Joanna Strzelec-Łobodzińska: Chcę walczyć o węgiel

Lobodzinska 05 GAL

fot: Jarosław Galusek

Wiceminister Strzelec-Łobodzińska powiedziała, że projekt jest odpowiedzią na postulaty stworzenia systemu promującego oszczędność energii

fot: Jarosław Galusek

Rozmowa z Joanną Strzelec-Łobodzińską, wiceminister gospodarki

Wszystko wskazuje na to, że tegoroczne wyniki finansowe górnictwa będą dobre. To wyłącznie efekt koniunktury, czy również skutek ubiegłorocznych działań antykryzysowych?


Myślę, że jest to efekt podjętych w ubiegłym roku działań antykryzysowych, ale również poprawy koniunktury. Procentują przede wszystkim działania wymuszone sytuacją kryzysową, które zostały podjęte w roku ubiegłym. W zdecydowany sposób ograniczono koszty, a ceny węgla, które przecież nie były wyśrubowane, pokrywały koszty we wszystkich sortymentach. Ponieważ weszliśmy w 2010 rok, nie robiąc podwyżek cen i nie podwyższając kosztów, wyniki stały się stabilne. Mówiąc o stabilności, oczywiście nie mam na myśli Jastrzębskiej Spółki Węglowej, która w ubiegłym roku miała kiepskie wyniki, ale zachowała płynność finansową. W tym roku odbicie cen na rynku pozwoli JSW na wynik absolutnie rekordowy. Generalnie górnictwo zakończy rok około miliardowym zyskiem.

Jakby na sprawę nie patrzeć, wahania popytu na węgiel są faktem. Czy są jakieś sposoby, by zmiany koniunktury prognozować i równoważyć?

Jest jeden oczywisty sposób: kontrakty długoterminowe z dość sztywnymi klauzulami określającymi odbiór węgla. Wydaje się, że górnicy właśnie coś takiego zrobili w tym roku. Wobec napływu węgla z zagranicy w ubiegłym roku, postarali się zwymiarować potrzeby, zawarli umowy i można sądzić, że po raz pierwszy postąpili tak, jak należy, dostosowując podaż do popytu. Ale trzeba pamiętać, iż w górnictwie nie można przecież z tygodnia na tydzień zmienić zdolności wydobywczych. Dlatego trudno wymagać, żeby branża reagowała błyskawicznie na przykład na zahamowanie napływu węgla zza wschodniej granicy. Ten proces wymaga dłuższego czasu. Oczywiście, byłoby najbardziej optymalne, gdyby węgiel wydobyty w okresie dekoniunktury można było składować, żeby teraz można go było po bardzo korzystnych cenach wprowadzić na rynek i sprzedać. Ale należy pamiętać, że składowanie również generuje koszty. Patrząc na ubiegłoroczne wskaźniki prac przygotowawczych, można wnioskować, że fronty wydobywcze zostały przygotowane. Myślę, że pewien margines szybkiej reakcji na zapotrzebowanie rynku wiąże się również z organizacją pracy. Należy pomyśleć o takich instrumentach, które z pełną akceptacją strony społecznej pozwoliłyby za dodatkowym wynagrodzeniem pracować w dodatkowe dni.

2011 rok upłynie w polskim górnictwie pod znakiem prywatyzacji. Czy znamy już scenariusz tego procesu?

Trudno jest wskazać lidera, ale myślę, że będzie to jedna z dwóch spółek: Jastrzębska Spółka Węglowa albo Węglokoks.

Rola Węglokoksu wzrośnie?

Wzrośnie. Przyjęte przez właściciela założenia strategii spółki wskazują na nieco inną rolę Węglokoksu niż dotychczasowa, wiążąca się tylko z organizacją eksportu węgla. Jeżeli konkretyzacja tych zamierzeń uzyska akceptację właściciela – a myślę, że może to nastąpić w ciągu najbliższych 2–3 tygodni – to usłyszymy o Węglokoksie jako o konsolidatorze mocno powiązanym z producentami węgla. Sądzimy, że jeśli Węglokoks zdecyduje się na debiut giełdowy, to posiadanie zaplecza w postaci firm wydobywczych zdecydowanie wpłynie na zwiększenie jego atrakcyjności.

W strukturze górnictwa może więc dojść do sporego przetasowania?

Zmiany mogą nastąpić, bo z jednej strony jest giełda, z drugiej być może wzajemne przeniknięcie się podmiotów tradycyjnie górniczych.

Czy jesteśmy w stanie ustrzec się potknięć, które miały miejsce przy prywatyzacji „Bogdanki”?

Unikniemy potknięć w ten sposób, że będziemy przestrzegać zapisów Strategii. W całej procedurze prywatyzacyjnej nie mamy zamiaru ponownie naruszać zasady, że – pośrednio lub bezpośrednio – Skarb Państwa zachowa większościowy pakiet w firmach wydobywczych.

Strona społeczna domaga się po raz kolejny zwiększenia przyjęć do pracy, wskazując na rosnącą lukę pokoleniową.

W tej kwestii muszą zostać podjęte zdecydowane działania. Łatwo jest matematycznie wyliczyć wskaźnik prac przygotowawczych, wyrażający się w metrach na tony wydobycia, ale trzeba sobie uzmysłowić, że prace te muszą być przez kogoś wykonywane. Podpisując przed Barbórką wnioski o nadanie stopni górniczych i wyróżnień, widzę, że okresy pracy w górnictwie są wręcz niewiarygodnie długie. Oczywiście, zatrudnienie trzeba racjonalizować, ale w takim sensie, żeby przyjmować do kopalń młodych ludzi, coraz lepiej przygotowanych zawodowo.

W trakcie procesu prywatyzacyjnego bardzo istotną kwestią, wpływającą na wartość akcji, jest wizerunek firmy. Czy górnictwo broni się w tej dziedzinie?

Myślę, że jest różnie. Do zawierania kontraktów długoterminowych kupujący chce mieć wiarygodnego finansowo partnera. Tak samo patrzeć będą inwestorzy. Jeśli chodzi o Jastrzębską Spółkę Węglową, wystarczy pokazać prognozę koniunktury na rynkach, a co za tym idzie – poziom cen. Węglokoks także jest spółką, która ma dobre wyniki finansowe. Nie bez kozery właśnie te dwie firmy mogą myśleć o debiucie na giełdzie w najbliższym horyzoncie czasowym. Debiuty firm, które mają kłopoty z płynnością finansową, oczywiście są możliwe, ale po cenie, która nie będzie zadowalająca. Jeśli chcemy, żeby giełdowy sukces „Bogdanki” został powtórzony, to na parkiet muszą trafiać firmy uporządkowane i finansowo stabilne.

Koncerny zagraniczne mocno interesują się polskim węglem…

Widzimy zainteresowanie firm zagranicznych polskim rynkiem wydobywczym. Każdy ma prawo „chcieć kupić”, ale ponieważ górnictwo w Polsce ma określoną strukturę i poza „Bogdanką” są to bardzo duże grupy, nie wydaje się, żeby w najbliżej przewidywalnej przyszłości zagraniczny kapitał tu zafunkcjonował. Zainteresowanie spółek zagranicznych polskim węglem powinno dać do myślenia również tym wszystkim, którzy mówią o schyłku węgla. Nawiązując do tego, o co pani pytała poprzednio, taki ogląd ma niesamowicie duże znaczenie. Naszą rolą jest zwalczyć zły wizerunek górnictwa. Dlatego, gdzie tylko mogę, pytam: Kto zrobił tak duże oszczędności w kryzysie jak górnictwo? Kto robi tak ogromne inwestycje z własnych środków? I kto ma przy tym taką złą prasę? Proszę zwrócić uwagę, że nie ma w branży radykalnych roszczeń, nawet górnicze związki zawodowe, które tak na marginesie również mają złą prasę, też realnie patrzą na przyszłość swoich firm. Chciałabym, żeby przy okazji Barbórki pisano dobrze o górnictwie, ale nie z tego powodu, że jest święto, lecz dlatego, że tak jest obiektywnie.

O przyszłości polskiego węgla stanowić będzie stanowisko Unii Europejskiej?

Nie powiedziałabym tego. Przedłużenie możliwości udzielania pomocy publicznej oczywiście nastąpi. Czy utrzymana zostanie możliwość dotowania inwestycji początkowych – nie wiem. Specjalnych sojuszników w tej sprawie nie mamy, bo nikt w Unii Europejskiej, oprócz nas, górnictwa węgla kamiennego nie rozwija. Nawet jednak, gdyby zapis o dotowaniu inwestycji przepadł, to powiedzmy sobie otwarcie, że górnictwo obywało się bez dotacji całe lata. Języczkiem u wagi jest w mojej opinii spojrzenie na węgiel czy energetykę węglową w inny sposób. Nie można przyjmować scenariusza, że państwo, które jest w swojej polityce energetycznej oparte tradycyjnie na surowcu własnym, nagle przebuduje całą gospodarkę, nie zważając na koszty społeczne. Nie mówię tylko o cenach energii, które prawdopodobnie byłyby dwukrotnie wyższe, ale także o kwestiach socjalnych. Scenariusz odejścia od węgla jest całkowicie nierealny. Chciałabym, żeby zaczęto patrzeć na węgiel jako na stabilizator bezpieczeństwa energetycznego Unii Europejskiej, a nie czarne zło, które emituje dwutlenek węgla. Nasza energetyka jest przebudowywana, staje się coraz bardziej przyjazna środowisku, sprawność wytwarzania energii elektrycznej jest coraz wyższa. Potrafimy już wykonać określone redukcje emisji, ale niech nikt nam nie narzuca, jak mamy to robić. Jako kraj węglowy możemy i powinniśmy prowadzić prace badawcze nad technologiami czystego węgla, ale sens ekonomiczny tych przedsięwzięć będzie jasny wtedy, gdy będą to projekty sprawdzalne w skali przemysłowej. Chcę walczyć o węgiel na zasadzie przestawienia myślenia o nim, co jest niezwykle trudne, bo myślenie dekarbonizacyjne jest w Unii Europejskiej powszechne.

Czego chciałaby Pani Minister życzyć górnikom i osobom zarządzającym branżą z okazji Barbórki?

Górnikom – górniczego szczęścia, bo jest to absolutnie najważniejsze. Zarządzającym, żeby przykładali rękę do tego górniczego szczęścia, bo oszczędzać można na wszystkim, tylko nie na bezpieczeństwie. Życzę im także, żeby opracowali takie plany strategiczne, które będą korzystne dla firm i załóg, dadzą pieniądze i stabilne miejsca pracy. A nam wszystkim, związanym z górnictwem, chciałam życzyć, żeby Unia Europejska spojrzała na nas łaskawie.
 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

W tej katastrofie oficjalnie zginęło 24 górników, ale ofiar mogło być znacznie więcej

Dwadzieścia cztery osoby – to oficjalna liczba ofiar katastrofy, do której doszło 18 lipca 1956 roku w kopalni Boże Dary w katowickich Murckach. Nieoficjalnie mówi się, że ofiar – wybuchu gazów pożarowych i pyłu węglowego może być więcej. W kopalni  pracowali więźniowie polityczni pozbawieni praw publicznych. Ich życia nie wliczano do oficjalnych statystyk.

Kopalnia ludzi z charakterem. Fedrowali w trudnych warunkach, triumfowali w sporcie

Bielszowicka kopalnia przez ponad sto lat była jednym z symboli przemysłowej historii miasta. W czerwcu dokonała swego żywota. Przez dwie dekady towarzyszyliśmy bielszowickim górnikom w ich codziennej pracy. Relacjonowaliśmy sukcesy i porażki. Opisywaliśmy pasje. Dziś wracamy wspomnieniami do tamtych dni.

Biznes w dzielnicy, gdzie właśnie zamknięto kopalnię? W Bielszowicach przekonują, że to ma sens

Likwidacja kopalni wywołała u wielu mieszkańców Bielszowic lęk przed stagnacją i zamieraniem dawnego życia dzielnicy. Szansę w nowej rzeczywistości dostrzegli jednak twórcy kawiarni „U Sąsiadów”.

Sektor ciepłownictwa powrócił do zysków, ale potrzeby inwestycyjne są ogromne

Sektor ciepłownictwa powrócił do zysków, ale potrzeby inwestycyjne są ogromne - poinformował w raporcie Urząd Regulacji Energetyki.