fot: youtube
Przypominam adresy: ecik.gornicza@gmail.com Trybuna Górnicza „Ecik", ul. Kościuszki 30, 40-048 Katowice
fot: youtube
W CIEMNOŚCIACH NIE ZNACZY W CIEMNOCIE
W wielotysięcznym zbiorze śląskich pieśniczek nie mało jest poświęconych górnikom. Obraz "syna podziemnych, czarnych światów" bywa w nich różny. Najczęściej sielsko-anielski i pełen estymy. Ale jest też passus przestrzegający dziewczynę przed zamążpójściem za górnika, "bo to pieron dziki". Dziewczyna nie posłuchała dobrej rady, za co spotkała ją kara i "na drugi dzień po weselu helmiskiem dostała". No nie jest to, przyznają Państwo, pochlebny wizerunek górnika. Nawet zastanawiałem się, czy przez wzgląd na obowiązujące dziś normy obyczajowe i prawne, nie należałoby tej pieśniczki zakazać, jako propagującej przemoc i kreującą fałszywy, krzywdzący wizerunek górnika. Zresztą w tradycyjnych ludowych pieśniach sporo jest treści afirmujących postawy niewłaściwe w świetle dzisiejszych wymogów współżycia społecznego. Więc może należałoby stworzyć jakiś indeks przyśpiewek i pieśniczek zakazanych? Choć z drugiej strony zakazywanie też jest niewłaściwe...
Pewnie teraz nie wybrnę z tego dylematu, więc skupię się na wizerunku górnika w pieśniczkach i życiu - bo sztuka, również ludowa, jest odbiciem życia: jego artystycznym opisaniem. Nie mam zamiaru zagłębiać się w te niepochlebne opisy, szczególnie przy górniczym święcie. Zresztą, oceny oczerniające górniczy stan od dość dawna z wielkim zaangażowaniem głoszą różni krajowi publicyści i ich polityczni mocodawcy, więc wystarczy. O wiele milej będzie przytoczyć w okołobarbórkowej atmosferze opinie sympatyczne, pełne szacunku i podziwu. Na przykład śpiewa kobieta, skarżąc się na swego niewydarzonego męża, że "jakby Francik nie był tuleja, to byłby górnikiem". "Tuleja" to ktoś nierozgarnięty, ciapowaty na ciele i umyśle. Mężczyzna nazwany "tuleją" powinien się spalić ze wstydu, a potem z tego samego powodu zakopać pod ziemią i schować w najciemniejszy kąt. Zatem dowiadujemy się z tej pieśniczki, że górnik nie może być "tuleją". Czyli musi posiadać należyte moce fizyczne i umysłowe. Ale z drugiej strony, kiedyś często można było usłyszeć, że: "jak się nie będziesz uczył, to pójdziesz do roboty na dół". A niejeden chłopak zapytany co będzie robił w życiu, bo nieuk z niego straszny, odpowiadał: "Jak to co? Pójda na gruba".
Stereotypy, takie jak te przedstawione powyżej - bo zapewne Państwo spostrzegli, że w świecie stereotypów się poruszałem - bywają najczęściej zmorą naszej egzystencji. Szczególnie, gdy nie zdajemy sobie sprawy z tego, że wśród stereotypów właśnie się poruszamy. Moja znajoma, już emerytowana polonistka z przeogromnym doświadczeniem, była przez jakiś czas na zastępstwie w pewnej maturalnej klasie. Tematem był szekspirowski "Makbet". "A po co nóm to pani godo?" - zapytał nagle jeden z uczniów, a potem wyjaśnił, że taka wiedza i matura do niczego mu nie będą potrzebne, bo on i tak będzie górnikiem. "O! To wspaniale!" - ucieszyła się nauczycielka. - "Ja mam wielu znajomych górników. To tacy mądrzy ludzie. Po pracy zajmują się muzyką, czytają książki, dokształcają się z różnych dziedzin. Wspaniali i mądrzy ludzie". W tym co powiedziała jest wiele prawdy. Wystarczy prześledzić cały amatorski ruch artystyczny, z którego wyrośli i muzycy i plastycy i pisarze; zdarzało się, że całkowicie przechodzący na swe nowe, artystyczne profesje. Dziś, niestety, nawet w górniczych orkiestrach dętych częściej grają uczniowie i absolwenci szkół i uczelni muzycznych, niż górnicy. Wracając do Makbeta, po tym zdaniu, wypowiedzianym przez roztropnego pedagoga, chłopak stał się jednym z najpilniejszych uczniów i maturę zdał. Czy pracuje w kopalni, nie wiem. Jeśli tak, to wiedza o dramatach Szekspira na pewno mu w tym nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie. Jak każda wiedza...
Jurek Ciurlok "Ecik"
HANYSY I GOROLE, ŁĄCZCIE SIĘ W UŚMIECHU
KÓNSKI Z BELE KÓND
Ponieważ ilość dobrych dowcipów dotyczących górników - powtarzam: dobrych - jest ograniczona, więc dziś taki mały barbórkowy remanent.
Ach te wspomnienia...
Dwóch starzyków, korzystając z wyjątkowo ciepłych ostatnich dni listopada, przysiadło na ławeczce przed familokiem i wsparłszy brody na laskach przysnęło. Pochrapują, grzejąc w promieniach słonecznych stare kości. Nagle jednego z nich coś przebudziło. Jakby sobie nagle coś przypomniał. Rozejrzał się nerwowo, odchrząknął, szturchnął w bok śpiącego ciągle sąsiada i już nieco uspokojony rzekł:
- Erwin, jo se tu tak siedza i myśla... I wiysz co ci powiym? Erwin, Barbórka to ci je piykno rzecz...
- Ja, ja Lyjo - odparł z flegmą zagadnięty Erwin, nawet nie otworzywszy oczu. - Barbórka to je piykno rzecz, ale kochanie sie z kobiytóm, to je jeszcze piykniejszo rzecz...
- Nó ja, ja - bez przekonania zgodził się Leon i obaj zasnęli... Po chwili dziadek Leon znów nerwowo się poruszył, jakby sobie o czymś ważnym nagle przypomniał, szturchnął dziadka Erwina i rzekł:
- Ty Erwin, coś żech ci chcioł pedzieć, ale żech se zapómnioł... A terozki już pamiyntóm... Bo wiysz: Barbórka, to ci je ale piykno rzecz...
- Ja, ja - z jeszcze większą flegmą, niż poprzednio, odparł zagadnięty. - Ale kochanie sie z kobiytóm to je jeszcze piękniejszo rzecz - i uśmiechnął się sam do siebie...
- Ja Erwin, cheba mosz recht - z lekkim zastanowieniem w głosie zgodził się Leon i znów obaj zasnęli, ale tylko na krótką chwilę. Bowiem dziadek Leon nagle aż podskoczył na ławeczce tym razem gwałtownie wyrywając również ze snu przyjaciela.
- Erwin, jo ci cołki czos myśla i wiysz co? Powiym ci, że Barbórka, to ci je przepiykno rzecz!
- Nó ja, Lyjo - odrzekł nieco już podenerwowany dziadek Erwin. - Ale kochanie sie z kobiytóm to je nojpiykniejszo rzecz - i uśmiechnął się szeroko...
- Ja Erwin, ja... - dość niechętnie przytaknął dziadek Leon i już miał przysnąć ponownie, gdy nagle jakby go coś olśniło. Uśmiechnął się promiennie, szturchnął kompana i z lekkim triumfem w głosie rzekł:
- Erwin! Ale Barbórka je czynścij, prowda???
Logika
Do pewnej kopalni z okazji Barbórki przyjechał sam prezydent. Jak to bywa, zwieziono go na dół, a on uciął sobie pogawędkę z jednym z górników, który opowiedział mu o sobie i rodzinie.
- Nó i widzicie, panie prezydyncie: na tyj tu grubie zginół mój pradziadek, potym tyż dziadek, a na kóńcu mój uojciec tyż...
- Och! To straszne! I Wy nie boicie się tak codziennie tu zjeżdżać?
- Panie prezydyncie, a Wasz pradziadek jak umar?
- No w łóżku... Dziadek też... No i ojciec tak samo...
- A kaj Wy śpicie, panie prezydyncie?
- No w łóżku oczywiście...
- I niy bojicie sie tak kożdy dziyń do tego łóżka lygać???
Tylko spokojnie
Rozmawia dwóch górników o swoich przełożonych.
- Wiysz Wilim, jo to ci móm takiygo sztajgra, co jak sie znerwuje, zarozki je blank czerwóny na pysku.
- A chopie! To je nic. Jak mój sztajger sie znerwuje, to zarozki jo móm blank czerwóny pysk...
Uraz
- Słuchejcie ino, panie Gnojek - zwraca się sztajger do jednego górnika, niedawno przybyłego do kopalni. - Wos kiejś musiało przi robocie spotkać jakieś nieszczęście, prowda?
- A dlaczego, panie sztajger?
- Nó, bo widza, że zawsze przed robotóm mocie taki pieróński strach!
BHP głupolu, BHP!
Było to bardzo dawno temu. W "szewski poniedziałek" pewien nieostrożny górnik wpadł do szybu wentylacyjnego. Ujrzał to jego kolega, podbiegł do krawędzi i wrzasnął w głąb czeluści:
- Rudik!!! Jest żeś tam!!!???
- Jest żech... - odpowiedział mu stłumiony głos kolegi.
- A stało ci się co!!!???
- Niy...
- To wyłaź!!!
- Ni moga...
- Czamu!?
- Bo jeszcze lecaaaaa...
Trudne powroty
Sztajger Zakraglik wyloz z karczmy piwnyj i zabroł się ku chałpie. Bardzo niysporo mu sie szło. Dróga przed nim tańcowała a uón, borok, chciał za nióm bardzo nadónżyć. Bez to ciepało nim uod kraja, do kraja. Zakraglik myśloł nad tym i niy móg pojónć, po jakimu ta droga tak wyrobio. Aż doszeł do jednego miejsca, kaj naprawiali ruła uod wody i jedyn mónter zakróncowoł takóm wielgóm wajchóm główny zawór. Jak Zakraglik ujrzoł, że uón tóm wajchóm w dziurze krynci, jak niy ryknie na niego:
- Nó tu cie móm, ty giździe stomilijóński!!! Zarozki mi uostow ta wajcha, a przestóń mi tóm drógóm kryncić, bo jo musza dó dóm dóńść!!!
I tak to barbórkowe remanenty wypełniły nam rubrykę, pobudzając - mam nadzieję - do wesołości. A Ecik winszuje wszystkim swoim kamratkóm i kamratóm — za kierych uwożo wszystkich, kierzi to czytajóm - dużo radości na ta Barbórka i po nij tyż! A radzi bydziecie, jak Wos szczynście niy uopóści, i w robocie i w dóma. Tego Wóm winszuja!
MYŚLI WIELKICH, MĄDRYCH, NIE ZAWSZE ZNANYCH...
Nie rób bliźniemu tego, co chciałbyś, żeby on uczynił tobie. Jest prawdopodobne, że macie zupełnie różne oczekiwania.
G.B. Shaw
Pyrsk!!!