Jak komentowano zgodę KE na pomoc publiczną
fot: Jarosław Galusek/ARC
Uzyskanie koncesji na wydobycie ze złoża Bobrek-Miechowice 1 wpisuje się w nową koncepcję funkcjonowania kopalni, zakładającą jak najmniejszy wpływ eksploatacji na powierzchnię.
fot: Jarosław Galusek/ARC
Dzięki tej decyzji droga do mądrej i efektywnej restrukturyzacji sektora węgla kamiennego jest otwarta. Po ośmiu latach zaniedbań polskie górnictwo ma szansę stać się nowoczesne, a Śląsk ponownie będzie symbolem rozwoju i postępu – tak rozstrzygnięcie Komisji Europejskiej komentował rzecznik Ministerstwa Energii.
Czy rzeczywiście jest się z czego cieszyć? Takie pytania po pierwszej fali radości zaczęły pojawiać się w komentarzach, które sens unijnej zgody sprowadzały do cierpkiego paradoksu: za nasze pieniądze pozwolili nam zlikwidować nasze górnictwo węglowe...
- Trzeba pamiętać, że są to środki na likwidację kopalń. Powiedzmy wprost, rząd nieco ściemniał, pojawiały się takie ciekawe pojęcia, jak wyciszanie czy wygaszanie kopalń – mówił Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce, dodając, że czeka teraz na konkrety: co naprawiamy, a co zamykamy.
Jak gdyby przeczuwając ciężar sprawy, Komisja Europejska skwapliwie dorzuciła do swego obwieszczenia znaczący fragment: to Polska, nie UE, postanowiła likwidować swe kopalnie, a „odpowiedzialność za decyzję, czy je zamykać, czy nie, spoczywa na państwach członkowskich”.
Ulga, radość, sukces
Jednak większość komentatorów, których poprosiliśmy o gorące opnie, mówiła o uldze i zadowoleniu. Dlaczego?
- Bo polskie górnictwo, któremu brakuje pieniędzy, zostanie odciążone od kosztów likwidacji aktywów trwale nierentownych poprzez przeniesienie złych kopalń na budżet państwa – tłumaczy Jerzy Markowski, prezes spółki węglowej Silesian Coal w grupie HMS Bergbau AG, były wiceminister gospodarki. Podkreśla, że bez miliardów na pakiet socjalny nie można by w ogóle marzyć o naprawie branży. I, dzięki Bogu, ludzie chcą z odpraw korzystać!
- Bo jednak nie dałoby się niczego w polskim górnictwie zamknąć, gdyby ludzi było w nim za dużo – dodaje Markowski i przyznaje, że zazdrości rządowej ekipie, bo już dawno żadna z poprzednich nie miała układu tak sprzyjających okoliczności (łącznie ze spolegliwością związkowców: „Albo zmądrzeli, albo zrozumieli, albo do nich dotarło, w każdym bądź razie nie przeszkadzają” i wzrostem cen węgla na świecie). Dostrzega jednocześnie sukces rządu, gdyż Komisja mogła odrzucić mozolnie przygotowaną dokumentację.
- Cieszy, iż Bruksela nie odrzuciła polskiego wniosku, choć niektórzy to wieścili. Musielibyśmy wtedy oddać niemało pieniędzy - potwierdza Jarosław Grzesik, szef Sekcji Krajowej Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ Solidarność.
Program powstawał, jak ocenia prof. Andrzej Barczak z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, szef katowickiego oddziału Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego – „od bardzo wielu lat”, ale UE blokowała zgodę:
- Wreszcie Unia Europejska poszła po rozum do głowy! Dlatego, że w wielu innych sprawach Bruksela godziła się już na pomoc publiczną dla Francji, dla Niemiec, dla Hiszpanii... Więc wreszcie poszli po rozum do głowy, bo taka blokada nie była dobra, nie tylko dla nas, ale i dla Europy – mówi prof. Barczak.
Zgoda niepewna do końca
W rzeczywistości pierwsze dokumenty notyfikacyjne w postaci wniosku podpisano w Polsce 4 marca 2015 r. a następnie jeszcze czterokrotnie kierowano do Brukseli aktualizacje programu oraz odpowiedzi na pytania zadawane dodatkowo przez Komisję. Ostatecznie – jak wynika wyraźnie z informacji KE – rząd notyfikował plan we wrześniu tego roku.
Zgoda nie była wcale czczą formalnością. Jeszcze w przeddzień pomyślnej decyzji KE Marek Niechciał, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta, pośredniczący w procedurze, otwarcie wyrażał obawy, że skarga złożona przez czeską spółkę Arca Capital Bohemia na nieuczciwą konkurencję ze strony polskiej może poważnie opóźnić decyzję w Brukseli. Na szczęście nie sprawdziły się.
Komisja bywa kapryśna...
O tym jednak, że najwyższy organ wykonawczy Unii Europejskiej bywa kapryśny i postępuje uznaniowo przekonują fakty. Zgodnie z Decyzją Rady UE nr 787 z 2010 r. niedotrzymanie warunków zatwierdzonego programu powoduje bezwzględną konieczność odzyskania przez budżet państwa wydatków na zamykaną kopalnię za cały kwestionowany okres pomocy.
Przy tym podejście Komisji potrafi być zasadnicze i nie znoszące sprzeciwu, jak np. w 2011 r., gdy bez wnikliwego postępowania odrzucono wniosek Hiszpanów, którzy żądali zawieszenia przepisów decyzji nr 787/2010, gdyż uznali je za zbyt dla siebie niekorzystne.
Z drugiej strony Komisja bywa też zadziwiająco wyrozumiała. Włochom, którzy w ogóle „zapomnieli” o obowiązku notyfikacji, wypłacając przez kilka lat pomoc publiczną dla swych kopalń, które w końcu zamknięto, Komisja Europejska tylko pogroziła palcem i „wyraziła ubolewanie”, zatwierdzając jednak wstecznie wydatki.
Ale zważywszy na napięte stosunki z Brukselą nikt w Polsce nie chciałby zapewne dzisiaj testować postawy KE. Ulgę i radość z pozytywnej dla rządu decyzji wyraził w piątek wicepremier Mateusz Morawiecki.
- Bardzo się cieszę, że argumenty strony polskiej, które przedstawiliśmy, zostały de facto przyjęte. To nie jest żaden akord, który kończy te nasze prace. Przechodzimy bardzo ciężki proces restrukturyzacji. Przypomnę tylko, że w czasach naszych poprzedników tona węgla kosztowała 100 dolarów, wtedy można było stosunkowo łatwo restrukturyzować górnictwo. Dzisiaj jest to bardzo trudne zadanie – mówił Morawiecki.