Nó i tak po lekutku tyn nowy roczek nóm leci... Witóm piyknie wszystkich, kierzi ciyrpliwie na Ecika czekajóm. A co do nowego roku, jak wto myśloł, że bydzie lepiyj i móndrzij, to sie cheba srogo uomylił. Jest ino coroz śmiysznij, aże sie boja uo swój fach, bo jak tak zaglóndóm na tych roztómajtych celebrytów, to przinojmnij co drugi robi za Ecika, ino że uo tym niy wiy! I przichodzi im to cołkiym leko, choćby sie z tym urodzili, abo przinojmnij niymało lot do tego dochodzili.
Człowiek, kiery sie pokazuje we telewizorze, godo we radyjoku czy tyż do gazety, musiołby coś umieć wiyncyj, iść czasym do tyjatru, uopery, filcharmónii, przeczytać jako ksiónżka inkszo niż poradnik kulinarny czy seksualny, umieć sie dogodać we jakij cudzyj godce. A przeważnie tacy niy bardzo polsko godka znajóm, zaś z cudzych to przeważnie angielski na podstawowym poziómie, znaczy sie, poradzóm pedzieć: „super, extra i łał!”. Bardzij zaawansowani (przeważnie dziynnikorze) godajóm jeszcze: „ńjus”, czyli „news” (zamiast: „nowa informacja”), „mesydż”, czyli „message” (zamiast: „wiadomość”), i „pijar”, czyli „p.r.”, tzn. „public relations” (zamiast zwyczajnie: „reklamiarstwo”).
Kiedyś, będzie temu lat dobrze ponad 30, w pewnym kabarecie śpiewano: „Ludzie to kupią, ludzie to lubią, byle na chama, byle głośno, byle głupio”. Autor zżymał się nad miałkością pewnych obyczajów i rozrywki tamtego czasu. Nie był wizjonerem. Nie przewidział, że niegdysiejszy chłam w dzisiejszej masie masowej rozrywki – w tej masie też mieści się polityka – będzie błyszczał, jak brylant. No, może cyrkonia w masie nawozowej naturalnej. Nie przewidział też, że pewien europoseł opozycyjny twórczo rozwinie kabaretową myśl lakonicznym stwierdzeniem: „Ciemny naród to kupi”. Na podstawie tej obserwacji można skonstatować, że historia jednak ma ciągłość i leci se podług reguł dialektycznych...
Jurek Ciurlok „Ecik"
Z taszy listonosza
Głuchy telefon
Pułkownik do majora:
– Jutro o 9.00 nastąpi zaćmienie Słońca, co nie zdarza się każdego dnia. Niech wszyscy żołnierze wyjdą na plac ćwiczeń, będę im udzielał wyjaśnień. W razie deszczu, ponieważ i tak nic nie będzie widać, proszę zebrać ludzi w sali gimnastycznej.
Major do kapitana:
– Na rozkaz pułkownika jutro o godzinie 9.00 rano odbędzie się uroczyste zaćmienie Słońca. Jeśli zajdzie konieczność deszczu, pan pułkownik wyda w sali gimnastycznej oddzielny rozkaz, co nie zdarza się każdego dnia.
Kapitan do porucznika:
– Na rozkaz pułkownika jutro o 9.00 nastąpi zaćmienie Słońca. W razie deszczu zaćmienie odbędzie się w sali gimnastycznej, co nie zdarza się każdego dnia.
Porucznik do sierżanta:
– Jutro o 9.00 pułkownik zaćmi Słonce na sali gimnastycznej, co nie zdarza się każdego dnia.
Sierżant do kaprala:
– Jutro o 9.00 nastąpi zaćmienie pułkownika z powodu Słońca. Jeżeli na sali gimnastycznej będzie padał deszcz, co nie zdarza się każdego dnia, zebrać wszystkich na plac ćwiczeń.
Dwaj szeregowi pomiędzy sobą:
– Zdaje się, że jutro będzie padał deszcz. Słonce zaćmi pułkownika na sali gimnastycznej. Nie wiadomo, dlaczego nie zdarza się to każdego dnia...
Oby skuteczny
Przychodzi kobieta do apteki:
– Macie jakiś skuteczny środek na odchudzanie?
– Tak. Plastry...
– A gdzie się je przykleja?
– Na usta...
Nie do wiary?
Rzecz dzieje się na Florydzie. Pewien turysta wybrał się na wędkowanie. Gdy wypłynął łodzią na ocean, z wody wynurzył się rekin i zapytał:
– Na rybki? Co? Na rybki?
– Nie!!! Na grzybki!!! Jak Boga kocham, że na grzybki!!!
MIĘDZY NAMI, BLONDYNKAMI...
A blondyni są jeszcze głupsi...
Późnym popołudniem w firmie nad niszczarką do dokumentów stoi szef (blondyn) i widać, że nad czymś głęboko się zastanawia. Widząc to, przechodząca obok pracownica (blondynka) pyta:
– Może w czymś pomóc, panie dyrektorze?
– Owszem. Mam tu bardzo ważne dokumenty, ale nie wiem, jak ta maszyna działa.
– To bardzo proste – mówi blondynka, włącza niszczarkę i przepuszcza przez nią dokumenty.
– Dziękuję! – cieszy się szef. – i proszę zrobić od razu dwie kopie...
BONUS dla internautów
Przykre nieporozumienie
Pewien przeżywający „drugą młodość” mężczyzna późną porą przyjechał do motelu z młodą panienką. Jednak idąc do pokoju zauważył, że nieopodal stoi samochód jego przyjaciela... Żonatego przyjaciela!
- A może by mu tak zrobić kawał? - pomyślał. I nie zastanawiając się wiele, zabrał z samochodu kolegi jeden kołpak. Następnego dnia poszedł „zdobycz” oddać. Gdy kumpel otwarł drzwi, nie czekając na nic, zawołał:
- Zobacz stary, co znalazłem...
- O mój kołpak! Skąd go masz?
- Nie wal głupa! Przecież wiesz skąd. Zwędziłem ci go wczoraj o północy przy motelu!
Kolega zamilkł w wyraźnej konfuzji. Następnie wziął kołpak w ręce, odwrócił się w stronę wnętrza domu i zawołał:
- Spójrz kochana żono, znalazł się kołpak, który dziś zgubiłaś przy supermarkecie...
Trudna diagnoza
Dziadek stwierdził, że jego żona słabo słyszy i postanowił pójść skonsultować się z lekarzem.
- Aby móc coś poradzić - rzekł lekarz - muszę wiedzieć jak bardzo jest to zaawansowane. Niech pan to zbada w sposób następujący; najpierw proszę zadać jakieś pytanie z odległości 10 metrów, jak nie usłyszy to z 8 itd. Następnym razem mi pan powie przy jakiej odległości pana usłyszała.
Tak więc wieczorem babcia robi w kuchni kolację, a dziadek w pokoju czyta gazetę i rozważa: „Jestem akurat 10 metrów od niej, zobaczymy czy mnie usłyszy”.
- Kochanie! - woła po chwili. - Co jest dziś na kolację?
Ale odpowiedź nie padła. Zmniejszył więc dystans do 8 metrów i powtórzył pytanie. Wciąż żadnej odpowiedzi. Następnie przybliżał się stopniowo i ciągle nie było odpowiedzi. Aż stanął tuż obok żony i raz jeszcze zapytał:
- Kochanie, co dziś na kolację?
- Oszaleję z tobą! Już szósty raz ci mówię, że kurczak!
No i to by było na tyle, jak mawiał klasyk. Bo więcej się nie zmieściło, jak mawiał inny klasyk. Bo w gazecie ciasno, jak mawia mój naczelny! To jeszcze tylko coś z
MYŚLI WIELKICH, MĄDRYCH, NIE ZAWSZE ZNANYCH...
Wolność zaczyna się dopiero wtedy, gdy zdechnie pies a dzieci wyjadą na studia...