fot: Maciej Dorosiński
Piszcie: ecik.gornicza@gmail.com
fot: Maciej Dorosiński
MIĘKKA GŁOWA, TWARDA EKONOMIA
Każdy, kto kiedyś sobie przypadkiem złamał cokolwiek albo rozbił, a był ubezpieczony od następstw nieszczęśliwych wypadków, wie dwie rzeczy. Po pierwsze, że wcale nie jest tak łatwo należność z owego ubezpieczenia wyegzekwować, a po drugie, że jego naruszony organ jest prawie bezwartościowy. Na początku naszej mozolnej drogi ku czemuś, co eufemistycznie nazwano „normalność”, czyli we wczesnych latach 90. ubiegłego wieku, pojawili się najróżniejsi agenci i akwizytorzy ubezpieczeń od wszystkiego. Składki były niemałe, ale obietnica profitów jeszcze większa. Pewien mój znajomy obszernie informował mnie, jaką to fortunę wart jest jego najmniejszy palec. A co dopiero największy! Cóż, obietnice już tak mają… Zanim ci, którzy ulegli ich mirażom, zorientowali się, że całość poszła wedle odwiecznej zasady rynkowej: „bujać to my, ale nie nas”, było po ptokach. Bo to dużo się już wpłaciło, a choć do wpłacania zostało jeszcze więcej i to bez szczególnej nadziei na obiecane krociowe korzyści, to chciwość podpowiadała, że może jednak bardziej się to opłaca, niż porzucić polisę w diabły i zapomnieć. Chciwość i być może wiedza ekonomiczna rodem z amerykańskich seriali. Bo przecież u nas miało być „San Francisko”. Na klepisku czy na ściernisku – wszystko jedno! Miało być i koniec!
Wiadomo, że w USA jest cała armia prawników, żyjących wyłącznie z cudzych ubezpieczeń. Połowa tej armii utrzymuje się z wyduszania najróżniejszych odszkodowań za najróżniejsze przypadki i wypadki. Druga połowa - z przeciwdziałania takiemu wyduszaniu. Przy czym skład obu połówek jest wymienny. Słyszałem o ludziach, którzy wręcz wyspecjalizowali się w wyciskaniu krociowych odszkodowań za pośliźnięcie się na podłodze, bo o jej śliskości nie byli ostrzeżeni stosowną tabliczką; za potknięcie się na dziurze w chodniku (dziurze głębokiej na 5 centymetrów i o powierzchni znaczka pocztowego lecz niezabezpieczonej); za nabicie sobie guza o szybę w drzwiach, która imitowała powietrzny przestwór, bez jakiejkolwiek wskazówki, że jest twardą powierzchnią; itd., itp... Pomagają im w tym wspomniani, także wyspecjalizowani, prawnicy. Do ich specjalizacji należy wiedza od kogo, ile można wyciągnąć, żeby się opłacało. Bo opłaca się tylko od niektórych. No i kontrwiedza o tym, jak ustrzec się zakusów wyciskaczy.
Myślę, że w tej dziedzinie, jak w wielu innych, nasza droga ku tzw. „normalności” jest jeszcze bardzo długa i tak naprawdę to nie wiem, czy kiedykolwiek do przebycia. Na razie musimy się zadowolić tym, co ewentualnie ubezpieczyciel nam wypłaci za złamaną na śliskim chodniku rękę. Oczywiście o ile nie uzna, że sami sobie jesteśmy winni, bo po co tam leźliśmy… No i przy okazji może się okazać, że ręka - ręce, palec - palcowi, noga - nodze i w ogóle: całość - całości nie są równe, lecz odszkodowanie zależy od - nazwijmy to - sortu poszkodowanego egzemplarza ludzkiego i od widzimisię decydującego o wycenie fachowca.
Biorąc to wszystko pod uwagę, gdy w pewnym supermarkecie walnąłem łbem o łeb stylizowanego ptaka, który jest symbolem tego supermarketu, a którego metalowy łeb jest (nadal) na wysokości mojego, zgoła niemetalowego łba, i to na drodze do drzwi tego supermarketu - a walnąłem tak, że z prędkością światła zacząłem się zmieniać w jednorożca, zaś ludzie podejrzliwie zaczęli spoglądać na moją żonę - to nie tylko nie wystąpiłem o odszkodowanie, lecz jeszcze jak najszybciej opuściłem miejsce wypadku, by przypadkiem nie zostać oskarżonym o naruszenie nietykalności cielesnej owego blaszanego ptaka a konkretnie jego twardego łba. Twardego, jak nasze życie w warunkach zmierzania ku tzw. „normalności”…
Jurek Ciurlok „Ecik”
Z NAUKOWEGO PÓNKTU WIDZENIA
Jakże często wymiennie używamy określeń „nerwowo chory” i „psychicznie chory”. A przecież różnica jest kolosalna. Tylko nasza bezrefleksyjność sprawia, że, jej niedostrzegamy. Zatem spróbujmy objaśnić tę różnicę najkrócej, a jednocześnie najprecyzyjniej, jak się da. Posłużmy się w tym celu prostym zadaniem arytmetycznym: 2+2=?
Chory psychicznie powie, że 5, albo 3, a nawet 7. Ale nigdy 4. Natomiast chory nerwowo znakomicie wie, że jest to właśnie 4. Ale ta świadomość jest dla niego nie do zniesienia…
ZAGADKI
Jaka jest różnica między politykiem a złodziejem?
- Polityk może zajść wysoko, gdy jest zręczny; bandyta - gdy jest niezręczny…
Czy jest możliwe zatkanie jednej dziurki dwiema dziurkami?
- Jest możliwe w jednym przypadku: gdy się nos do tyłka włoży…
Czy jest jakieś lekarstwo na miłość od pierwszego wejrzenia?
- Bywa nim drugie spojrzenie…
Jaka żona może dać najwięcej szczęścia?
- Na ogół cudza…
BOJTLIK Z FRASZKAMI
Jan Gawiński
(1622 - 1684)
Stanu odmiana
Miał się żenić, alić zasie
Księdzem został w krótkim czasie;
Nie chciał jednej, wolał wiele
Dusz piastować przy kościele.
TZW. BAJECZKI
O Izie:
I zamknij się wreszcie…
O Magdzie:
Ma gdzie, nie ma z kim…
O lila-róż:
Lila! Rusz że się!
Z TASZY LISTÓNOSZA
Czas zatrzymany…
Rufin Wysłepoł w sobotę przed Barbórką, wybierał się na piwo z kolegami.
- Ino tak, cobyś sie niy zasiedzioł do nocy – przykazała mu małżonka – bo wiysz, że na rano idymy na mszo i trza sie wyspać!
- Dobrze, dziubeczku – potulnie zgodził się Rufin ze swoją połowicą. - Przida nojpóźnij kole dziesióntyj.
- Ale po cichu, bo jak bydzie łoziym, to jo już lygóm.
Spotkanie z kolegami było niezwykle udane. Około drugiej w nocy Rufin spostrzegł, że jest mocno spóźniony.
- Staro mie zabije! – wykrzyknął przerażony perspektywą, jaka niewątpliwie się przed nim rysowała.
- A, zaś tam! – pocieszali go koledzy jeden przez drugiego. - Przeca niy bydzie ekstra wstować i światła świycić, coby na zygor wejrzeć…
- Nó toć – wtórowali jeden przez drugiego…
- Ale my mómy zygor z kukułkóm, to policzy – martwił się Rufin.
- To wlyź po cichu i doczkej do trzecij – doradził jeden z roztropniejszych kamratów. - Jak kukułka zakuko trzi razy, to ty dokukej jeszcze siedym i wlyź tak coby cie baba słyszała…
Rufin faktycznie zrobił jak kolega doradził i spokojnie, bez awantury zasnął. Rano żona go obudziła po piątej.
- Wstowej, bo trza sie nóm zbiyrać! Ino zygor, zaro jutro, trza zaniyść do zygarnika…
- Po jakiymu? Przeca widza, że dobry je – zdziwił się Rufin.
- Ale kukułce sie coś stało. Krótko zanim żeś wloz łodkukała dziesiyńć. Yno że po trzecim kukniyńciu se hepła, potym se zapieróniła i dopiyro dalij kukała…
Inne poczucie czasu
Nastoletnia córka dość długo rozmawiała przed domem z koleżanką. Gdy wróciła, matka zaczęła ją strofować:
- No jak tak można, moja droga? Przecież to nieładnie, dwie godziny rozmawiać z koleżanką pod domem, nie zapraszając jej do środka! Czy ja tak cię uczyłam?
- Mamusiu, ja wszystko wiem. I ja ją zapraszałam! Naprawdę! I to bardzo serdecznie zapraszałam. Ale ona się bardzo spieszyła, bo miała mało czasu…
Przebój za przebojem…
- Zakopane! Zakopane! - podśpiewywał baca, chowając teściową…
MYŚLI WIELKICH, MĄDRYCH, NIE ZAWSZE ZNANYCH
Publiczne lizanie tyłka nie dodaje chwały ani liżącemu, ani lizanemu. Ale uciecha widowni jest bezcenna…
Pyrsk!!!