Joanna Strzelec - Łobodzińska: Polskie maszyny górnicze sprawdzają się w praktyce

Lobodzinska 05 GAL

fot: Jarosław Galusek

Wiceminister Strzelec-Łobodzińska powiedziała, że projekt jest odpowiedzią na postulaty stworzenia systemu promującego oszczędność energii

fot: Jarosław Galusek

Polskie maszyny górnicze sprawdzają się w praktyce – powiedziała w rozmowie z portalem nettg.pl Joanna Strzelec-Łobodzińska, wiceminister gospodarki, dzieląc się wrażeniami z pobytu na targach górniczych w Nowokuźniecku.

- Kiedy przed rokiem po raz pierwszy uczestniczyłam w ogromnych targach maszyn i urządzeń górniczych „Węgiel i górnictwo” w Nowokuźniecku, wskazywano, że w 2008 roku - bardzo dobrym dla polskich dostawców maszyn i urządzeń górniczych – wartość sprzedaży tylko w obwodzie kemerowskim wynosiła około 600 mln dolarów. To ogromny rynek, a polska oferta jest chyba najpoważniejszą obok niemieckiej. W tym roku propozycja naszych producentów wystawiana była na 30 stoiskach. Rosjan trzeba jednak przekonać, dlaczego nasz sprzęt warto kupować. Takie właśnie pytanie zadano mi w rosyjskim programie telewizyjnym. Odpowiedziałam, że polski przemysł maszyn górniczych, jako jedyny, produkuje maszyny dla własnego górnictwa. Dlatego ich jakość techniczna jest stale testowana, a teoretyczne rozwiązania sprawdzane są w praktyce. Każda niedogodność i każda usterka są usuwane na bieżąco.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.

9860 sekcji w JSW i rewolucja kotwiowa. Czym fedrowano w polskich kopalniach w 1996 roku?

Co się stało z pracownikami likwidowanej kopalni Żory? Jak Knurów i Gliwice poradziły sobie z transformacją? O tym pisaliśmy dokładnie 30 lat temu w „Trybunie Górniczej” z 7 listopada 1996 roku.