Hanysy i gorole, łączcie się w uśmiechu!

1447397717 ecik

fot: youtube

Przypominam adresy: ecik.gornicza@gmail.com Trybuna Górnicza „Ecik", ul. Kościuszki 30, 40-048 Katowice

fot: youtube

MÓZG BOLI, A PRZECIWNA STRONA?
Czy kiedykolwiek zastanawiali się Państwo nad tym, dlaczego człowiek staje się ponurakiem? Dlaczego zaczyna przypominać przejrzałą purchawkę? Jest szary po wierzchu jak ona i jak ona pomarszczony na sto tysięcy jeden bruzd, z których każda jest wynikiem nieustannego niezadowolenia ze wszystkiego. Zaś od środka - jak ona jest naładowana proszkiem gotowym w każdej chwili wybuchnąć i ubabrać wszystko dookoła z siłą tsunami. Czy zastanawialiście się Droga Czytelniczko/Drogi Czytelniku, dlaczego tacy są/tacy jesteście? Wszak małe dziecko, niemowlę, jeśli tylko jest zdrowe i najedzone, bawi się przez cały czas. Wszystko je śmieszy. Człek dorosły, nawet gdy mu nic nie dolega i nie jest głodny, to i tak jest niezadowolony. Ponury. A może to dorosłość jest chorobą uniecestwiającą dobre samopoczucie?

Co sprawia, że zatracamy swoją dziecięcą skłonność do śmiechu? A jakie są powody odzyskiwania jej od czasu do czasu, co pozwala nam choć przez moment bawić się jak dzieci? Odpowiedź na oba te pytania brzmi tak samo: przyczyną jest nasz mózg! Tadeusz Boy-Żeleński - geniusz obdarzony talentami Apollina i pracowitością Heraklesa - lekarz, tłumacz, krytyk, wydawca, liryczny poeta, zjadliwy satyryk, czujny felietonista, wnikliwy krytyk teatralny, wybitny znawca kultury francuskiej, bezkompromisowy strażnik zdrowego rozsądku i racjonalizmu... i tak mógłbym wyliczać bez końca jego liczne walory. Otóż ten wspaniały człowiek i intelektualista o niewyczerpywalnym poczuciu humoru w eseju zatytułowanym "Śmiech" stwierdził, że: "Mózg jest naszym tyranem, patologiczną naroślą na organizmie naszego animalnego życia, nieustannie czynnym gruczołem, który sączy nam przeważnie smutek. Dopóki u dziecka panuje idealne równouprawnienie pomiędzy głową a jej anatomicznym przeciwieństwem, dopóty udziałem dziecka jest doskonałe szczęście.

Niestety, mija to zbyt prędko i zaczyna się smutne samodzierżawie mózgu". Dla dziecka te antypody jego ciała nie są źródłem żadnych kłopotliwych dylematów. Dla dorosłego tak. Aczkolwiek i dorosłym aż nadto często zdarza się o indywidualnej specyfice owych antypodów ciała zapominać i mylić ich funkcje, traktując je wymiennie. Niejedna "tęga głowa" okazywała się być swoim przeciwieństwem i nieraz okazywało się, że to nie głowa, lecz jej przeciwieństwo jest źródłem myśli i czynów. Jednakowóż owe zamiany funkcji anatomicznych detali, stwarzające jedynie pozory równouprawnienia utraconego w dzieciństwie, pojawiają się w sposób niekontrolowany i niezamierzony. I tu musimy koniecznie powrócić do cytowanego eseju Tadeusza Boya-Żeleńskiego.

Zakończyliśmy na tym, że po okresie dzieciństwa mózg bierze nas w samodzierżawie, w którym króluje smutek. "Stan ten byłby nie do wytrzymania i skończyłby się zapewne masowem samounicestwieniem świata" - stwierdził autor w dalszym ciągu, ale wlał w nas otuchę konstatacją. "Otóż mózg, ponieważ jest bardzo inteligentny, uznał, że trzeba dać nam trochę wytchnienia i sam wymyślił sposób, za pomocą którego możemy zakpić sobie z niego i zapomnieć na chwilę o jego istnieniu. Tym sposobem jest humor, najwyższy produkt mózgu" - napisał. No, może nie każdego mózgu - dodam od siebie. Ale wyjątkami nie będę się zajmował, bo i tak już zbyt wiele poświęciłem im uwagi wcześniej. Zaś do istoty zagadnienia pewnie warto by się zbliżyć w kolejnych felietonach. Zatem cdn.

Z ŻYCIA WZIĘTE
Oto historia pewnego psa, który parsknął śmiechem. Działo się to kilkadziesiąt lat temu w Anglii. Otóż pewien aptekarz regularnie aplikował swojemu psu własnoręcznie sporządzony środek na przeczyszczenie. Ponoć w imię zdrowia psich kiszek. Pies najwyraźniej nie doceniał tej troski, bo serdecznie nie znosił owej procedury i był głęboko nieszczęśliwy (słowo: "głęboko" ma w tym przypadku głębokie znaczenie) już w momencie sporządzania mikstury - a jego pan czynił to zawsze w jego obecności. Ponieważ jednak odebrał znakomite wychowanie, więc z godnością, choć nie bez pewnej, nacechowanej melancholią rezygnacji podporządkowywał się swemu panu, medykamentowi i skutkom jego działania - ponoć ozdrowieńczym... Aż któregoś dnia -jak się miało okazać pięknego dnia - gdy aptekarz jak zwykle przygotowywał niosący oczyszczenie specyfik, a pies wzrokiem pełnym boleści i rezygnacji śledził te poczynania, wydarzyło się coś nadzwyczajnego i nieprzewidzianego. Aptekarz poczuł zapewne jakąś nagłą potrzebę i wprost z psiej miski połknął cały medykament. I ponoć wtedy pies parsknął śmiechem... Nie mamy żadnego powodu, żeby w tę historię nie wierzyć...

KÓNSKI Z BELE KÓND

Zwykła uprzejmość
Kiedyś, dość dawno temu, w pociągu z Przemyśla do Świnoujścia na wakacje jechało pewne małżeństwo. W Krakowie do ich przedziału dosiadł się pewien Anglik, rzucił grzeczne: "Good morning" i usiadł. "Anglik" - porozumiewawczo powiedział mąż do żony. Gdzieś w okolicach Trzebini małżeństwo "dojrzało" do posiłku. Wydobyto z przepastnych worków foliowych kanapki z kiełbasą wiejską, jaja na twardo, termos i zaczęto to wszystko rozkładać. Anglik przyglądał się z ciekawością, więc małżonek z uśmiechem powiedział:
- Lancz...
- Yes - odparł Anglik z uśmiechem zrozumienia.
Żona uznała, że ma on ochotę zjeść razem z nimi, więc rzekła do męża:
- Ty znasz angielski, to może poczęstrujesz go kanapką...
Mąż po chwili wahania, wskazując na kanapkę, pytająco odezwał się do Anglika:
- Sandłicz?
Anglik spojrzał z dziwnym wyrazem twarzy na kanapkę po czym odparł grzecznie:
- No, thanks...
- To może się chociaż napije herbaty - nie dawała za wygraną żona - zaproponuj mu...
Mąż podrapał się po głowie i pytająco rzucił w stronę Anglika, wskazując na termos:
- Ti?
- No, thanks - znów odparł Anglik jakby z lekkim niesmakiem.
- A może oni - zaczęła zastanawiać się wyraźnie zakłopotana żona - nie biorą jedzenia od obcych? Może powinniśmy się jakoś bliżej poznać? Weź nas przedstaw - napierała na nieco już zdenerwowanego męża - przecież znasz trochę angielski.
Mąż zmarszczył czoło, zastanawiając się nad doborem słów, wreszcie, wskazując na żonę, odezwał się ponownie do Anglika:
- Maj łajf...
Anglik spojrzał na nią, skrzywił się lekko i odparł:
- No, thanks...
Ups!

x x x
Dwie koleżanki plotkowały na temat swego życia rodzinnego i wad małżonków.
- I wiesz, co ci jeszcze powiem - ciągnęła dość długą kwestię jedna z nich - mój mąż to jeszcze ma problem z tyciem...
- Żartujesz chyba! - wykrzyknęła druga - Przecież on jest taki szczupły!
- Ależ ja nie twierdzę, że tyje. Mówię tylko, że ma tyciego i ma z nim problemy...

BOJTLIK Z FRASZKAMI

Jan Izydor Sztaudynger
(1904 - 1970)

Zuzanna i starcy
Dwaj starcy ujrzeli
Zuzannę w kąpieli,
Chcieli postraszyć,
Ale czym nie mieli...

W MARKLOWICACH, WĄCHOCKU I GDZIE INDZIEJ...

- Dlaczego w Kłaju najlepiej chowają się świnie?
- Bo jak w zeszłym roku jedna się schowała, to do dzisiaj jej nie odnaleźli...
x x x
- Dlaczego ratusz w Grójcu dzierży prymat w zbiórce makulatury?
- To dzięki mieszkańcom, bo przysyłają bardzo dużo listów ze skargami i donosów na sąsiadów...
x x x
- Dlaczego w Porażu na wszystkich polach posadzono las?
- Bo nikt nie chce szukać wiatru w polu...
x x x
- Dlaczego sołtys Wąchocka nigdy nie przychodzi do domu pijany?
- Bo go przynoszą...

MYŚLI WIELKICH, MĄDRYCH, NIE ZAWSZE ZNANYCH...

"Przeciwieństwa się przyciągają, a podobieństwa odpychają"; ten, kto to wymyślił, chyba nigdy nie słyszał o żadnych partiach politycznych...

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Uwaga, Barbórka idzie! Dlaczego tuż przed świętem pod ziemią dochodzi do tragedii?

Ależ ten czas leci. Zanim się obejrzymy, znowu spotkamy się na Barbórce. Oby tak się stało, bo przyszłości nie znamy. Dlatego zachowajcie w ciągu tych najbliższych tygodni wyjątkową czujność przy robocie. 

Kolejny raz radośnie ogłaszamy odpływ wykwalifikowanych kadr z kopalń

Kiedy ponad dwa tygodnie temu usłyszałem z ust jednego z kandydatów na przyszłego premiera, że on nigdzie nie zamierza uciekać, więc żaden plecak ewakuacyjny nie jest mu potrzebny, to miałem ochotę się pomodlić. Tak, pomodlić się o zdrowie dla tego człowieka, bo o rozum to już chyba za późno… 

Biowęgiel i wodór z odpadów to przyszłość energetyki

Odpady komunalne, a szczególne ich wysokoenergetyczna frakcja - RDF, uważane są za potencjalny surowiec do procesu zgazowania ukierunkowanego na wytwarzanie gazu o wysokiej zawartości wodoru.

Otwarcie wystawy „Nasza kopalnia” w Będzinie. Historia KWK Grodziec ocalała od zapomnienia

10 października 2026 r. w Będzinie-Grodźcu zostanie otwarta stała wystawa „Nasza kopalnia”, w całości poświęcona historii nieistniejącej już Kopalni Węgla Kamiennego Grodziec. Ekspozycja, przygotowana w Izbie Tradycji Górniczych Stowarzyszenia Gwarków Zagłębia (SGZ), powstała dzięki zaangażowaniu byłych górników i mieszkańców, którzy udostępnili prywatne pamiątki – mundury, fotografie, dokumenty i przedmioty codziennego użytku z czasów, gdy kopalnia tętniła życiem.