Inwestycje początkowe na budżetowej huśtawce
Nie zbieramy słodkich deklaracji dla sektora wydobywczego. Będziemy posłom patrzyli na ręce, bo górnictwo potrzebuje pieniędzy, a nie słów. Nie mamy złudzeń, że nie wszyscy są świadomi sytuacji branży, która przez wiele lat była kotwicą antyinflacyjną (ceny węgla regulowane, a zakupy rzeczy niezbędnych do fedrunku wolnorynkowe). Efekty niedoinwestowania widać dziś na każdym kroku w kopalniach.
Niestety, to co dla nas oczywiste, szerokiej opinii społecznej przysłania 5 mln ton węgla, które leży na zwałach oraz 10 mln ton tego surowca, które trafią w tym roku na polski rynek z importu. Może już czas wypuścić rodzime spółki węglowe na giełdę, albo zaprzestać wydobycia? Takie pytanie słyszeliśmy podczas naszej kilkutygodniowej akcji. W ocenie wojewody śląskiego Zygmunta Łukaszczyka takie sformułowaniu górniczego problemu jest zachętą do przeobrażenia sposobu myślenia o polskim węglu.
– Efektywność i opłacalność zadecydują o możliwościach rozwojowych polskiego górnictwa. Dziś nie można sobie wyobrazić Śląska, w którym z dnia na dzień zaprzestano by wydobycia węgla. Nasza energetyka przez dziesiątki lat będzie opierała się na tym surowcu. Górnictwo musi się wpisywać w pejzaż przeobrażeń regionu. Są dwie metody na zapewnienie pieniędzy na konieczne inwestycje. Właściciel pozostawia zysk w firmie z przeznaczeniem na rozwój. W okresie dekoniunktury, z jaką obecnie mamy do czynienia, właściciel – czyli w przypadku górnictwa Skarb Państwa – musi podjąć inne działania z jednoczesnym określeniem, na co przekazywane środki mają być przeznaczone i w jakim okresie w postaci dywidendy zostaną one państwu zwrócone – powiedział „TG” Zygmunt Łukaszczyk, wojewoda śląski.
Sprzedać można tylko raz. Zatem prywatyzacja spółek giełdowych w dołku gospodarczym, gdy słaby popyt rzutuje na ceny, nie poprawi sytuacji górnictwa. Tak uważa nie tylko wojewoda śląski. Sekcja górnicza „Solidarność” bije na alarm: brakuje perspektyw na funkcjonowanie branży w przyszłości.
– Jeżeli z budżetu państwa nie zostanie wysupłanych tych kilkaset milionów, to Polska pomoże gospodarce innego państwa. I za kilka lat nasz kraj będzie uzależniony od dostaw nie tylko rosyjskiego gazu, ale również węgla. Mówienie, że spółki węglowe powinny sobie same poradzić z odtworzeniem frontów wydobywczych, jest w obecnych realiach myśleniem abstrakcyjnym. To miało jakieś sens dwa lata temu, gdy była hossa, ale nie teraz, kiedy trzeba zabezpieczyć przyszłość energetyczną kraju. Zapis o inwestycjach początkowych w rządowej strategii i ustawie o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego w latach 2008–2015 jest zasługą związkową. Niestety, nie był on realizowany i doszło do sytuacji, gdy potrzebne są negocjacje, żeby zapobiec wybuchowi konfliktu społecznego w górnictwie – podkreśla Dominik Kolorz, przewodniczący Sekcji Krajowej Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ „Solidarność”.
Wicepremier Pawlak w walce o budżetowe pieniądze na inwestycje początkowe dla górnictwa może liczyć na poparcie posłów z ugrupowania, z którego się wywodzi. Tak przypuszcza Adam Krzyśków (PSL) z Podkomisji Sejmowej ds. nowej Ustawy Prawo Geologiczne i Górnicze.
– Mieszkam w Olsztynie, a zatem w regionie, w którym już spala się węgiel z importu. Niedoinwestowanie polskiego górnictwa jest balansowaniem na linie. Jeżeli w budżecie państwa w 2010 roku nie znajdą się pieniądze na udostępnianie nowych rejonów wydobycia, to będzie eksterminacja polskiego górnictwa. Wyniki głosowania ustawy budżetowej zależą oczywiście także o naszych koalicjantów z Platformy Obywatelskiej – zastrzega poseł Krzyśków.
Kopalnia „Janina” znajduje się w okręgu wyborczym posła Tadeusza Arkita z PO. Dlatego nie ma on wątpliwości, że inwestycje początkowe powinny być zapisane w ustawie budżetowej.
– Ta kopalnia może być przykładem, jakie znaczenie ma górnictwo nie tylko dla polskiej energetyki. W „Janinie” pracuje 2700 osób. Dziesiątki firm z Małopolski żyje ze współpracy z tą kopalnią, która jest w pierwszej dziesiątce największych pracodawców w naszym regionie. Ten zakład nie ma ekstremalnych zagrożeń naturalnych. Wyniki produkcyjne są dobre. Na udostępnienie nowej bazy zasobowej w tej kopalni trzeba by było przeznaczać kilkuletnie zyski. A przecież przez lata restrukturyzacji górnictwa nie mogło być o tym mowy – zapewnia Tadeusz Arkit.