Jacek Krawiec: Wrogie przejęcie Orlenowi nie grozi
fot: orlen.pl
Dariusz Jacek Krawiec, obecnie wiceprezes PKN Orlen
fot: orlen.pl
Czy nie obawia się pan problemów z dostawami ropy rurociągiem Przyjaźń? Teraz są problemy z gazem, jutro może będą z ropą, zwłaszcza że rosyjska firma, która zarządza rurociągami – Transnieft – ma zgodę na budowę drugiej nitki rurociągu do Primorska i być może tą drogą zwiększy dostawy, omijając Polskę.
Jacek Krawiec:
Nic nie wskazuje na możliwość wystąpienia takich problemów. Poza tym jesteśmy przygotowani, by w dowolnym momencie importować do głównej naszej rafinerii w Płocku surowiec drogą morską. Jeśli pozwolą na to finanse Rosji, to rurociąg do Primorska powstanie najwcześniej ok. 2012 r.
Czy pojawią się nowi dostawcy ropy dla Orlenu, skoro w tym roku wygasają stare umowy?
- Chcemy utrzymać dotychczasową strukturę zaopatrzenia w surowiec, czyli 80 proc. odbierać na podstawie umów długoterminowych, ale trzyletnie częściowo chcemy zastąpić krótszymi – rocznymi lub kwartalnymi. Nie wiemy, co zaoferują nam nasi partnerzy – zwykle rozmowy w tej sprawie zaczynaliśmy dziewięć miesięcy przed wygaśnięciem kontraktu. Wyślemy zapytania ofertowe, a wygra ten, kto zaoferuje najlepsze warunki dostaw. Nie ma znaczenia, czy to będzie np. firma J&S, z którą obecnie współpracujemy, czy zupełnie nowa.
Jak ocenia pan szanse Orlenu na zakup ropy bezpośrednio od któregoś z rosyjskich producentów? Np. z Łukoilu?
- Od jednej z największych rosyjskich firm otrzymaliśmy propozycję sprzedaży ropy już od stycznia 2009 roku, ale nie skorzystaliśmy, gdyż mamy dostawy zakontraktowane na cały rok. Ale nadal rozmawiamy z tym rosyjskim koncernem i czekamy na ofertę na 2010 r.
Co z zaopatrzeniem dla Możejek? Litewski odcinek Przyjaźni nadal nie działa.
- Jeśli chodzi o dostawy do tej rafinerii, to korzystamy z dosyć archaicznej infrastruktury. Gdy w Butyndze jest sztorm, dostawy ropy dla Możejek są zagrożone. Dla Orlenu najważniejsze jest usprawnienie logistyki: uzyskanie kontroli operacyjnej nad terminalem Kłajpedos Nafta oraz transportu ropy do Możejek i przesyłu produktów, czyli kwestia budowy rurociągów paliwowego i naftowego między Możejkami a Butyngą i Kłajpedą. Jeśli nie osiągniemy większej efektywności w zakresie logistyki ropy i produktów, to trzeba będzie jej szukać gdzieś indziej, czyli zamrozić wydatki inwestycyjne w Możejkach i znacznie zredukować zatrudnienie.
To brzmi jak groźba wobec rządu w Wilnie: albo sprzedacie Orlenowi Kłajpedę i powstaną rurociągi, albo zwolnimy ludzi?
- Zaproponowaliśmy w Wilnie dwa warianty rozwiązania. Wydawało się, że jest dobry klimat i uda się wybrać jedno z nich, ale zaskoczyła nas ostatnia wypowiedź premiera Litwy, że ze sprzedażą Klajpedos Nafta rząd nie zamierza się spieszyć. Jeśli efektywność rafinerii w Możejkach nie wróci do poziomu z przeszłości, to będziemy musieli radykalnie ciąć koszty, przyśpieszając m.in. redukcję zatrudnienia, która i tak jest konieczna. Inna kwestia to oczekiwania strony litewskiej dotyczące wykupienia przez Orlen reszty akcji Mażeikiu Nafta, które wykraczają poza zapisy z umowy, a są dla nas zaskakujące i nie do końca zrozumiałe.
Zakładając czarny scenariusz, że nie uda się uzgodnić z rządem litewskim kontroli nad Kłajpedą, to czy wtedy PKN może sprzedać udziały w Możejkach?
- Inwestycja w Możejkach ma swoje uzasadnienie strategiczne. Gdyby kontrolował ją ktoś inny, to mogłoby mieć negatywny wpływ na nasz rynek paliwowy i pozycję Orlenu. Ale w obecnej sytuacji – recesji na świecie, szukania oszczędności i ograniczenia planów inwestycyjnych – nie można wykluczyć, że będziemy zmuszeni do szukania dla tej inwestycji partnera.
Czy to jakiś konkretny plan?
- To hipoteza na wypadek, gdyby inne instrumenty poprawy efektywności nie zadziałały. Przypominam, że Orlen poniósł na Litwie gigantyczne wydatki – zainwestowaliśmy w Możejkach 700 mln dol. i 2,8 mld dol. zapłaciliśmy za przejęcie tej rafinerii, a rentowność jej jest ciągle dalece niesatysfakcjonująca.
Jak ocenia pan sytuację na rynku paliw w tym roku? Czy ostatni kwartał 2008 r. to był dla waszych wyników tylko dramat czy już katastrofa?
- Wyniki ostatniego kwartału a rzeczywista sytuacja to dwie różne kwestie. Wyniki za ten okres będą zniekształcone przez wycenę zapasów. Przez ostatnie dwa lata, gdy ropa zdrożała z ok. 50 dol. do ponad 140 dol., firmy pokazywały duże zyski. To, co firmy “zarobiły” na wycenie zapasów w tym czasie, straciły w ostatnich trzech miesiącach 2008 r. Na dodatek 31 grudnia rekordowo niekorzystny kurs złotego – 4,18 zł za euro – spowodował drastyczny wzrost wartości zobowiązań w walutach obcych. Te czynniki zaważyły na wyniku za IV kwartał 2008 r.To będzie bardzo trudny rok dla Orlenu i dla wszystkich firm paliwowych na świecie. Ale liczę, że koncern wyjdzie z niego wzmocniony, bo jest szansa na działania, które są ciężkie do podjęcia w czasach koniunktury. Nie brakuje opinii ekspertów, że w tym roku marże rafineryjne mogą znacznie spaść. Mówi się – wobec nadpodaży benzyny – o zamknięciu niektórych rafinerii w USA, a nawet małych zakładów w Europie. Dla nas prognozy nie są tak pesymistyczne. Eksperci doceniają przewagę logistyczną Orlenu – centralne położenie i import ropy rurociągami. Obawiam się też, że ten rok będzie najcięższy od kilku lat dla sektora petrochemicznego, co już widać po spadku produkcji.
Czy trudna sytuacja na rynku chemicznym opóźni sprzedaż waszej spółki Anwil? To tran-sakcja warta około 1 mld zł.
- Jeszcze wczesną jesienią ub.r. pojawiali się inwestorzy skłonni kupić Anwil, były to fundusze private equity. Ale teraz zdajemy sobie sprawę, że zainteresowanie będzie mniejsze, a najtrudniejsza sytuacja czeka nas w tym półroczu. Dlatego więc chcemy dokonać transakcji w drugim półroczu, ale główny warunek to satysfakcjonująca cena za Anwil.
Czy wobec kryzysu Orlen jest w stanie jeszcze bardziej zmniejszyć koszty?
- Finalizujemy nasz budżet na 2009 r., niebawem przedstawimy go radzie nadzorczej. Już wiadomo, że potrzeba oszczędności w wydatkach inwestycyjnych – i nie chodzi o wyeliminowanie projektów, ale o odsunięcie ich w czasie. Druga kwestia to oszczędności kosztów operacyjnych. Każda złotówka musi być podwójnie oglądana.
Czy może teraz wrócić pomysł fuzji Orlen – grupa Lotos?
- Fuzja ma sens, ale musi być wola akcjonariusza, i dopiero przy ustaleniu warunków okaże się, jakie przyniosłaby efekty. W żadnym razie jednak połączenie Orlenu z Lotosem nie jest sposobem na obronę przed wrogim przejęciem. Rola Skarbu Państwa w takim nowym podmiocie wzrosłaby tylko minimalnie. Z drugiej jednak strony, patrząc szerzej – w skali kraju – to Orlen, PGNiG i Polska Grupa Energetyczna są firmami, które mogłyby być filarami konsolidacji w swoich branżach.
Od lat mówi się o zagrożeniu ze strony Rosjan, którzy mogliby właśnie wrogo przejęć Orlen i Lotos. Czy takie rozważania mają sens?
- Nie mamy żadnych sygnałów, które by na zamiar wrogiego przejęcia Orlenu wskazywały. Poza tym takie działania w sektorze naftowym nie mają sensu, bo Skarb Państwa ma różne możliwości utrudnienia życia niechcianemu inwestorowi.
Czy zatem złotym środkiem jest inwestor bierny, najlepiej z krajów arabskich? Takiego inwestora ma węgierski MOL.
- Orlen musi zdywersyfikować dostawy ropy na wypadek problemów z ropociągiem Przyjaźń. Może to być na przykład ropa arabska. W czasie rozmów rządowych jesienią ubiegłego roku nawiązaliśmy kontakty. Teraz trzeba je podtrzymać i spróbować nawiązać współpracę. W lutym wybieramy się na road show po krajach arabskich i myślę, że będziemy bardziej konkretnie rozmawiać.
Czy zmieniacie podejście do zdobycia udziałów w zagranicznych złożach?
- Wobec kryzysu nastąpiła przecena aktywów wydobywczych, najlepiej więc znaleźć spółkę, która już wydobywa ropę. Już zidentyfikowaliśmy firmę mającą kilka projektów wydobywczych w rożnych krajach świata, w której prowadzimy teraz due dilligence.
Czy to firma Jana Kulczyka Loon Energy?
- Nie. Szukamy firm o dużych możliwościach wydobywczych, które już mają własną produkcję, bogaty portfel aktywów i zespół z dużym doświadczeniem w branży.