Fachowcy z górniczej uczelni i PRG uratowali zabytki Sandomierza

fot: Tomasz Rzeczycki

Podziemna trasa turystyczna w Sandomierzu

fot: Tomasz Rzeczycki

Gdyby nie pomoc fachowców z górniczej uczelni, a potem interwencja ekip górniczych z Górnego Śląska, Sandomierz czekałaby katastrofa. 60 lat temu, w grudniu 1963 r. pracownicy naukowi Akademii Górniczo-Hutniczej z Krakowa opracowali wstępny plan uratowania starówki sandomierskiej. Była ona zagrożona zawalaniem się płytkich wyrobisk wydrążonych w lessowej skale.

Pod starym miastem w Sandomierzu oczywiście nie prowadzono wcześniej działalności górniczej. Plątanina komór i korytarzy powstała do celów magazynowych. Były to piwnice i składy użytkowane w minionych stuleciach przez ówczesnych przedsiębiorców, prowadzących działalność handlową. Z biegiem czasu sandomierscy kupcy przestali użytkować głębiej i płycej położone komory. Te, niekonserwowane, ulegały naturalnej erozji, przyspieszonej niszczącym działaniem wody.

Do degradacji wyrobisk przyczynił się rozwój Państwowej Komunikacji Samochodowej. Główny przystanek PKS wyznaczono na sandomierskim Rynku. Ciężkie autobusy powodowały dodatkowe obciążenie dla osłabionych stropów wyrobisk. W kwietniu 1963 r. doszło do zapadnięcia się kawałka gruntu. Do zapadliska wpadł wtedy nauczyciel wychowania fizycznego z Technikum Rolniczego w Sandomierzu Tadeusz Faber.

Był to sygnał alarmowy dla władz miejskich, który potraktowano poważnie. W czerwcu 1963 r. dokonana została wstępna penetracja części podziemi. W grudniu 1963 r. pracownicy Akademii Górniczo-Hutniczej z Krakowa przygotowali pierwszy, wstępny plan ratowania zabudowy starówki sandomierskiej. Następnie 16 stycznia 1964 r. podjęta została przez Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Kielcach uchwała o konieczności ratowania, konserwacji i uporządkowania Starego Miasta w Sandomierzu. Nadzór merytoryczny nad akcją ratunkową objął prof. Feliks Zalewski, kierownik Katedry Obudowy i Głębienia Szybów w Akademii Górniczo-Hutniczej. Po tym, jak odszedł on w 1965 r. na emeryturę, kolejnym kierownikiem prac został prof. Zbigniew Strzelecki.

Nie można przy tym zapomnieć o roli ekip górniczych, które zostały sprowadzone z Górnego Śląska do Sandomierza. Pierwsza grupa górników przybyła do tego miasta nad Wisłą 1 października 1964 r. Reprezentowali oni Przedsiębiorstwo Robót Górniczych w Bytomiu, które odtąd przez długie lata zajmowało się podsadzaniem zbędnych wyrobisk w Sandomierzu. Jak wynika z informacji podawanych przez ówczesną prasę, pierwszy skład sandomierskiej ekipy PRJ Bytom stanowili sztygar Marian Wyrazik, brygadzista Konrad Żur, górnik strzałowy Piotr Widera, młodsi górnicy Andrzej Król i Zygmunt Oszajca, murarze Jerzy Pohl i Wacław Różycki, a także ładowacze Antoni Kaługa i Eugeniusz Jaworski.

Swoistym pomnikiem wdzięczności władz Sandomierza za pomoc górników stała się podziemna trasa turystyczna pod kamienicami przy Rynku. Na pamiątkę prac PRG Bytom, ostatni odcinek trasy podziemnej zostawiono w obudowie łukowej typu ŁP. Przypomina w ten sposób wyglądem kopalniany chodnik. Uroczystość oddania do użytku trasy podziemnej odbyła się 10 grudnia 1977 r. i odtąd z niewielkimi przerwami jest dostępna dla zwiedzających.

 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.