Historia: Polak podkradał węgiel Czechom

1552066837 polak wegiel czechom trz

fot: Tomasz Rzeczycki

Złodziej zbiegł do lasu, lecz szybko został ujęty

fot: Tomasz Rzeczycki

Kradzieże węgla z pociągów były prawdziwą plagą okresu transformacji ustrojowej pod koniec XX wieku. Nie jest jednak prawdą, że pojawiły się ona dopiero po upadku Polski Ludowej. Okazuje się, że tego rodzaju proceder zdarzał się już w czasach rządów Edwarda Gierka (w latach 1970-1980).

Były to jednak wtedy odosobnione przypadki. Co ciekawe, zdarzały się nawet daleko od kopalń, na terenach nie mających na co dzień nic wspólnego z górnictwem.

Tak też było 2 czerwca 1975 r. na linii kolejowej Boguszów Gorce Wschód - Mieroszów, prowadzącej do Czechosłowacji. Kursowały nią składy towarowe z węglem z zagłębia wałbrzyskiego do kraju naszych południowych sąsiadów.

Tego dnia czujnością wykazał się pracownik Polskich Kolei Państwowych w Mieroszowie. Około godziny 11:20 zgłosił on, że z pociągu załadowanego węglem, zdążającego do Czechosłowacji, wyskoczył nieznany osobnik i zbiegł do lasu. Stało się to po zahamowaniu składu. Zdarzenie miało miejsce około dwóch kilometrów od granicy.

Złodziejowi nie udało się ukryć w lesie. Jeszcze tego samego dnia został on szybko ujęty. Od razu wyszło na jaw, że dziewiętnastoletni Władysław Sz. z Mieroszowa usiłował się nielegalnie wzbogacić, kradnąc w trakcie jazdy węgiel ze składu, a następnie zatrzymując pociąg hamulcem. Delikwent przekazany został do posterunku Milicji Obywatelskiej w Mieroszowie.

Zapewne nie zdawał sobie sprawy, że swym postępkiem nie tylko naraził się na konsekwencje prawne, lecz także podkopywał oficjalną przyjaźń polsko-czechosłowacką...

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.

Jak to było z tym węglem koksowym i dlaczego zamknięto kopalnię Bielszowice? Jacek Korski odpowiada na teorie spiskowe

Bez echa przeszła rezygnacja prezesa JSW S.A. przysłonięta Świętem Zmarłych i wydarzeniami wokół Trybunału Konstytucyjnego. To ostatnie zamieszanie jeszcze potrwa, ale nie będę się na nim skupiał – nawet prawnicy mają tu różne zdania, a ja jestem tylko inżynierem i menedżerem górniczym.