Nieraz przychodziło mi w tej rubryczce kpić z tego, że miało być lepiej, a wyszło jak zawsze. W dodatku niemiłościwie nam panujący w swym nieogarnionym braku mądrości oraz równie nieogarnionej żadnym ludzkim zmysłem pysze i bezczelności próbują w żywe oczy łgać, że jednak jest lepiej. Ostatnio padło na pociągi. Choć kolej i państwowa administracja czynią, co mogą, by ludzi do podróży po żelaznych drogach zniechęcić, to jednak naród pociąg do pociągów ma i koniec. A może po prostu nie ma wyjścia?
Sceny, jakie podczas tegorocznych wakacji w pociągach dalekobieżnych się rozgrywały, można zobaczyć na starych kronikach filmowych albo przypomnieć sobie z własnych doświadczeń. Zaraz po wojnie ludzie albo wracali z tułaczek, albo jechali kolonizować ziemie zdobyte na wrogu, albo opuszczali ziemie, o które „poprosił” sojusznik... Nawet dachy wagonów były zatłoczone, bo pociągów było mało, a narodu sporo.
Potem, jak się trochę poprawiło, wyzwaniem był wyjazd na wczasy FWP: ten, kto miał „chody”, wsiadał na bocznicy. Pozostali, jak się dało: przez okno albo z drugiej strony torów; a komu się nie udało, tłoczył się na korytarzu, w toalecie, w przejściu między wagonami... W latach późniejszych w identycznych warunkach jeździło się ze Śląska do rodzin w całym kraju i z powrotem. Pociągi były najczęściej brudnawe, zimą nieogrzane i jechały długo. Bardzo długo. Spóźniały się też niemiłosiernie. Potem nagle, gdzieś tak na przełomie wieków, zrobiło się wyraźnie lepiej: przybyło połączeń, ubyło spóźnień, jeździło się szybciej i czyściej. Widać jednak komuś to bardzo przeszkadzało, bo dokonano jakichś fantastycznych reform i udoskonaleń, po których wszystko wróciło do normy, czyli tego, co znamy z lat 40., 50., 60. itd.
Jest tylko jedna różnica: wtedy kolej miała znacznie więcej roboty, bo aut było tyle, co kot napłakał i prawie cały transport osobowy i towarowy odbywał się koleją. Gdyby dziś pociągi miały przewieźć to, co wtedy... No, nie dobijajmy rannego. Tymczasem jak nie urok, to... wiadomo co. Zastrajkowali w przewozach regionalnych. Kiedyś pociąg, choć się spóźniał, był najpewniejszym sposobem dostania się do pracy, szkoły, na zakupy, na randkę. Dziś lepiej się przesiąść na rower...
Gdy tak przyglądam się temu wszystkiemu, przypomina mi się skacowany robotnik budowlany, który jako ostatni członek dopiero co wyrzuconej ekipy budowlanych partaczy miał trochę posprzątać. Pewien mój znajomy, którego właśnie spotkał ten dopust, mimo doznanej ze strony owego fachowca i jego kolegów erupcji wszelkiej fuszerki, zlitował się i poratował nieszczęśnika piwem. Ten w zamian, w przypływie czułości rzekł: „Panie, pan dobry człowiek jesteś, to ja panu coś powiem. To wszystko trzeba zburzyć! A ja to potem panu wybuduję od nowa...”. Więc ja co rusz widzę takiego faceta, który przy różnych okazjach mi mówi: „Panie, to wszystko trzeba zburzyć, a ja to panu potem wybuduję od nowa”. I, co gorsza, buduje...
Jurek Ciurlok „Ecik”
Z TASZY LISTONOSZA
Oblicza radości
Wnuczek wita babcię, która przyjechała w odwiedziny: – Dzień dobry babciu! Ale tata się ucieszy!!!
– A to dlaczego, kochanie?
– Bo przed chwilą powiedział, że tylko ciebie nam tu do szczęścia brakuje!
Natręt
Mocno podpity Ecik wraca o trzeciej nad ranem do domu. W małżeńskiej sypialni zegar właśnie zaczyna wybijać godzinę: bim-bam, bim-bam, bim-bam.
– Ja, ja – mówi Ecik – dyć wiym, że już je jedna... Niy musisz mi tego trzi razy godać...
Logika
Fredzio siedzi na ławce w parku, a obok niego kobieta w ciąży. Fredzio po chwili zagaduje: – Pseprasam, a co pani w tym bzuchu ma, ze ma pani go takiego duzego?
– Dzidziusia – odpowiada kobieta.
– A kocha go pani – dopytuje Fredzio.
– Oczywiście, przecież jestem jego mamą – odpowiada kobieta.
– Tak, to dlacego go pani zjadła???
MIĘDZY NAMI, BLONDYNKAMI
Wkrótce po starcie samolotu mały synek pewnej blondynki rozpiął pasy i zaczął biegać pomiędzy pasażerami. Jeden z nich zwrócił się do blondynki: – Proszę pani, proszę zwrócić uwagę synowi, żeby tak nie hałasował.
Na to blondynka: – Synku, idź pobiegać na zewnątrz.
Limeryk
Jedna pani w Węgorzewie
Chciała kochać się na drzewie,
Ale drwal, co drzewo rąbał,
Bardzo się, choć chłop jak dąb, bał,
Więc czy rąbał ją – nikt nie wie.
I znów muszę wyrazić podziw dla misternej konstrukcji minidziełka autorstwa pewnego „chutliwego starca”.
MYŚLI WIELKICH, MĄDRYCH, NIE ZAWSZE ZNANYCH
Prawdziwie wielka susza jest wtedy, gdy to drzewa biegają za psami...
Pyrsk!!!