Hanysy i gorole, łączcie się w uśmiechu!

fot: Maciej Dorosiński

Piszcie: ecik.gornicza@gmail.com

fot: Maciej Dorosiński

ACH, TEN STYL! ACH, TEN NASZ SZNYT!

Sądząc po ilości programów telewizyjnych poświęconych napełnianiu naszych układów pokarmowych najróżniejszymi różnościami, z kucharkami i kucharzami odgrywającymi role super heroe, super star, superwoman, superman i w ogóle super, to nasz centralny ośrodek, decydujący o istocie naszego jestestwa przesunął się z najwyższej części naszych wyprostowanych sylwetek gdzieś poniżej splotu słonecznego. Może to i lepiej, bo tam jest bezpieczniejszy. W końcu wygodniej być gdzieś pośrodku, niż na jakiejś szpicy: wygodniej bezpieczniej i praktyczniej. Niejedna kariera by o tym świadczyła. Tymczasem pozaekranowa kariera niektórych, spośród tych super coś tam, nieraz się sypnęła. Szczególnie jednej takiej super, która w Katowicach aż dwa razy próbowała i jakoś niczego dobrego nie wysmażyła. Nie po raz pierwszy okazuje się, że prawda życia i prawda ekranu to dwie zupełnie, ale to całkiem różne sprawy. Szczególnie na talerzu, który na ekranie tylko widać, a w życiu jeszcze czuć. A czucie ważniejsze, o czym świadczyłaby też światowa kariera knajp, w których tylko czuć, a niczego nie widać - no chyba, że się ma noktowizor. Ale noktowizory ma tam tylko obsługa. Klienci zaś pozostają ślepi jak dania, które spożywają. Choć to, z czego te dania zrobiono, czasami wcześniej widziało. Nie wszystko, rzecz jasna. Zresztą są takie dania, które znakomicie smakują i pachną, ale lepiej ich nie widzieć i nie wiedzieć z czego powstały...

Tak powróciłem do tematu kulinarnego. Stali czytelnicy być może pamiętają, że była o tym mowa przed dwoma tygodniami - bo wielu z nas ma za sobą krótsze i dłuższe podróże ze zniczem po kraju. Ze zniczem w sensie dosłownym i przenośnym, zważywszy na kryptonim sławnej akcji policyjnej. A w podróży, jaka by ona nie była, czasem trzeba coś zjeść i obecnie nie ma już z tym najmniejszych trudności. Trudność natomiast jest z wyborem miejsca i menu. Otóż ludzie, którzy nie gustują w stylach rustykalnych mogą mieć problem, bo jak kraj długi i szeroki, przy drogach stoją wiejskie chaty, chatynki, chałupy, a nawet całe dworzyszcza, kryte słomą, trzciną, gontem dartym i rżniętym... I tylko eternitu, tudzież podwójnej papy na lepiku, brak, jak idzie o wiejskie dachy. No tak, ale to już byłaby nowoczesność, a tu idzie o archaiczny prymityw, a właściwie jego naśladownictwo. Też prymitywne, lecz nie tyle w sensie materialnym, co intelektualnym.
Wybudowanie sporego budynku restauracyjno-hotelowego z całkiem współczesnych materiałów, a potem pokrycie go bierwionami, by udawał dwupiętrową kurną chatę z solarami na strzesze, jest według mnie jakąś aberacją estetyczną i intelektualną. Przewagę na szlaku polskich chat przydrożnych z wyżerką na styl podhalański, którego szczególną koncentrację daje się zauważyć na Mazowszu, Mazurach i wybrzeżu Bałtyku, w stylizacji, o jakiej twórcy "stylu zakopiańskiego", Stanisławowi Witkiewiczowi, nawet się nie śniło. I pewnie, gdyby zmartwychwstał i to zobaczył, ponownie umarłby natychmiast na zawał, udar albo ze śmiechu. We wnętrzach tych przybytków bywa różnie, i z wystrojem, i z kuchnią. Wystrój często konsekwentnie trzyma się zewnętrznej stylizacji. Zatem ławy i stoły z grubych dech na balach, zachowujące krzywiznę pni, z których powstały, nie pozwalające ani wygodnie usiąść ani się przysunąć, czy odsunąć. Zaś wokół "barok podwórkowy"; wszelkie sprzęty z wiejskiego obejścia. Tylko dlaczego także te z chlewów, stajni, obór i stodół??? Czy stylizatorzy a'la rustica uważają, że spożywanie żuru pod cepem wiszącym nad głową, poprawi smak potrawy? A widok świńskiego koryta przysporzy doznań, bez których bylibyśmy ubożsi? Dobrze, że chociaż w dziedzinie sanitariatów stylizacja nie poczyniła znaczących postępów. Choć nie zdziwię się, gdy kiedyś, gdzieś, zamiast wskazówki: "do WC", zobaczę: "do kartofli"...
Jurek Ciurlok "Ecik"

HANYSY I GOROLE, ŁĄCZCIE SIĘ W UŚMIECHU

KÓNSKI Z BELE KÓND

Skąd te dziurki w serze?
Do baru wszedł klient i przy kontuarze poprosił o kanapkę z serem szwajcarskim. Po chwili barman odebrał z kuchni zamówienie i podał klientowi. Ten spojrzał i stwierdził, że bułeczka, owszem jest, posmarowana masłem jak należy, ale sera ani śladu. Zwrócił więc uwagę barmanowi:
- Ale kanapka miała być ze serem szwajcarskim...
- No i taka jest - odparła barman.
- Ale tu nie ma sera!
- Ależ jest, tylko że to jest ser szwajcarski z wyjątkowo wielkimi dziurami, a panu trafiła się sama dziura...

Za naukę przyjdzie płacić
W pewnej restauracji klient pyta kelnera: - A czy macie kawior? Bo wie pan, tyle słyszałem o tym specjale, więc trzeba by choć raz spróbować, bo jeszcze nigdy dotąd go nie jadłem.
- Co pan powie! - dziwi się kelner. - Nigdy? W takim razie, oczywiście, mamy kawior!

Adekwatność
Klient, bez patrzenia w kartę dań, zamówił do razu specjalność zakładu.
- To będzie "sznycel po zbójnicku" z dodatkami - poinformował go kelner.
- Dobrze - zgodził się klient. - A dlaczego nazywa się "po zbójnicku"?
- Wie pan - z ociąganiem zaczął kelner - może nie rozmawiajmy o tym teraz, ale przy płaceniu rachunku wszystko się wyjaśni.

Kompatybilność
W restauracji serwującej dania z dziczyzny, klient poprosił o danie z bażanta.
- Niestety, dzisiaj nie mamy bażanta - poinformował kelner.
- W takim razie - zaczął zastanawiać się klient - może poproszę kurczaka.
- Z przykrością muszę powiedzieć, że kurczaków też nie mamy. Gdyby były kurczaki, byłyby też bażanty...

Klient nasz pan
Pewien lekarz podczas podróży wszedł do przydrożnej knajpki. Było w niej całkiem pusto, a znudzony kelner drzemał w kącie. Na widok klienta podniósł się niechętnie i ociężale, jakby mu coś sprawiało ogromny dyskomfort. Lekarz przyglądał się temu uważnie i zapytał:
- Czy ma pan może hemoroidy?
- Nie jestem pewien - odparł kelner. - W karcie dziś nie ma, ale zapytam w kuchni...

Prosimy o precyzję
- Panie kelner - wrzeszczy klient - w zupie, którą mi pan podał, pływa mucha!!!
- Co za bzdury pan wygaduje - oburzył się kelner - przecież to nie możliwe! Przecież muchy nie potrafią pływać. Muchy fruwają!

BOJTLIK Z FRASZKAMI
Władysław Syrokomla
(1823-1862)
Nagrobek dla kurczęcia

Dziecię niewinnej natury,
Córka koguta i kury,
Zaledwie z pieluch wyrosła,
Żadnego jajka nie zniosła,
Wylęgła w indyczym puchu,
Złożyła zwłoki w mym brzuchu:
Zlituj się, przechodniu miły,
Ucałuj we drzwi mogiły!

Jan Izydor Sztaudynger
(1904-1970)
Detaliści

Niejedni marzą: Zrobić jakąś wielką zbrodnię,
A potem żyć solidnie i wygodnie.
Lecz, że nie trafia im się wielka zbrodnia,
Małe świństewka popełniają co dnia.

PRZYSŁOWIA I POWIEDZONKA
Przajmy se jak swoi, a płaćmy se jak cudzi - I już!
Przed złodziejym zamku ni ma - więc po co zamykać???
Przeklyństwo a błogosławiyństwo niy w jednyj chaupie miyszkajóm - oj, różnie bywa...
Przepadło klepadło - a co z młotkiem?
Przez ludzi do ludzi, przez świyntych do nieba - tylko gdzie ich szukać?
Przez niyzgoda tracóm ludzie swoboda - co widać, słychać i czuć...

Z MĄDROŚCI ŻYDOWSKICH
Do przedwojennego Funduszu Bezrobocia we Lwowie zgłosił się po zasiłek pewien Żyd, przybyły z dalekiej prowincji. Urzędnik starał się wybadać, czy przypadkiem nie był to naciągacz.
- Kim pan jest z zawodu?
- Ja poluję na dzikie zwierzęta: lwy, tygrysy, pantery...
- O, to ciekawe... A gdzie pan mieszka?
- W Dziubałówce Dolnej...
- Ale tam nie ma takich zwierząt!
- No właśnie! I dlatego ja jestem bezrobotny i muszę prosić o zasiłek...

MYŚLI WIELKICH, MĄDRYCH, NIE ZAWSZE ZNANYCH
Największy heros nie jest w stanie dorównać odwagą pierwszemu lepszemu anonimowi...

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Hutnicze pożegnanie lata na Śląsku. Jedna banka, dwa muzea, sześć hut

Ostatnia niedziela wakacji na Górnym Śląsku upłynie pod znakiem industrialnej tradycji. Muzeum Hutnictwa w Chorzowie i Muzeum Hutnictwa Cynku „Walcownia” w Katowicach, we współpracy z Tramwajami Śląskimi, zapraszają na drugą edycję wydarzenia „HUTBANA. Hutnicze pożegnanie lata” – połączone zwiedzanie dwóch muzeów, pokaz pracy historycznych maszyn i przejazd zabytkowym tramwajem z opowieściami o hutach, miastach i ludziach regionu.

OFF Festival 2026 nie zawiódł. Weterani i debiutanci porwali publiczność

19. edycja OFF Festivalu pełna była eklektycznych brzmień – od punka, rapu i elektroniki, po jazz, metal, noise czy folk. W Katowicach legendarne zespoły po raz kolejny zagrały ramię w ramię z obiecującymi debiutantami.

2 IMG 5280

Kopalnia i wielki sport? Finał 83. Tour de Pologne w cieniu szybu Daniłowicza!

Kopalnia Soli Wieliczka stała się w weekend areną wielkiego święta światowego kolarstwa. Finałowy etap Tour de Pologne przyciągnął tysiące kibiców, którzy wypełnili okolice szybu Daniłowicza, tworząc wyjątkową atmosferę jednego z najważniejszych wydarzeń sportowych w Polsce. Decydująca o losach klasyfikacji generalnej jazda indywidualna na czas dostarczyła ogromnych emocji. 

Co ma wspólnego dąbrowska Huta Bankowa z nowojorską Statuą Wolności?

Huta Bankowa to jeden z najważniejszych zakładów przemysłowych w dziejach Dąbrowy Górniczej. Jej historia rozpoczęła się w pierwszej połowie XIX wieku, a produkowane w niej wyroby przez dziesięciolecia trafiały do kolei, przemysłu ciężkiego, a nawet zakładów zbrojeniowych.