie węgiel koksujący, ze względu na zapaść w koksownictwie. Ponadto na początku bieżącego roku mieliśmy katastrofalne spadki cen na rynkach międzynarodowych. Obecnie zmniejszyło się zagrożenie zakupu tańszego węgla za granicą, ale trzeba dostrzegać inne czarne chmury na horyzoncie węglowym. Z niestabilnością produkcji w ostatnich dwóch latach poradziliśmy sobie. Gorsze dla górnictwa od zagrożeń zwymiarowanych są te, które spadają na nie nieoczekiwanie, jak choćby ostatnia interpretacja przepisów dotyczących podatku od wyrobisk górniczych, co drenuje środki finansowe. Oczywiście, prowadzimy działania, choćby poprzez uszczegółowienie przepisów w obecnie rozpatrywanym przez Sejm nowej ustawie Prawo geologiczne i górnicze, tak żeby problem tych podatków rozstrzygnąć w sposób jednoznaczny.
Pani Minister mówi o rozwoju, a niektórzy analitycy stawiają nieco przewrotne pytanie: kto zgasi światło w polskim koksownictwie? Czy rząd zamierza podjąć działania pomocowe dla tej obecnie upadającej branży?
- Jak już powiedziałam, każda ze spółek węglowych ma inną sytuację. O plusach mówiłam w odniesieniu do KHW SA, KW SA i PKW SA. W najgorszych kłopotach znalazła się Jastrzębska Spółka Węglowa SA, która jest przykładem, jak zmieniające się warunki handlowo-ekonomiczne mogą położyć firmę. Przy czym mam nadzieję, że słowo położyć nigdy się nie zrealizuje. Mamy informacje, że zwały węgla w Jastrzębiu przestały rosnąć. Zabiegi zarządu JSW nad dywersyfikacją sprzedaży przynoszą już pierwsze efekty, pojawili się nowi odbiorcy polskiego węgla koksowego. W Ministerstwie Gospodarki opracowujemy program wsparcia dla koksownictwa, z którego będzie mogła skorzystać także tworzona grupa węglowo-koksowa na bazie JSW. Ingerencja administracji państwowej odbywać się jednakże może tylko w ramach wsparcia, więc w tym przypadku Agencja Rozwoju Przemysłu SA będzie angażowała tylko się na zasadach rynkowych w projekty gwarantujące odpowiednią stopę zwrotu. W ministerstwie, w ramach takiego programu, planujemy udzielić wsparcia między innymi na sfinansowanie zapasów, a tym samym umożliwienie przeczekania złej koniunktury.
Wspomniała Pani Minister, że roboty przygotowawcze w kopalniach nawet w najtrudniejszych miesiącach załamania popytu na węgiel nie zostały przerwane. To jednak nie stwarza perspektywy stabilizacji wydobycia w dłuższym, kilkuletnim okresie. Skąd brać pieniądze na inwestycje, gdy dookoła kryzys?
- Potrzeby są dokładnie rozpoznane. Do 2015 roku górnictwo musi otrzymać około 20 mld zł na inwestycje. Realne jest wyasygnowanie środków z budżetu państwa na inwestycje początkowe w 2010 roku. Minister Gospodarki zgłosił taką potrzebę na ponad 800 mln zł. To jednak jest wszystko za mało. Dlatego prowadzimy rozmowy z przedstawicielami Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Rozwiązaniem może też być leasing, emisja obligacji lub giełda. Dla JSW SA, KHW SA czy KW SA debiut giełdowy na pewno nie będzie możliwy w tym czy następnym roku.
Polityka energetyczna Polski do 2030 roku zakłada niewielki wzrost wydobycia węgla. Może w takim razie tak duże inwestycje nie będą potrzebne?
- Nie mamy złudzeń, górnictwo potrzebuje dużych, naprawdę dużych pieniędzy, ponieważ bez nich będzie się kurczyć. Prace przygotowawcze miały być zrobione w kopalniach pod zwiększone zapotrzebowanie. I to wynika z Polityki Energetycznej Polski do 2030 roku. W najbliższych latach zmieni się struktura energii elektrycznej wytwarzanej w Polsce. Już się zmienia. Będzie budowana energetyka jądrowa, która początkowo zajmie jakiś niewielki kawałeczek tortu – struktury zapotrzebowania. Liczymy, że będzie to około 15 procent w 2030 roku. Mamy też do zrealizowania unijne zobowiązania w zakresie produkcji tak zwanej energii zielonej, czyli pochodzącej z odnawialnych źródeł: wiatru, słońca, wody, biomasy. Może to być łącznie kolejne 15 procent. Nie oznacza to jednak, że automatycznie zapotrzebowanie na energię z węgla, która obecnie stanowi ponad 90 procent podaży, zmaleje o 30 procent. Tak nie będzie, ponieważ równocześnie rozwój gospodarczy i społeczny przyniesie wzrost popytu na energię. Zdecydowane wzrosty produkcji węgla nie będą potrzebne, ale konieczne jest ustabilizowanie wydobycia na dotychczasowym poziomie. Mamy nadzieję, że dla polskiego węgla otworzą się unijne rynki. Widzimy już pewne symptomy powrotu tam do tego paliwa. Węgiel jest stabilizatorem bezpieczeństwa energetycznego nie tylko Polski, ale także Unii Europejskiej. Trzymamy kciuki, by takie rozumowanie stało się powszechne. Europa nie ma zbyt wielu surowców, dlatego powinna je dobrze wykorzystać. Małymi kroczkami staramy się naszych partnerów unijnych do tego stanowiska przekonywać. Niedawno we Włoszech widziałam nowo wybudowaną piękną, nowoczesną elektrownie węglową. Widząc nasze zdziwienie, wyjaśniono nam, że Włochy zwiększają udział węgla w produkcji energii, żeby zdywersyfikować kupowany gaz z kierunku wschodniego i Libii. Oczywiście, zarówno energetyka, jak i górnictwo ma szanse rozwoju na tyle, na ile nie będą szkodziły środowisku. Nie nastąpi powrót do wykorzystania węgla w tradycyjnych technologiach. Staramy się wynegocjować jak najkorzystniejsze warunki zakupu uprawnień emisyjnych dotyczących CO2. Jeżeli się nam to nie uda, to nasza gospodarka będzie droga, zmniejszy się jej konkurencyjność. Niedawno rząd skierował do konsultacji projekt ustawy o efektywności energetycznej.
W jakim stopniu nowe przepisy mogą zmienić dotychczasowe funkcjonowanie gospodarki i na czym ma polegać mechanizm tzw. białych certyfikatów?
- Białe certyfikaty to świadectwa potwierdzające oszczędność energii. Będzie można je sprzedawać. Ich wydawaniem zajmie się Urząd Regulacji Energetyki, a skorzystają na nich zwycięzcy przetargów na inwestycje poprawiające efektywność energetyczną. Chcemy w ten sposób stworzyć mechanizm zachęt do oszczędnego wykorzystania energii nie tylko w przemyśle, ale także w gospodarstwach domowych. Mamy bardzo dużo do zrobienia z energochłonnością naszej gospodarki. Marnujemy od 20 procent do 40 procent wytwarzanej energii. W ostatnich tygodniach dużo było zmian kadrowych w firmach górniczych, że wspomnę KHW, JSW, KW, Węglokoks. Czy to początek większej reorganizacji systemu zarządzania spółek skarbu państwa? Kwestie opcji walutowych miały wyraźne przełożenie na wyniki finansowe Węglokoksu SA, Katowickiego Holdingu Węglowego SA czy Jastrzębskiej Spółki Węglowej SA. Sądzę, że zmiany w zarządach tych spółek dla nikogo nie były zaskoczeniem. Nie ukrywam, że właśnie opcje walutowe miały duże znaczenie w decyzjach o zmianach w zarządach spółek. Natomiast wymiana składu rad nadzorczych to już inna kwestia, wynikająca z szerszej koncepcji dotyczącej polityki właścicielskiej. Prawie 90 procent decyzji dotyczących funkcjonowania spółek skarbu państwa jest w kompetencjach zarządów. Uprawnienia rad nadzorczych wnikają z Kodeksu Spółek Handlowych i trzeba brać pod uwagę, że są one pasem transmisyjnym realizacji pewnej polityki właścicielskiej przez spółkę. Spodziewamy się zatem, że mniej będzie bezpośrednich kontaktów z właścicielem, ale więcej nadzoru nad działalnością spółek z ich strony, oczywiście w granicach uprawnień kodeksowych. Dlatego chcieliśmy, żeby w radach znaleźli się ludzie o szerszym, nowym, świeżym spojrzeniu na funkcjonowanie branży górniczej. Nie znaczy to, że zrezygnowaliśmy z osób o dużym doświadczeniu, one zostały, ale na przewodniczących rad nadzorczych faktycznie postawiliśmy na nowe osoby.