Jak nie pędzel, to obiektyw. Artysta z lędzińskiej kopalni na nudę nie narzeka

fot: Kajetan Berezowski

Marek Urbańczyk, na co dzień główny mechanik ds. obiektów podstawowych w ruchu Ziemowit jest zapalonym malarzem i fotografem

fot: Kajetan Berezowski

Zdarza się, że namalowanie obrazu zajmuje mu zaledwie dwie godziny. Nad innym pracuje nawet pół roku. Marek Urbańczyk, na co dzień główny mechanik ds. obiektów podstawowych w ruchu Ziemowit kopalni Piast-Ziemowit, to nie tylko utalentowany malarz, ale również fotografik. Portrety, natura, pejzaże - to jego specjalność.

Chyba każdy, kto poznał Marka Urbańczyka, zadał mu pytanie, co bardziej go pociąga: malowanie, czy fotografowanie. Okazuje się, że jedno i drugie na równi.

- Najpierw wybieram konkretną przestrzeń, następnie wykonuję fotografie, a potem przenoszę to, co utrwaliło oko obiektywu, na płótno. Fotografia oddaje świat w sposób bezpośredni, rzeczywisty. Obraz, wprost przeciwnie, oddaje osobowość jego autora, jest zwykle zabarwiony emocjonalnie. Każdy z nas ma tendencje do tego, aby pewne elementy ubarwić lub stonować. Bo obraz to jest świat, jaki chcemy widzieć, ale nie zawsze jest taki naprawdę – opowiada o swej pasji Marek Urbańczyk.

Siadam do płótna i...
Dosłownie każda praca artysty wywiera na odbiorcy ogromne wrażenie. Od portretów, poprzez martwą naturę, po pejzaże.

- Bywa, że siadam do płótna i w dwie godziny jestem w stanie namalować obraz. Czasami się z tym prześpię, wstanę rano i coś poprawię. Lecz zdarza się, że praca trwa pół roku i więcej. Żeby było ciekawiej, wykonanie portretu syna zajęło mi kilka godzin i wielu znajomych jest zdania, że jest to moja życiowa praca. Trudno mi się do tych opinii odnieść. Ja po prostu maluję, gdy mam natchnienie. Czasami odkładam pędzel na kilka miesięcy i w niczym mi to nie przeszkadza – opowiada Marek Urbańczyk.

Ale jak nie pędzel, to aparat fotograficzny. Fotografik z lędzińskiej kopalni na nudę raczej nie narzeka. Ptaki to jedne z najważniejszych motywów, które pojawiają się na jego zdjęciach.

- Lubię podglądać naturę. Niezbędny jest do tego oczywiście dobry aparat, najlepiej z mocnym zoomem optycznym. Ptaki fotografowane z odległości stu metrów robią wrażenie, jakby pozowały mi na wyciągnięcie ręki. Księżyc też podglądam. Pięknie wychodzą zwłaszcza kratery i morza. Kiedyś udało mi się uchwycić księżyce Jowisza. Miałem szczęście, ale też rękę – opowiada o swojej pasji Marek Urbańczyk.

Talent artystyczny odkrył w sobie jeszcze w dzieciństwie. Mógł kontynuować naukę w tym kierunku, ale wybrał Politechnikę Śląską i górnictwo.

- Musiałem podjąć decyzję praktyczną. Życie mnie do tego zmusiło. Najważniejsze, że nie żałuję – przyznaje.

Pasji wiele
Malarstwo i fotografia to główne, ale nie jedyne jego pasje. Kto zna artystę, ten dobrze wie, że można z nim siąść do dyskusji na każdy temat. Literatura, muzyka, gospodarka, polityka, a nawet fizyka cząstek elementarnych, nie mają dla niego tajemnic. W młodości trenował sporty walki!

- To prawda, że mam złożoną osobowość, ale moim zdaniem każdy wykształcony człowiek powinien potrafić podjąć dyskusję na każdy temat przynajmniej na poziomie popularno-naukowym. To nie jest wcale takie trudne, wystarczy tylko interesować się otaczającym nas światem. I pamiętajmy, że nic nie jest takie, jak się na pozór wydaje - to jest moja życiowa maksyma i jej się trzymam – podkreśla Marek Urbańczyk. 

 

 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

W Politechnice Śląskiej zabrzmiało Gaudeamus

Prof. dr hab. inż. Marek Pawełczyk, rektor Politechniki Śląskiej: - Przyszłość nie jest miejscem, do którego kiedyś dotrzemy. Przyszłość jest czymś, co wspólnie tworzymy. Dla uniwersytetu technicznego to stwierdzenie ma znaczenie szczególne. 

1758694244 wielki piec

Spektakl "Wielki Piec... Ginter Łostoń" bezpłatnie już w niedzielę, 11 października. Nie przegap

Już w niedzielę, 11 października 2026 r. o godz. 16.00, Śląski Teatr Impresaryjny im. Henryka Bisty w Rudzie Śląskiej zaprasza na wyjątkowe - bezpłatne wydarzenie kulturalne. Na deskach teatru zadebiutuje najnowszy spektakl w reżyserii Zbigniewa Stryja pt. „WIELKI PIEC... GINTER ŁOSTOŃ”.

Pozwał Netflix za serial Ołowiane dzieci. Broni pamięci babci

Prof. Stanisław Torbus, wnuk prof. Bożeny Hager-Małeckiej, znanej śląskiej lekarki, pozwał platformę Netflix. Zarzuca twórcom serialu „Ołowiane dzieci”, że zniekształcili historię jego babci, która zmarła w 2016 roku.

Z notatnika sztygara Onderki: Feralny piątek

Nasze kopalnie pustoszeją. Tajemnicą poliszynela jest, że nie ma ludzi do pracy. W ostatnich miesiącach odeszli na świadczenia górnicy z wydobycia i przygotówek, kombajniści z doświadczeniem, elektrycy, strzelniczy, ludzie z dozoru, kierownicy i dyrektorzy. Tymczasem słyszę i czytam ostatnio w mediach, że wracamy do węgla, bo stanowi on nasze zabezpieczenie energetyczne, zwłaszcza teraz, gdy okazuje się, że gazu brak, a jego ceny jeszcze wystrzelą w górę. Ja Wam powiem, że jest to sytuacja wypisz, wymaluj z moich czasów.