Hanysy i gorole, łączcie się w uśmiechu!

fot: Maciej Dorosiński

Piszcie: ecik.gornicza@gmail.com

fot: Maciej Dorosiński

NIE DAMY, BY NAS DRĘCZYŁ WRÓG...
Naprawdę nie miałem już zamiaru w jakikolwiek sposób odnosić się do zbliżających się wyborów, lecz jak mawiał klasyk: "Nie chcem, ale muszem". Zresztą trzeba by nie być satyrykiem i prześmiewcą, żeby nie obśmiać tych, co się sami o to proszą. A tam proszą, wręcz się cisną pod pióro - tzn. klawiaturę, choć pióra też używam. Jedną ze wspólnych cech polityków, jak zauważyłem, i to już dawno, jest specyficzny sposób odpowiadania na pytania. Widać to szczególnie w debatach. Pytania zresztą też bywają specyficzne. Wygląda to mianowicie mniej więcej tak:
- Dlaczego dopuściliście do nadejścia zimy i co macie zamiar z tym zrobić?
- Cóż to w ogóle jest za pytanie! Wszyscy pamiętają, jaka była ciepła woda w Bałtyku latem .
I tak bez końca. A naród się cieszy: "Ale mu (jej) dołożył(-a)!". Wykrzykują to zwolennicy wszystkich stron, bo każdy uważa, że to jego idol (-ka) dołożył (-ła) drugiej stronie. Natomiast naród nie wie, że po takiej rozmowie, w której wydawałoby się, że za chwilę za łby się wezmą - jak za nieodżałowanej pamięci sarmackich sejmików - już poza studiem wszyscy (może z wyjątkami, ale nielicznymi) podają sobie ręce, poklepują po plecach i z zadowoleniem konstatują: "No dzisiaj to daliśmy ostro! Ciemny lud to kupi, no nie?! Na pewno!". A "ciemny lud", podgrzany występem polityków, jest gotów natychmiast iść jak kibole na "ustawkę" w obronie idei, które politykom z głównych partii służą wyłącznie za trampolinę do zdobycia i utrzymania władzy, a prywatnie mają je tam, gdzie - oj, no przecież wiadomo gdzie... Piszę to wszystko, choć wiem, że wielu czytających myśli sobie: "Co on pieprzy?!". I nadal słowa potępienia wrogów oraz obietnic lepszego życia będzie z nabożną czcią spijało z ust swoich politycznych idoli. Zatem smacznego życzę...
Lecz nie to, co napisałem powyżej, skłoniło mnie do zapuszczenia się w smrodliwe zaułki naszej polityki. Sprawił to pewien kandydat na posła skądś z okolic Opola, który wybrał się na festyn w Krapkowicach. Na festynie występowała młodzież i śpiewała m.in. piosenkę po niemiecku. Kandydat na posła z dramatycznym okrzykiem: "Tu jest Polska" przerwał dzieciakom występ i tym samym wpisał się w poczet dzielnych obrońców ojczyzny, z kapitanem Klossem, czterema pancernymi i psem Szarikiem na czele. Choć może dla psa Szarika to despekt, bo cóż biedne zwierzę winne jest ludzkiej głupocie. A ja oczyma wyobraźni widzę tego pana Bartłomieja Morawskiego, jak rzuca się na księdza, który w kościele coś odprawia po łacinie, i z tym samym okrzykiem: "Tu jest Polska" przerywa odprawianie. Albo jak z tym okrzykiem wyłącza radio u fryzjera, które właśnie nadaje angielską piosenkę. Choć fryzura kandydata nie wskazywała, że chodzi do fryzjera. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że ów pan, z zawodu aktor (stąd może skłonność do wydawania dramatycznych okrzyków i tragikomicznych zachowań), część życia spędził za granicą, występując w polskim teatrze w Vancouver. Ciekawe, czy tam ktoś mu przerywał kwestię okrzykiem: "Here is British Columbia!". Gwoli ścisłości: nie piszę, z której partii ów pan komediant (to dawne określenie aktora, a nie inwektywa) startuje, ale łatwo się domyślić, kto jest skłonny z takim poświęceniem bronić ojczyzny przed hordami wrogów. Nawet nieletnich...
Miałem jeszcze coś napisać o licznych portretach wiszących na latarniach, co przypomniało mi lekcję historii o Insurekcji Kościuszkowskiej, kiedy to lud wieszał na latarniach portrety zdrajców - in contumaciam, bo nie dorwał ich in persona - ale o tym już pisałem. Więc niech se dalej wiszą. W średniowieczu tych, co wisieli pozostawiano tak długo, aż sczeźli. Ku przestrodze innym. Tylko że widok paskudny...

WICE Z TASZY LISTONOSZA

Przez delikatność
Pewien polski premier - w sumie obojętne który - składał pierwszą po wyborach wizytę u papieża - w sumie też obojętne u którego.
- A jak tam u was po wyborach? - zapytał ojciec Kościoła.
- Wszystko w jak najlepszym porządku. Wyborcy zadowoleni. Mówią, że takiej Polski chcieli.
Papież pokiwał głową, uśmiechnął się i pokazał premierowi sześć palców.
- A jak tam u was z bezrobociem?
- Coraz mniejsze. Wkrótce rodacy zaczną wracać do kraju z emigracji. Zarobki świetne, pracodawcy gwarantują naprawdę doskonałe warunki.
Ojciec święty znów pokiwał głową, uśmiechnął się i pokazał premierowi sześć palców.
- A co w szkolnictwie?
- Wspaniale. Minister sprawdził się doskonale. Dzieciaki zadowolone, nauczyciele też. Świetnie!
Papież ponownie skwitował to uśmiechem i pokazał 6 palców. I na tym wizyta się zakończyła. Premier wrócił do Polski i do swoich obowiązków. Jednak nie dawało mu spokoju pytanie: dlaczego papież po każdej odpowiedzi pokazywał sześć palców? Postanowił zapytać o to prymasa przy najbliższej nadarzającej się okazji. Gdy taka nadeszła, zapytał:
- Księże prymasie, byłem u papieża, opowiadałem mu, co w kraju, a ten po każdej mojej odpowiedzi pokazywał mi sześć palców. Co to znaczy?
- Jak to? Ty katolik i nie wiesz? Chodziło o sześć przykazanie: nie cudzołóż.
- Nie cudzołóż??? A jak to się ma do tego, o czym rozmawialiśmy?
- A co miał ci powiedzieć? Nie p... ?

Jak łatwo o zamieszanie
Kiedyś papież wyjechał na przejażdżkę samochodową ze swoim szoferem. Postanowił jednak sam poprowadzić, bo bardzo to lubił, i kierowca musiał się zgodzić. Gdy tylko zamienili się miejscami, papież ruszył z piskiem opon. Na prostych przekraczał nawet 200 km/h, zakręty brał na dwóch kołach... Wreszcie, niewątpliwie za sprawą interwencji niebios, zatrzymał ich policjant z drogówki. Stróż prawa podszedł do okna kierowcy i zapukał w szybę. Szyba opadła i papież jak gdyby nigdy nic, łagodnym głosem, z uśmiechem zapytał:
- Zrobiłem coś nie tak?
- Eeee... Proszę... Proszę... - zaczął się jąkać policjant, który teraz dopiero zobaczył, z kim ma do czynienia - Proszę chwilę poczekać, ja zaraz wrócę... - i pobiegł do służbowego motocykla. Przez telefon skontaktował się z komendą:
- Halo, centrala? Dajcie komendanta! Szybko!!!
- O co chodzi? - głos komendanta po chwili odezwał się w słuchawce.
- Panie komendancie, zatrzymałem bardzo ważną osobistość... Co teraz mam zrobić?
- Zatrzymałeś premiera? - spokojnym tonem zapytał przełożony.
-Wyżej, panie komendancie!
- Prezydenta?! - tym razem komendant był już nieco spanikowany.
- Wyżej...
- Boże jedyny! To kogo zatrzymałeś?! - Tym razem naprawdę w panice wykrzyknął komendant.
- Panie komendancie, ja nie wiem... Ale papież jest jego szoferem...

Z NAUKOWEGO PÓNKTU WIDZENIA
Używane przez nas nazwy miesięcy są bardzo stare. Tak stare, że z największym trudem przychodzi nam rozszyfrowanie ich znaczeń. Niektórym się to jednak udaje. Oto analiza i wyjaśnienie nazwy jednego z miesięcy, którą przeprowadził pewien młodociany naukowiec: "Nazwa miesiąca października pochodzi przez to, że piździ czyli jest bardzo zimno". Niestety nauczycielka nauczania początkowego była bezlitosna dla naukowych starań i obaliła dopiero co zrodzoną naukową tezę przy pomocy następującego argumentu: "Robuś, ten miesiąc to październik, a nie piździernik". Mam nadzieję, że owo niepowodzenie nie popchnie naukowca do rezygnacji z tak pięknie zapoczątkowanej kariery. Uwaga! Zachowaliśmy oryginalną pisownię cytowanej pracy naukowej.

W MARKLOWICACH, WĄCHOCKU I GDZIE INDZIEJ...
- Jak skuteczną kurację odchudzającą przeszła córka sołtysa Marklowic?
- Bardzo skuteczną! Jest teraz taka chuda, że gdy nadepnie na grabie, to one jej nigdy nie trafiają...

- Kiedy mieszkańcy Grójca zaczęli popadać w zwątpienie?
- Gdy proboszcz kazał na wieży kościoła zainstalować piorunochron...

- Od kiedy mieszkańcom Kłaju czas płynie wolniej niż innym?
- Od czasu, kiedy zorganizowano im wyjazd do opery. Spektakl zaczął się o 19.00, a gdy jeden z nich po trzech godzinach spojrzał na zegarek, to była dopiero 19.20...

- Dlaczego wszystkie krowy w Wąchocku są uśmiechnięte?
- Bo mają pod dostatkiem świeżej trawki...

Z MĄDROŚCI ŻYDOWSKICH

Swego czasu na pewnym bankiecie wspominano pewnego bankiera, który zbankrutował przed niedawnym czasem.
- No i przestał być złotym cielcem - nie bez satysfakcji stwierdził jeden z rozmówców.
- Ależ nie - zaoponował inny - cielcem jest nadal, tylko stracił pozłotę...

Do biura barona Rotszylda kamerdyner wprowadził gościa. Baron jest bardzo zajęty, więc nie podnosząc wzroku znad papierów, powiada:
- Proszę przysunąć sobie fotel.
- Ależ baronie - z wyraźnym oburzeniem w głosie odzywa się gość - ja jestem książę Charles Louis de Gramont!
- Aaaa... Przepraszam - rzecze baron, nadal nie odrywając oczu od dokumentów - proszę sobie przysunąć dwa fotele...

MYŚLI WIELKICH, MĄDRYCH, NIE ZAWSZE ZNANYCH...
Im mniejsza wiedza, tym większe ego i odwrotnie.
(Albert Einstein)

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Znamy najlepszych siatkarzy wśród górników

Mistrzostwa w Żorach po raz kolejny pokazały, że  sport jest ważnym elementem integracji pracowników miedziowej spółki. Dla uczestników była to nie tylko okazja do sprawdzenia swoich umiejętności, ale również do wspólnego przeżywania emocji i budowania zespołowej atmosfery.

Zaduszki na Śląsku w cieniu górniczych tragedii. Te wspomnienia zostają w nas na zawsze

W Zaduszki wspominamy tragicznie zmarłych w kopalnianych katastrofach. Ale na Śląsku echa tych przykrych wydarzeń wybrzmiewają tak naprawdę na każdym kroku, przez cały rok, przez całe nasze życie.

Od filharmonii do kopalni. 13. Festiwal im. Krzysztofa Pendereckiego – poziom 320

Od 30 października do 25 listopada 2026 roku Zabrze stanie się centrum muzycznych spotkań poświęconych dziedzictwu Krzysztofa Pendereckiego. Trzynasta edycja Międzynarodowego Festiwalu im. Krzysztofa Pendereckiego – poziom 320, organizowana przez Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu, odbywa się pod hasłem „Synergie” i po raz pierwszy wyraźnie wychodzi w region.

Chopin 135 metrów pod ziemią. Chiński pianista Hao Rao zachwycił w Kopalni Soli „Wieliczka”

Są spotkania, które pozostają w pamięci długo po wybrzmieniu ostatniego dźwięku. Takim wydarzeniem był koncert chińskiego pianisty Hao Rao, który 27 października wypełnił Komorę Jana Haluszki muzyką Fryderyka Chopina.