Jerzy Podsiadło: Zaczniemy od prywatyzacji
fot: Jarosław Galusek
- Rok 2011 będzie znacznie gorszy pod względem eksportu, jego wielkość może osiągnąć 6 do 7 mln t. To gwałtowne załamanie w porównaniu z 2010 rokiem - ocenia Jerzy Podsiadło, prezes Węglokoksu
fot: Jarosław Galusek
Rozmowa z Jerzym Podsiadło, prezesem zarządu Węglokoksu SA.
Kiedy rozmawialiśmy przed rokiem, mówił Pan o powstającej strategii spółki i planowanym zaangażowaniu Węglokoksu w segment firm okołogórniczych. Czy od tego czasu wiele się zmieniło?
Od naszego ostatniego spotkania prowadziliśmy intensywne prace, których celem było sformułowanie długofalowego planu działania firmy. W czerwcu rada nadzorcza spółki pozytywnie zaopiniowała przygotowany przez zarząd dokument „Strategia rozwoju Węglokoks SA na lata 2010–2015”. Kilka dni temu, zgodnie z wymogami naszego statutu, Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy zatwierdziło ten dokument. Z mojego punktu widzenia jest to bardzo ważny moment w historii firmy, który otwiera jeszcze większe możliwości zaangażowania się w szeroko rozumiany sektor węgla kamiennego. Zmiany zatem są, ale te zasadnicze pozostają wciąż przed nami. Spółka Węglokoks jest nadal najważniejszym eksporterem polskiego węgla. W bieżącym roku planujemy dostarczyć poza granice RP około 9 mln ton surowca, co w porównaniu z rokiem ubiegłym oznaczałoby wzrost o ponad 2 mln ton. Gdyby takie ilości węgla przeznaczonego na eksport gwarantowali polscy producenci jeszcze przez następne lata, to pozycja firmy byłaby wystarczająco dobra. Wiemy jednak bardzo dobrze, że eksport węgla, na którym Węglokoks opiera swoją obecną działalność, nie jest biznesem dynamicznym i nie można budować na nim przyszłości przedsiębiorstwa. Mam świadomość, że obecna rola spółki stopniowo się kończy. W ciągu prawie 60 lat istnienia Węglokoks wniósł ogromny wkład w rozwój i odbudowę gospodarki narodowej. Myślę, że zadaniem obecnego zarządu jest zapewnienie takich warunków, aby spółka mogła funkcjonować na polskim rynku przez wiele następnych lat. Węglokoks, jako firma eksportująca węgiel, powinien pójść w kierunku powiązania kapitałowego z producentami. Tylko takie rozwiązanie może zapewnić nam godziwą przyszłość. Jest to nasz cel strategiczny, który zamierzamy osiągnąć w pełni po prywatyzacji firmy.
Kiedy to nastąpi?
Jak najszybsza prywatyzacja w ramach obowiązujących procedur jest jednym z istotnych punktów strategii firmy. Liczymy, że – jeżeli nie będzie żadnych nadzwyczajnych przeszkód na tej drodze – w drugiej połowie przyszłego roku będziemy firmą notowaną na warszawskiej giełdzie. Z pewnością prywatyzacja zmieni pod wieloma względami charakter firmy. Moim zdaniem żadna koncepcja biznesowa bez prywatyzacji nie ma sensu.
Biorąc pod uwagę obecną pozycję rynkową Węglokoksu, debiut giełdowy zapewne będzie sukcesem. Po co jednak spółce taki ciężar, jak na przykład Katowicki Holding Węglowy?
Nie znamy jeszcze wszystkich szczegółów dotyczących KHW, ale dochodzą do nas także opinie o jego trudnej sytuacji i bierzemy to pod uwagę. Tym niemniej KHW jest producentem jakościowo bardzo dobrego węgla. Spółka znajduje się w okresie restrukturyzacji i jestem przekonany, że po przeprowadzeniu tego procesu będzie to bardzo dobrze funkcjonujące przedsiębiorstwo. W tym momencie nie znamy jeszcze konkretów co do przyszłości KHW i naszej roli w tym zakresie. Ostateczna decyzja w tej sprawie musi być podjęta przez właściciela. Bez względu jednak na końcowe rozstrzygnięcie tej kwestii uważam, że powiązanie kapitałowe z Holdingiem i udział w jego prywatyzacji może być dla Węglokoksu bardzo interesującym przedsięwzięciem.
Na czym takie powiązanie kapitałowe miałoby polegać?
Jak już wcześniej wspomniałem, trudno mówić mi o szczegółach, gdyż w tej materii nie zapadły jeszcze żadne decyzje. Tempo i rodzaj powiązań to przede wszystkim kwestia decyzji nadzoru właścicielskiego, który zarówno w przypadku Węglokoksu, jak i KHW jest sprawowany przez Ministerstwo Gospodarki.
W 2007 roku pojawił się już pomysł, żeby Węglokoks kupił kopalnię, ale od niego odstąpiono…
Potwierdzam, że w przeszłości był już taki pomysł, ale nie nabrał on realnych kształtów. Od lat dyskutuje się o wejściu Węglokoksu w bezpośrednie wydobycie węgla. Może okoliczności zewnętrzne nie były na tyle dobre, aby koncepcję tę zrealizować. Być może najwyższy czas, aby ten proces rozpocząć.
Rozumiem, że obecna sytuacja rynkowa węgla powoduje, że do takiego pomysłu można wrócić?
Zgadzam się z tym, że warto wrócić do tej koncepcji i przeanalizować wszystkie jej istotne elementy. Węglokoks dysponuje określonym potencjałem, który tkwi w ludziach, zasobach finansowych, wizerunku firmy i nic nie stoi na przeszkodzie, aby był wykorzystany jako koło napędowe restrukturyzacji przemysłu węglowego.
Nie boi się Pan oporu społecznego?
Nie, wręcz przeciwnie. Uważam, że ta koncepcja będzie miała poparcie społeczne, bo jest logiczna, przewidywalna i powinna przynieść korzyści nie tylko Węglokoksowi, ale przede wszystkim producentom węgla.
Wracając do sytuacji rynkowej, czy moglibyście ulokować na rynkach zagranicznych większe ilości surowca?
Na rynkach zagranicznych nie obserwujemy aż tak dużego zapotrzebowania na węgiel, zwłaszcza energetyczny. Składy węgla w portach wyładunkowych zaczynają nieco spadać, ale wciąż utrzymują się na relatywnie wysokim poziomie. Ostatnio, ze względu na ceny innych paliw, ceny węgla energetycznego zaczęły rosnąć, przekraczając 100 USD/t CIF (czyli przy kosztach transportu opłaconych przez sprzedającego – przyp. red.) w portach ARA (Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia – przyp. red.). W przypadku węgla koksowego ceny z dostawą w IV kwartale br. lokują się w przedziale 205–210 USD/t FOB (sprzedający dostarcza towar do burty statku) w portach australijskich. W zakresie realizacji tegorocznych kontraktów nie występowały jakieś szczególne utrudnienia. Zdajemy sobie sprawę z tego, że w okresie jesienno-zimowym zwiększony popyt na węgiel w kraju jest priorytetem. Mamy jednak nadzieję, że nie spowoduje to komplikacji przy realizacji dostaw eksportowych.
Czy Węglokoks bierze pod uwagę możliwość reeksportu węgla lub mieszania importowanego surowca z rodzimym?
Chcielibyśmy w przyszłości budować pozycję tradera, to znaczy firmy, która nie tylko kupuje od producenta krajowego i sprzedaje, ale jest także pośrednikiem na rynkach międzynarodowych. Jesteśmy gotowi do pełnienia takiej funkcji. Nie ukrywam jednak, że jest to zadanie bardzo trudne do realizacji.
Pojawiły się spekulacje, że wycofanie się Węglokoksu z przejęcia Remagu związane było z możliwością utraty zysków po sprzedaży akcji Polkomtela…
Do przejęcia Remagu ostatecznie nie doszło, bowiem nie uzyskaliśmy na to zgody Walnego Zgromadzenia. Ze względu na całokształt różnych okoliczności jest to dla nas sprawa zamknięta. Co do kwestii Polkomtela, obecnie toczą się rozmowy na temat sprzedaży jego akcji przez czterech polskich akcjonariuszy. Negocjacje w tej sprawie będą prawdopodobnie finalizowane w przyszłym roku. Pojawiają się informacje o zamiarze Skarbu Państwa zabrania w postaci dywidendy wpływów uzyskanych ze sprzedaży walorów Polkomtela. Gdyby rzeczywiście taka decyzja została podjęta, to pozycja Węglokoksu uległaby znacznemu osłabieniu i nasze możliwości udziału w restrukturyzacji przemysłu węglowego byłyby zdecydowanie mniejsze.