Jak się dobrać do węgla na Dolnym Śląsku
Złoża Legnica odkryto w latach 50. przy okazji poszukiwań i dokumentowania złóż miedzi.
Prof. Jerzy Bednarczyk z Instytutu Górnictwa Odkrywkowego Poltegor: - To największe złoża w Europie, a być może i na świecie. Ich wielkość oceniamy na 35 mld ton, w tym 15 mld może być eksploatowanych. Zasoby Bełchatowa, przy największej polskiej elektrowni, to ok. 2 mld ton. Dolnośląskie zalegają na głębokości ok. 200 m, czyli podobnej jak w Bełchatowie. Poza tym legnickie złoża są znacznie lepsze jakościowo niż bełchatowskie. To żyła złota, którą wreszcie trzeba zabezpieczyć i następnie rozpocząć wydobywać. Przy optymalnym wydobyciu rocznie można uzyskać aż 29 TWh energii.
Problem jednak w tym, że przez lata złóż nikt nie zabezpieczył. Powstały tam wsie, m.in.: Spalona, Miłogostowice, Golanka Dolna, Kunice. Ich mieszkańców trzeba by przesiedlić. Zdaniem pracowników Poltegoru to ponad 1,5 tys. ludzi. Zastrzegają jednak, że przenosimy zostaną rozciągnięte w czasie, na 25 lat. Poza tym kilkanaście hektarów na polu złóż Legnica- Wschód zostało objętych programem Natura 2000. Jakby tego było mało, poprzedni rząd przez sam środek złóż wytyczył drogę krajową S3 Lubawka - Szczecin. - Jeśli droga powstanie w takim kształcie, zamknie nam dostęp do największych złóż - mówi prof. Gładysiewicz.
- Rząd musi jak najszybciej podjąć decyzję o przyszłości legnickich złóż, tym bardziej że potrzeby energetyczne kraju są coraz większe - mówi Henryk Jezierski, wiceminister środowiska, główny geolog kraju. - Ich wydobycie rodzi jednak dziesiątki pytań, na które na razie nie ma odpowiedzi.
Choć rząd nie podjął jeszcze decyzji co do przyszłości złóż, koncerny energetyczne już są zainteresowane ich eksploatacją. W grę wchodzą szwedzki Vattenfall oraz polskie Tauron i PGE.
Przedstawiciele Szwedów kilka razy w ostatnim czasie odwiedzali Ścinawę na Dolnym Śląsku. Vattenfall planuje postawienie tam ogromnej elektrowni o mocy około 4000 MW. Na początku paliwem ma być węgiel kamienny i gazem ziemnym. Po uruchomieniu kopalni węgla brunatnego powstałyby nowe, opalane nim bloki.
Miedziowy kombinat KGHM podpisał list intencyjny z państwowym koncernem energetycznym Tauron, który skupia elektrownie i zakłady energetyczne z południa kraju. Wspólnie chcą postawić siłownię w tym regionie.
Legnickimi złożami chciałby się także zająć największy producent prądu w kraju - Polska Grupa Energetyczna. Jej atutem jest doświadczenie - w skład grupy wchodzi elektrownia i kopalnia węgla brunatnego Bełchatów.
Jeszcze poprzedni rząd zamówił analizę kosztów wytwarzania prądu z różnych paliw w 2020 r. Wynika z niej, że najtańszy byłby prąd z siłowni jądrowej - megawatogodzina kosztowałaby 120-130 zł. Prąd z węgla brunatnego ze złóż legnickich byłby dwukrotnie droższy. Podobnie wyglądałyby ceny energii z węgla kamiennego. Ale wychodzi i tak o 15 proc. taniej niż prąd z gazu ziemnego. Dziś produkcja megawatogodziny prądu kosztuje 150-160 zł.