Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

30.91 PLN (-2.65%)

KGHM Polska Miedź S.A.

263.00 PLN (-1.24%)

ORLEN S.A.

127.74 PLN (+0.58%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.52 PLN (-1.69%)

TAURON Polska Energia S.A.

8.92 PLN (+0.20%)

Enea S.A.

21.90 PLN (-0.90%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

26.70 PLN (-2.38%)

Złoto

4 470.10 USD (+0.10%)

Srebro

70.46 USD (+0.90%)

Ropa naftowa

97.77 USD (+0.86%)

Gaz ziemny

2.90 USD (+0.17%)

Miedź

5.41 USD (-1.50%)

Węgiel kamienny

130.20 USD (-4.96%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

30.91 PLN (-2.65%)

KGHM Polska Miedź S.A.

263.00 PLN (-1.24%)

ORLEN S.A.

127.74 PLN (+0.58%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.52 PLN (-1.69%)

TAURON Polska Energia S.A.

8.92 PLN (+0.20%)

Enea S.A.

21.90 PLN (-0.90%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

26.70 PLN (-2.38%)

Złoto

4 470.10 USD (+0.10%)

Srebro

70.46 USD (+0.90%)

Ropa naftowa

97.77 USD (+0.86%)

Gaz ziemny

2.90 USD (+0.17%)

Miedź

5.41 USD (-1.50%)

Węgiel kamienny

130.20 USD (-4.96%)

Jarosław Wójtowicz przepłynął Wisłę od Tyńca do Gdańska

Wojtowicz RS

fot: Ryszrad Stelmaszczyk

Tą żaglówką Jarosław Wójtowicz przepłynął niemal całą Wisłę

fot: Ryszrad Stelmaszczyk

Nadsztygar Jarosław Wójtowicz w kopalni „Zofiówka” pracował przez 36 lat i osiem miesięcy. Zaczynał jako ładowacz, bo nie miał wykształcenia górniczego. W ostatnich latach pracy, przez dwie kadencje był przewodniczącym Związku Zawodowego „Kadra” w kopalni. Od kwietnia tego roku jest na emeryturze.

– I wreszcie mogłem zrealizować swoje marzenie a zarazem zobowiązanie, jakie podjąłem ponad 30 lat temu, że popłynę łodzią Wisłą ze Strumienia, gdzie mieszkam, do Gdańska – wyjawia Jarosław Wójtowicz.

Z pływaniem zetknął się jako sześciolatek, pod koniec lat 50. minionego wieku – Ojciec zabrał mnie nad jezioro Goczałkowice. Oglądaliśmy regaty, a potem wziął mnie na przejażdżkę żaglówką – wspomina.

Kolejnym krokiem było wstąpienie do, działającej w Strumieniu, wodniackiej drużyny harcerskiej. Wójtowicz zaczynał w niej jako zuch. – Pływaliśmy po Wiśle kajakami. Często wypływaliśmy także na jezioro Goczałkowice – opowiada o tamtych czasach.

Dokończyć, co inni zaczęli

Skąd wzięło się zobowiązanie, żeby popłynąć Wisłą do Gdańska? Wójtowicz wymienia trzy zdarzenia, które go do tego skłoniły. Pierwszym był zorganizowany w 1973 r. turniej miast, w którym Strumień rywalizował ze Skoczowem.

– Ojciec ułożył wtedy słowa pieśni „Strumień moje miasto” – mój brat skomponował do niej muzykę – którą śpiewaliśmy w trakcie turnieju. Są w niej słowa podkreślające, że nasze miasto leży nad Wisłą. Wtedy po raz pierwszy zobowiązaliśmy się z bratem, że popłyniemy rzeką do Gdańska – relacjonuje Wójtowicz.

Kolejnym zdarzeniem, które go zainspirowało do wyprawy, był rejs kolegów, którzy chcieli dotrzeć do ujścia Wisły tratwą. Dopłynęli jednak tylko do Sandomierza.

– Miałem uczestniczyć w tym rejsie, ale akurat 28 września, 35 lat temu, brałem ślub, no i nie mogłem. Ale jak koledzy wrócili, powiedziałem sobie, że dokończę to, co oni zaczęli i jak będę na emeryturze to dopłynę Wisłą do Gdańska. Obiecałem to także bratu, który zginął w wypadku samochodowym w 2000 r. – wspomina.

Zaczęło się w Tyńcu

Kiedy w kwietniu tego roku Wójtowicz pożegnał się z kopalnią i przeszedł na emeryturę, od razu rozpoczął przygotowania do wyprawy. Planował, że popłynie wraz z kolegą w czerwcu. Złe prognozy pogody spowodowały, że musiał zmienić termin rejsu. Zdecydował się na sierpień. Ale musiał wyruszyć sam, bo kolega w tym miesiącu nie mógł z nim płynąć.

– Przygotowania rozpocząłem od zapoznania się z trasą – opowiada Wójtowicz. – Z tym nie było problemu, bo wszystkie informacje o każdym kilometrze biegu Wisły znalazłem w internecie. Wyremontowałem łódkę. Pomógł mi w tym Jan Breguła, szkutnik ze Strumienia. Dobrze wykonał swoją robotę, bo woda w łódce była tylko wtedy, gdy wylałem herbatę.

22 sierpnia, o godz. 14, łódź Wójtowicza została zwodowana na małej przystani w Tyńcu, koło klasztoru Benedyktynów. O 17 był już załadowany w niej cały bagaż i zaczął się rejs.

– Niewiele jednak przepłynąłem w tym dniu, bo było już późno. Na drugi dzień dotarłem najpierw do centrum Krakowa, pod Wawel. W sumie udało mi się pokonać 64 kilometry trasy. Z radia dowiedziałem się, że w Małopolsce jest powódź – relacjonuje początki rejsu Wójtowicz.

Skutki powodzi były widoczne na Wiśle już następnego dnia. Poziom rzeki podniósł się o 1,5 metra. Woda stała się mętna. Przez kolejne trzy dni rejsu łódka Wójtowicza płynęła w towarzystwie śmieci, w tym setek plastikowych butelek.

– Przez tę falę powodziową płynąłem znacznie szybciej, bo aż 15 kilometrów na godzinę. Chyba dzięki temu udało mi się też bez problemów pokonać odcinek koryta w okolicach Nowego Brzeska, gdzie Wisła ma szybki nurt, a jej dno jest usłane wystającymi kamieniami. O tym, że mogę się tam rozbić, ostrzegał mnie komandor krakowskich flisaków – mówi Wójtowicz.

W drugim dniu, dzięki fali powodziowej, udało się przepłynąć aż 102 kilometry. Ale wysoki poziom wody był powodem niebezpiecznego zdarzenia.

Wisła w naturze

– W Baranowie Sandomierskim jest prom na uwięzi – opowiada o zdarzeniu Wójtowicz.

– Przepływając pod liną łączącą oba brzegi Wisły, zapomniałem, że poziom rzeki jest wyższy i zaczepiłem o nią masztem, którego nie złożyłem. Próbując się uwolnić, nadziałem łódkę na wspornik promu. Jakimś cudem udało mi się ją wyrwać z tej pułapki i odpłynąłem.

Dalej rejs przebiegał bez większych problemów. Żaglówka napędzana silnikiem mijała kolejne miasta leżące nad Wisłą: Tarnobrzeg, Sandomierz, Kazimierz...

– Od Nowego Brzeska zaczęła się prawdziwa, naturalna Wisła – relacjonuje Wójtowicz.

– Ta rzeka jest piękna. W jednym miejscu wysokie, kredowe brzegi, w innym łagodne, piaszczyste. W nurcie natykałem się na łachy piasku, piaszczyste wysepki, na których nocowałem. Czułem się tam, jak pan na włościach.

Kolejne mijane miasta i miasteczka, to: Góra Kalwaria, Warszawa, Modlin, Nowy Dwór Mazowiecki, Płock, Wyszogród, gdzie jest jeszcze jedno przęsło najdłuższego mostu drewnianego w Europie, Włocławek.

– Zalew we Włocławku jest ogromny i piękny – zachwala Wójtowicz. – Z Płocka dopłynąłem tam na żaglach, pokonując 45 kilometrów. Spore wrażenie zrobiła na mnie
12-metrowa śluza na tamie we Włocławku.

2 września niespodziewane spotkanie na wodzie. – Rzeką płynęła tratwa – opowiada – a na niej 70-letni Niemiec. Spędziliśmy razem wesoły wieczór. Powiedział mi, że swoją tratwą przepłynął już Ren i Dunaj. Później spotkaliśmy się jeszcze w Chełmie i Toruniu.

Cumowanie w Gdańsku

Po 14 dniach rejsu, 6 września, Wójtowicz dostrzegł, że przed nim jest ujście Wisły do Bałtyku. – Rozpłakałem się ze szczęścia i zaśpiewałem nasz hymn: „Strumień, moje miasto”. Dopłynąłem do Gdańska, zacumowałem pod żurawiem na Motławie.

– Zadzwonił do mnie i krzyczał, „Jestem, jestem, stało się!” – wspomina ten dzień żona Wójtowicza, Róża. – Cieszyłam się razem z mężem, że dopłynął, że mu się udało.
Po kilku dniach odpoczynku w Gdańsku, Wójtowicz wrócił do Strumienia. Rodzina, przyjaciele i członkowie koła Macierzy Ziemi Cieszyńskiej zgotowali mu radosne powitanie.

– Było chyba ze 40 osób – wspomina. – Dostałem pamiątkową statuetkę z dedykacją, upamiętniającą mój wyczyn, i mapę, na której koledzy ze Strumienia zaznaczali chorągiewkami kolejne etapy mojego rejsu. Spotykali się codziennie w barze „Eldorado” i czekali na wiadomości ode mnie.

Opowiadając o swoim rejsie, Wójtowicz podkreśla, że na trasie spotykał wielu życzliwych ludzi. W jednym z warsztatów w Kazimierzu mógł naprawić łódkę uszkodzoną po zderzeniu z promem. W Górze Kalwarii bosman z barki zawiózł go do miasta po benzynę i jedzenie. W Gdańsku zgubił portfel z wszystkimi dokumentami i sporą gotówką.

– Kiedy zrezygnowany wracałem do łodzi, podszedł do mnie ochroniarz i zapytał: „Pan Wójtowicz?”. Natychmiast humor mi się poprawił, bo wiedziałem, że znalazł mój portfel – opowiada o zdarzeniu.

Komentując przebyty rejs, Wójtowicz mówi: – Cieszę się, że zrealizowałem swoje marzenie i zobowiązanie podjęte przed laty. Była to wspaniała przygoda. To, co przeżyłem i zobaczyłem na trasie, zapamiętam na zawsze.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Na wielkanocną żywność wydamy średnio od 200 do 300 zł na osobę

W tym roku największy odsetek konsumentów - 15,7 proc. ma zamiar wydać na wielkanocną żywność od 200 do 300 zł w przeliczeniu na osobę - wynika z raportu UCE Research i Shopfully Poland. W ocenie ekspertów, przeciętny Polak spędzi święta przy dostatnio zastawionym stole, choć bez luksusów.

Aż 2000 osób biegiem powitało wiosnę w Tauron Parku Śląskim

W pierwszy dzień kalendarzowej wiosny w Tauron Parku Śląskim odbył się Bieg Wiosenny, który przyciągnął rekordową liczbę uczestników. Na starcie stanęło aż 2000 biegaczy, co potwierdziło rosnącą popularność wydarzenia i uczyniło tegoroczną edycję jedną z największych w historii.

Godnie uczczą zamordowanych górników. Centrum Dziewięciu z Wujka zmienia się nie do poznania

Jeszcze w tym roku Śląskie Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z Wujka (ŚCWiS) zamierza rozpocząć drugi etap adaptacji przestrzeni kopalni Wujek, kopalnianej łaźni łańcuszkowej, pod kątem m.in. widowiska multimedialnego.

JSW wycofuje się z finansowania klubów sportowych

Jastrzębska Spółka Węglowa wstrzymała finansowanie klubów sportowych na sezon 2026/2027. Powodem jest trudna sytuacja finansowa spółki.