Hanysy i Gorole łączcie się w uśmiechu na 1 maja!
A terozki uo inkszych sprawach. Modne sie zrobiły uod niydowna „małpki”. Wielaż to godki było. Małpka na Śzlónsku nazywała sie „cyntla”, bo to było 100 gramów gorzołki. Wiynkszo była „kwaretka”, czyli ćwiartka. Był tyż kieluszek, kiery sie nazywoł „achtelik” – tyn był na 80 gram. A małpice były ino w cyrku abo w ZOO. Ale jo zaglóndoł tyż do „Polskiego słownika pijackiego i antologii bachicznej” autorstwa Juliana Tuwima. Nie ma tam określenia „małpka”. Natomiast jest nazwa „szczeniak” i to chyba znaczyłoby to samo, co „małpka”. Trudno się dziwić, bo tuwimowski słownik powstawał jeszcze przed II Wojną Światową. Są więc w nim określenia takie, jak np. „osramówka”, czyli lampka wina albo innego alkoholu. To od spopularyzowanej wtedy marki żarówek. Jest też określenie – nie potraktujcie tego Państwo jako aluzji – „kaczka”. Bo naczyniom służącym do picia nadawano niegdyś nazwy od ich kształtów. Były więc „kaczki”, „buty”, „kije” i inne.
Nie chcę bynajmniej popularyzować alkoholu, ani wpisywać się w dyskusje obyczajowo-polityczne. Nie mniej jednak picie alkoholu stworzyło przez wieki rodzaj subkultury, której trudno nie zauważyć i która niesie również bardzo ciekawe zjawiska, jak np. wspomniany słownik. Został on zresztą niedawno wznowiony i uzupełniony. Może w uzupełnieniu znalazła się owa nieszczęsna „małpeczka”. A tak swoją drogą to współczuję małpkom, które bez możliwości zaprotestowania ciągane są po łamach i antenach.
Nó, to już kończa. A Wy przy 1 maju biercie se po leku to, co sie tak rozmaicie nazywo a uo czym żech dzisiok pisoł.
Jurek Ciurlok „Ecik”