Ironman z węgla

fot: ARC

Mariusz Drabiński przekracza linię mety mistrzostw Polski w triathlonie

fot: ARC

Polski Ironman pracuje w ruchu Ziemowit kopalni Piast-Ziemowit. Z ostatnich mistrzostw w Bydgoszczy przywiózł złoty medal.

Mariusz Drabiński od najmłodszych lat wychowywany był w duchu sportowej rywalizacji. Najpierw trenował ju-jitsu. Robił postępy i nawet miał pojechać na mistrzostwa świata do Brazylii, ale przeszkodziła mu w tym kontuzja kolana.

- Pływać możesz, biegać i jeździć na rowerze też, ale ju-jitsu stanowczo odradzam - powiedział mi lekarz. Postanowiłem biegać, ale z czasem uznałem, że samo bieganie jest raczej nudne. I wówczas moje zainteresowania skupiły się na triathlonie - opowiada Drabiński.

Trzy lata regularnych treningów zaowocowały 21 sierpnia br. Pracownik oddziału wydobywczego G3 kopalni Piast-Ziemowit ruch Ziemowit sięgnął po mistrzostwo Polski w tej dyscyplinie. Startował w cyklu "Ironman" w kategorii 19-28 lat.

Uczestnicy tego rodzaju zawodów mają ściśle określony limit czasu na ich ukończenie. Zwykle jest to 17 godzin. Wyścig rozpoczyna się rankiem. Pierwszą konkurencją jest pływanie. Zawodnicy muszą pokonać odcinek 3,8 km. Kolejną dyscypliną jest kolarstwo. Na rowerze trzeba przejechać 180 km. Kto szczęśliwie dotarł do mety, musi jeszcze przebiec maraton - czyli 42,195 km. Dla porównania olimpijski triathlon jest łatwiejszy do pokonania. Zawodnicy muszą zaliczyć 1,5 km pływania, 40 km jazdy rowerem i 10 km biegu. W konkurencji "Ironmana" bardziej wymagająca jest również konkurencja kolarska. Trzeba zachować przynajmniej 10 m odstępu od kolejnego zawodnika biorącego udział w zawodach. Tym samym odpada możliwość schowania się za czyimiś plecami. Zakaz draftingu, czyli jazdy grupą, ma na celu wymuszenie całkowicie indywidualnej rywalizacji w części rowerowej i jest ostatnio bardzo skrupulatnie egzekwowany przez sędziów.

15 tysięcy kalorii!
Śmiało więc można zaryzykować stwierdzenie, że ten, kto ukończył "Ironmana", w pełni zasługuje na określenie "człowiek z żelaza". Jednak na pierwszy rzut oka to określenie do Mariusza raczej nie pasuje. Jest wysoki i szczupły. Aż trudno uwierzyć, jak ogromne siły w nim drzemią.

- Do triathlonu nie trzeba Goliata. Wystarczy systematyczny trening i dieta. Ja staram się odbyć jeden góra dwugodzinny trening po pracy w tygodniu, a w sobotę i w niedzielę po dwa treningi, w sumie 5-7 godzin wysiłku. Co się tyczy mojego menu, to staram się jeść zdrowo, dużo warzyw, owoców, sałatki, ryby, czyli dieta śródziemnomorska. Triathlon jest ogromnym obciążeniem dla organizmu. Za każdym razem daję z siebie wszystko. Na jednych zawodach spalam ok. 15 tys. kalorii. Dla porównania przeciętny mężczyzna, który nie uprawia sportu, zużywa dziennie 2,5 tys. kalorii. Te liczby doskonale obrazują, jak wielkim wysiłkiem są starty w triathlonie - wyjaśnia Mariusz Drabiński.

Są dumni z Mariusza
Warto wiedzieć, że w triathlonie zawodnicy pokonują kolejne dystanse bez przerwy, w kolejności: pływanie, rower, bieg. Po wyjściu z wody muszą zdjąć piankę i założyć strój triathlonowy, składający się ze spodenek z wkładką kolarską i koszulki. Tak wyekwipowani ruszają dalej przed siebie. W trakcie trwających 17 godzin zawodów potrafią pochłonąć sporą ilość pokarmów.

- Żele energetyczne, batony zbożowe, banany, pomarańcze, soki - tego wszystkiego wcale nie trzeba brać ze sobą. Wikt zapewniają organizatorzy rywalizacji. Nic, tylko jeść i pić - śmieje się Mariusz.

- Jesteśmy w kopalni dumni z Mariusza. To doskonały sportowiec i znakomity pracownik. Sport uczy systematyczności. Mamy w oddziale kilku innych wyczynowców. Podziwiam ich - przyznaje Tomasz Kaczmarczyk, kierownik ds. wydobycia z ruchu Ziemowit.

Trochę szkoda, że Mariusz nie startuje także w zawodach międzynarodowych. Traci bowiem szanse na kolejne medale.

- Starty zagraniczne dużo kosztują. W podróż trzeba brać ze sobą rower. Może w przyszłym roku skuszę się na wyjazd na Słowację. To blisko. Pewnie, że warto konfrontować się ze światową czołówką... Zrobię to - decyduje się po chwili wahania górnik-triathlonista.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

W Politechnice Śląskiej zabrzmiało Gaudeamus

Prof. dr hab. inż. Marek Pawełczyk, rektor Politechniki Śląskiej: - Przyszłość nie jest miejscem, do którego kiedyś dotrzemy. Przyszłość jest czymś, co wspólnie tworzymy. Dla uniwersytetu technicznego to stwierdzenie ma znaczenie szczególne. 

1758694244 wielki piec

Spektakl "Wielki Piec... Ginter Łostoń" bezpłatnie już w niedzielę, 11 października. Nie przegap

Już w niedzielę, 11 października 2026 r. o godz. 16.00, Śląski Teatr Impresaryjny im. Henryka Bisty w Rudzie Śląskiej zaprasza na wyjątkowe - bezpłatne wydarzenie kulturalne. Na deskach teatru zadebiutuje najnowszy spektakl w reżyserii Zbigniewa Stryja pt. „WIELKI PIEC... GINTER ŁOSTOŃ”.

Pozwał Netflix za serial Ołowiane dzieci. Broni pamięci babci

Prof. Stanisław Torbus, wnuk prof. Bożeny Hager-Małeckiej, znanej śląskiej lekarki, pozwał platformę Netflix. Zarzuca twórcom serialu „Ołowiane dzieci”, że zniekształcili historię jego babci, która zmarła w 2016 roku.

Z notatnika sztygara Onderki: Feralny piątek

Nasze kopalnie pustoszeją. Tajemnicą poliszynela jest, że nie ma ludzi do pracy. W ostatnich miesiącach odeszli na świadczenia górnicy z wydobycia i przygotówek, kombajniści z doświadczeniem, elektrycy, strzelniczy, ludzie z dozoru, kierownicy i dyrektorzy. Tymczasem słyszę i czytam ostatnio w mediach, że wracamy do węgla, bo stanowi on nasze zabezpieczenie energetyczne, zwłaszcza teraz, gdy okazuje się, że gazu brak, a jego ceny jeszcze wystrzelą w górę. Ja Wam powiem, że jest to sytuacja wypisz, wymaluj z moich czasów.