fot: Jarosław Galusek
- Szombierki na pewno nie były najbogatszym klubem, ale najważniejsze było to, że moi zawodnicy chcieli wyjść z cienia anonimowości - wspomina Hubert Kostka
fot: Jarosław Galusek
W sobotę odbędą się obchody jubileuszu 90-lecia Szombierek Bytom. Czy działacze tego zasłużonego dla Śląska klubu pamiętali, by zaprosić na „jubel” trenera mistrzowskiej drużyny z 1980 roku?
- Dostałem zaproszenie i na pewno wybieram się na jubileusz. To dla mnie miła sprawa, ja nigdy zresztą nie ukrywałem, że jako trenerowi najlepiej pracowało mi się właśnie w Szombierkach. Szkoda tylko, że klub się rozsypał i musiał zaczynać od początku. Teraz zrobił awans do ligi okręgowej, ale o dawnych sukcesach można zapomnieć.
Jakim cudem taki mały górniczy klub, jakim były Szombierki, porwał się na możnych naszej ligi i wywalczył sensacyjne mistrzostwo Polski? Takiego numeru w dzisiejszych czasach już chyba nikt nie powtórzy.
- Można by o tym opowiadać godzinami. To był przede wszystkim sukces ludzi niedocenionych, którzy bardzo chcieli coś osiągnąć. To byli nieźli piłkarze, ale wcześniej źle prowadzeni. Taką ligową gwiazdką był Romek Ogaza, ale naszą siłą nie były indywidualności, lecz kolektyw. Gdy obejmowałem zespół, to znajdował się on na ostatnim miejscu w tabeli. To był trudny okres, ale z ligi spadł Górnik Zabrze, ale nie Szombierki. W następnym sezonie byliśmy na czwartym miejscu, zaś w kolejnym świętowaliśmy mistrzostwo Polski. Tak więc sukces nie spadł nam z nieba, ale został wypracowany. Trafiłem w Szombierkach na dobry klimat, zarówno gracze, trenerzy, jak i działacze chcieli zrobić wynik.
Tamten sukces nie miałby najpewniej miejsca, gdyby nie mecenat górnictwa. Piłkarze mieli zapewniony wikt i opierunek, chociaż i tak ich zarobki odstawały od wynagrodzeń płaconych przez ligowych krezusów.
- Szombierki na pewno nie były najbogatszym klubem, ale najważniejsze było to, że moi zawodnicy chcieli wyjść z cienia anonimowości. Chciałbym podkreślić, że przede wszystkim miałem niesłychanie wyrównany zespół, bez słabeuszy. Szczególnie niedoceniany był bramkarz, Wiesław Surlit. Proszę sobie wyobrazić, że ten chłopak przez pięć lat występował w każdym meczu ligowym i towarzyskim! To był światowy rekord! A co do górnictwa, to rzeczywiście pomoc tej branży była dla klubu bardzo ważna. Tak jak w innych klubach górniczych, przykładowo Zagłębiu Sosnowiec czy Górniku Zabrze, naszym prezesem był dyrektor zjednoczenia węglowego. Nieżyjący już Wacław Kociela bardzo nam pomógł, ten mistrzowski tytuł to także była jego zasługa.
Może pan przypomnieć, jakie nagrody za to niespodziewane mistrzostwo Polski dostali piłkarze Szombierek?
- Dostali talony na auta, a do wyboru mieli dużego fiata albo poloneza. Ale to nie było nic wielkiego. W tamtych czasach piłkarze innych klubów górniczych i hutniczych także dostawali talony, choć mistrzostwa Polski nie zdobywali. Jak teraz czytam, jakimi wozami jeżdżą nasi ligowcy, którzy nie mają żadnych wyników, to bierze mnie zwyczajna złość.
Bytomski klub długo nie utrzymał się w elicie polskiej piłki. Cztery lata po „mistrzowskim sztychu” przyszła degradacja. Ale Huberta Kostki już wtedy w Szombierkach nie było.
- Zanim doszło do krachu sportowego, rok po mistrzostwie zajęliśmy trzecie miejsce. W sumie w Szombierkach byłem pięć i pół roku i to był dla mnie wspaniały czas. Po sukcesie pojawiły się chude lata... Romek Ogaza wyjechał za granicę, kilku innych graczy wręcz uciekło z kraju. Drużyna po prostu się rozsypała. Drugiej takiej w Szombierkach już nie będzie...
Pracę trenerską z sukcesami kontynuował Pan w kolejnym klubie górniczym, tym z Zabrza. Z dużo bogatszym Górnikiem dwukrotnie zdobył pan mistrzowską koronę.
- To nie był przypadek, że broniłem w Górniku, zaś później pracowałem jako trener w klubach górniczych. Chodziło mi o wypracowanie emerytury górniczej, do czego potrzebowałem 25 lat pracy. Jakiś czas pracowałem nawet w kopalni. A wracając do mojego odejścia z Szombierek, to zanim poszedłem do Zabrza, to jeszcze przez kilka miesięcy byłem trenerem Zagłębia Sosnowiec. Ale to był kompletny niewypał. W Górniku były sukcesy, a ja nie musiałem już potem martwić się o emeryturę.
Ur. 27 maja 1940 r. w Markowicach. Jeden z najwybitniejszych polskich bramkarzy, mistrz olimpijski z Monachium. W reprezentacji Polski w latach 1962–1972 wystąpił 32 razy – w barwach Górnika Zabrze (1960–1973) 221 razy. Wcześniej przez 2 lata był bramkarzem Unii Racibórz. Jako trener zdobył dwa tytuły mistrzowskie z Górnikiem i jedno z Szombierkami Bytom. Ponadto prowadził Zagłębie Sosnowiec, Olimpię Poznań, Petrochemię Płock, Lechię/Olimpię Gdańsk, Raków Częstochowa i kluby szwajcarskie: Aarau i Grenchen.
90 lat Szombierek
1919 – narodziny Towarzystwa Sportowego „Poniatowski”, które działało w Szombierkach, późniejszej dzielnicy Bytomia.
1920 – w pierwszym meczu bytomianie pokonali lokalnego rywala Polonię 4:1. Klub występował w tym okresie w rozgrywkach niemieckich niższego szczebla.
1945 – reaktywacja pod nazwą RKS Szombierki.
1949 – występy w polskiej I lidze. W debiucie porażka 1:2 z Legią Warszawa.
1965 – drużyna zdobywa wicemistrzostwo Polski.
1980 – największy sukces w historii klubu, zespół Huberta Kostki sięga po mistrzostwo Polski.
1997 – z inicjatywy władz Bytomia i Bytomskiej Spółki Węglowej dochodzi do połączenia sekcji piłkarskich Szombierek i Polonii. W wyniku fuzji powstaje twór o nazwie Polonia/Szombierki, który występuje w II lidze.
1998 – fuzja odchodzi do lamusa, zaś Szombierki lądują w IV lidze.
2007 – drużyna wycofana z rozgrywek ligi okręgowej. Reaktywacja po 4 miesiącach i zgłoszenie zespołu do B-klasy.
2009 – awans do ligi okręgowej prezentem ze strony piłkarzy na 90-lecie klubu.