Inwestycje skandynawskie Lototsu i PGNiG: Fiordy jedzą nam z ręki
- Byłem w Norwegii.
- Widziałeś fiordy?
- Czy widziałem?! Z ręki mi jadły!
Kiedy polskie koncerny ogłaszały niedawno inwestycje w wydobycie ropy i gazu na Morzu Północnym, ten dowcip zyskał na popularności. - Bo nasze plany uznawano za mrzonki, za działanie na pokaz: by przypodobać się politykom, a nie zarabiać - komentuje nieoficjalnie jeden z menedżerów Lotosu.
Politycy rzeczywiście chwalili koncerny, bo ropa i gaz ze złóż w Norwegii może poprawić bezpieczeństwo energetyczne kraju uzależnionego od dostaw z Rosji - napisała \"Gazeta Wyborcza\".
- Bezpieczeństwo jest ważne, ale my będziemy też na tym zarabiać tak, jak zarabiamy obecnie na wydobywającym ropę na Bałtyku Petrobalticu - przekonuje prezes Lotosu Paweł Olechnowicz. W marcu gdańska spółka kupiła za 52 mln dol. 10 proc. udziałów w złożu Yme na Morzu Północnym. Ropa z niego (dla Lotosu przypadnie trzy tysiące baryłek dziennie) popłynąć ma w IV kwartale 2009 r. Dla porównania obecne wydobycie Petrobalticu (spółka-córka Lotosu) na Bałtyku wynosi 7 tys. baryłek dziennie, a firma przynosi zysk rzędu 150 mln zł rocznie.
Nie wiadomo, jak firma wykorzysta ropę z Morza Północnego. - W zależności od tego, co się nam będzie bardziej opłacać: albo sprzedamy ją na miejscu, albo będziemy przywozić tankowcami do rafinerii w Gdańsku - mówi Olechnowicz.
Z kolei Przedsiębiorstwo Górnictwa Naftowego i Gazownictwa od 2007 r. ma 15 proc. udziałów w złożu Skarv. W koreańskiej stoczni Samsung rozpoczęła się już budowa gigantycznego statku platformy o długości 300 metrów, który od 2011 r. będzie obsługiwał wydobycie ropy i gazu z tego złoża. Żeby przetransportować gaz do Polski, PGNiG bierze udział w konsorcjum, które ma do 2012 r. wybudować gazociąg Scanled z Norwegii do Danii. Konieczna będzie jeszcze budowa Baltic Pipe - między Danią a Polską.
Ale to nie koniec polskich zakupów w Norwegii. Lotos kilka dni temu przejął za 16 mln zł jedną piątą udziałów w koncesji poszukiwawczej. Obie firmy zapowiadają także udział w jesiennych przetargach na kolejne koncesje. Zachęca ich do tego polityka norweskiego rządu - jeśli poszukiwania nie przyniosą rezultatu, państwo zwraca 78 proc. poniesionych wydatków - podała \"GW\".
Z pozoru Norwegia wydaje się oczywistym kierunkiem. Szacuje się, że norweski szelf kontynentalny kryje ok. 80 mld baryłek ropy. Dla porównania w polskiej części Bałtyku może być ich tylko ok. 1 mld. Dla polskich firm atutem Norwegii jest także stabilność polityczna.
Z drugiej strony podatek od zysków z wydobycia ropy wynosi tam 78 proc. I nawet optymistycznie nastawieni menedżerowie przyznają w nieoficjalnych rozmowach, że projekty będą zyskowne, tylko jeśli utrzymają się obecne, wysokie ceny ropy.