Joanna Strzelec-Łobodzińska: W 2011 dwie spółki gotowe do debiutu

Lobodzinska boku

fot: Bogdan Kułakowski

- 90 proc. spraw zostało omówionych - zapewnia Joanna Strzelec-Łobodzińska referując stan rozmów polsko-rosyjskich o gazie

fot: Bogdan Kułakowski

W pierwszym półroczu 2011 roku do debiutu giełdowego gotowe będą dwie spółki. Jedną z nich będzie Węglokoks, drugą Katowicki Holding Węglowy – powiedziała w poniedziałek w Katowicach Joanna Strzelec-Łobodzińska, wiceminister gospodarki.

- Powiązanie Węglokoksu z KHW nie jest przesądzone, natomiast wydaje się bardzo rozsądną opcją. Będzie to na pewno plus dla Węglokoksu – firma posiadałaby własne zasoby. Jeśli analizy wykażą, że ta opcja będzie korzystna dla Katowickiego Holdingu Węglowego to zostanie zrealizowana – powiedziała wiceminister.

Joanna Strzelec-Łobodzińska przyznała, że będzie to forma konsolidacji, ale realizowana nie zamiast, ale obok prywatyzacji.

Odnosząc się do prywatyzacji „Bogdanki” wiceminister zauważyła, że decydując się na przeprowadzenie procesu Skarb Państwa musiał brać pod uwagę jego negatywne skutki.
- Jeśli akcje znajdują się na giełdzie, to każdy może je kupić. Dalsza prywatyzacji spółek węglowych przeprowadzana będzie przy uwzględnieniu zapisów Strategii dla górnictwa – zapewniła wiceminister.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.