Uważajcie Szanowni Państwo na znawców wszystkiego i tak zwanych „dobrze poinformowanych”! Jest ich coraz więcej i coraz szersze obszary naszej doczesnej egzystencji zagarniają. Oni doradzą, jak dobrze zainwestować albo pożyczyć pieniądze, dlaczego trzeba kupić górę różnych przedmiotów, które do niczego nie są Wam potrzebne, a ich jedyną funkcją często jest... istnienie. Znawca taki jest jak ten „dobry sąsiad”, który zna najlepsze numery totka, ale sam nie gra, który wie, jak najlepiej uprawiać działkę, choć wszelką zieleniznę zna tylko z talerza, który przybliży Wam najlepsze miejsca urlopowe na świecie, choć sam jeździ wyłączne do krewnych nad Narwią.
Znawca, dla dodania prestiżu, nosi często oficjalny tytuł „managera ds.” lub „specjalisty marketingu”. On zorganizuje Wam niezobowiązująco pokaz, po czym zdziwi się, że jednak nie potrzebujecie jego asortymentu i będzie mu przykro. Ale częściej to Wam będzie przykro, że jemu może być przykro, choć tak naprawdę on tylko udaje, a wy poczujecie się zobowiązani, żeby skorzystać z czegokolwiek, a potem będziecie się wściekać, płacąc raty za kolejne garnki, koce lub używając pseudomedykamentów z najlepszych na świecie ziół „na wszystko”. Najlepszych i najdroższych – ma się rozumieć.
Innego rodzaju znawcy to Ci z łamów prasy, radiowych głośników i ekranów telewizyjnych. Eksperci z mandatami wybrańców narodu znają się na wszy-stkim. Absolutnie wszystkim! I nie wahają się ani przez moment, by tą wiedzą publicznie się dzielić, a nas, maluczkich, nią oświecać i uszczęśliwiać! Co tam meandry światowej polityki, choć z języków obcych biegle włada się tyko „kuchenną łaciną”, co tam zawiłości ekonomii, choć nie wiadomo, co kredyt, co debet, a co sedes... Oni z równą łatwością, lekkością i znawstwem odniosą się do „teorii gier” i gry w palanta, nanotechnologii i technologii szelowania mięsa od kości, kroków do walca angielskiego i budowy walca drogowego, materializmu dialektycznego i materiału dekatyzowanego, idealizmu religijnego i idiotyzmu realnego... A że mylą im się Tales z Miletu z sedesem z bakelitu, no to co? Przecież obaj byli wielkimi generałami, nieprawdaż?
I tu dochodzę do puenty. Wszak my na Śląsku wszystko to znamy od dawna pod nazwą „syndrom hajera”. Dotknięta tym syndromem jednostka objawia znawstwo we wszelkich dziedzinach: od chowu królików i gołębi, poprzez sztukę współczesną, po fizykę kwantową. Jest nieznośna dla otoczenia, uciążliwa dla rodziny i znajomych, choć w gruncie rzeczy nieszkodliwa, pod warunkiem wszakże, że nie bierze się jej poważnie i nie próbuje zastosować w praktyce większości spośród wygłaszanych przez nią rad i opinii. Nazwa zjawiska, które być może zostanie zarejestrowane jako jednostka chorobowa, wywodzi się od środowiska najczęstszego występowania, choć dawno już wyszło ono poza pierwotne ramy i przybiera rozmiary o znamionach epidemii. Bronić się przed nim można jedynie zwiększając własną odporność psychiczną. Uwaga!!! Zaraźliwe!!!
Jurek Ciurlok „Ecik”
Z TASZY LISTONOSZA
Na początek dowcip od stałego czytelnika z Katowic. Przyznam się Państwu, że jestem miłośnikiem m.in. „czarnego humoru” i wiele w tej dziedzinie widziałem i słyszałem, ale dowcip, który prezentuję poniżej, po prostu „wbił mnie w fotel”! Dajmy mu tytuł
Dowcip
Młody adept medycyny rozpoczął staż w pogotowiu ratunkowym. Jego pierwszy dyżur. Niepokój, trema... Nagle telefon. Odebrał... Wezwanie do wypadku. Po chwili w karetce mkną: on, pielęgniarka i kierowca-sanitariusz. Stażysta „cały w nerwach”. Stres, wilgotne dłonie, drżące kolana... W pewnej chwili kierowca kurczowo łapie się dłońmi za gardło, zaczyna charczeć i wybałuszać oczy. Pielęgniarka bez namysłu z całej siły wali go w głowę walizeczką z instrumentami i lekarstwami, po czym wszystko się uspokaja. Student ze zdziwienia i jeszcze większego zdenerwowania nie może wypowiedzieć słowa... Po chwili kierowca znów kurczowo łapie się za gardło, wydaje z siebie ochrypły głos, ma pianę na ustach, oczy wychodzą mu z orbit... Znów w ruch idzie walizka i znów kierowca zachowuje się normalnie... Stażysta nie wytrzymał tym razem i głęboko zaniepokojony zapytał:
– Co się panu stało?! Może jakoś mogę pomóc???
– Eeee... niee... Ja tylko tak się z siostrą drażnię, bo wczoraj jej mąż się powiesił...
To do kompletu przypomnijmy jeszcze trzy stare dowcipy o podobnej konotacji środowiskowej.
Tempo, tempo!
– Dokąd jedziemy? – zapytał wieziony karetką pacjent w ciężkim stanie, który niespodziewanie się ocknął.
– Do kostnicy – odpowiedział sanitariusz.
– Ale ja jeszcze nie umarłem!
– Ale myśmy jeszcze nie dojechali...
W czasie afery tzw. handlu „skórami” pojawił się zaś taki dowcip:
Szantażysta
– Babciu, daj 5 złotych – żąda wnuczek.
– Nie mam, wnusiu...
– Daj, bardzo potrzebuję!
– Nie dam, bo jeszcze renta nie przyszła.
– Nie dasz?! No to poczekaj: zaraz dzwonię po pogotowie!!!
I chyba najstarszy z tej serii:
Bez dyskusji!
Niezwykle wychudzony pacjent, niedający intensywniejszych oznak życia, niesiony jest przez atletycznie zbudowanego sanitariusza szpitalnym korytarzem. Nagle, jakby czując niezwykłą sytuację, ocknął się, otwarł lekko jedną powiekę i zapytał ledwie słyszalnym szeptem:
– Kaj mie niesiesz?
– Do prosektorium – zdecydowanym głosem odparł sanitariusz.
– Ale dyć jo jeszcze żyja...
– Cicho być! Pan ordynator wiedzom lepiyj!
PRZYSŁOWIA I POWIEDZONKA
Gorszy Cygón bioły niż corny – czyli typowy wilk w owczej skórze.
Gorzij było, a chwolili – czyżby malkontentów przybywało?
Gospodorz bez kapusty miywo brzuch pusty – może to jest jakieś wyjaśnienie utyskiwań niektórych rolników?
– Grzegórz! – Czegóż? – Pódź robić! – Dyć niy moga chodzić! – Pódź jeść! – O! To trza leźć... – Piękne, bardzo stare powiedzonko, które jest aż nadto jasne, by je tłumaczyć.
MIĘDZY NAMI, BLONDYNKAMI...
– Dlaczego są blondynki chude i grube?
– Dlatego, że jedne jedzą makaron wzdłuż, inne w poprzek.
LIMERYK
(Nieco absurdalny)
Młody Anglik nad Tamizą
Baraszkował z panną Lizą
I tak mówił do niej: – Betty!
Ideałem Tyś kobietty,
Ale mnie komary gryzą!
MYŚLI WIELKICH, MĄDRYCH, NIE ZAWSZE ZNANYCH...
Gdy jesteście szalenie zakochani w szalonej dziewczynie, pamiętajcie, że w pewnym momencie może stać się ona szaloną żoną, potem szaloną gospodynią, a na końcu starą wariatką!
Pyrsk!!!