Hajer jedzie do Dalajlamy – to trzeba przeczytać!

Bieniek meczyslaw 24 04 2010 JECH

fot: Jerzy Chromik

Miłośnicy przygód mogli poznać pierwszą książkę Mieczysława Bieńka i jej autora 22 kwietnia na spotkaniu w katowickim Kinoteatrze „Rialto”

fot: Jerzy Chromik

Mieczysława Bieńka Czytelnicy „Trybuny Górniczej” znają od dawna. Ilekroć bowiem ten emerytowany górnik kopalni „Wieczorek” wracał ze swoich licznych podróży po świecie, następnego dnia wpadał do naszej redakcji z bagażem niesamowitych opowieści i przebogatą kolekcją zdjęć.

Po każdej z takich wypraw zabierał nas w podróż po dzikim świecie łowców głów, afgańskich talibów, czy też potomków wojowników Aleksandra Wielkiego. Bo Bieniek to facet, dzięki któremu zwykłe, szare życie przemienia się w ciąg niekończących się przygód.

Z książką za pazuchą

Kolejna wizyta Mietka sprzed kilku dni była inna od poprzednich, ponieważ tym razem wyjął z zanadrza pierwszy z trzech próbnych egzemplarzy swojej dopiero co wydrukowanej książki „Hajer jedzie do Dalajlamy”. Prezent opatrzył dedykacją: „Dla Trybuny Górniczej, która zawsze chętnie mnie gości”.

Każdy, kto kocha się w przygodach i jest ciekaw egzotycznego świata, mógł poznać tę pierwszą książkę Mietka Bieńka i jej autora 22 kwietnia, o godz. 18.00, na spotkaniu w katowickim Kinoteatrze „Rialto”.

Promocyjny wieczór z górnikiem-podróżnikiem zorganizowało warszawskie Wydawnictwo Annapurna, które wydrukowało jego książkę.

Podczas swoich wypraw Mietek stara się przede wszystkim dotrzeć do ludzi, poznać ich prawdziwy świat i myśli. Przy tym gardzi wygodą, omija kilkugwiazdkowe hotele i klimatyzowane autobusy, odrzuca ucukrowany powab i blichtr turystycznych folderów. W podróży hajera do Dalajlamy poznajemy kontynent azjatycki nie taki z przewodników, ale widziany oczyma kogoś, kto zatapia się w codziennym życiu tubylców i choć na moment staje się jednym z nich.

Szalony podróżnik

Na ten koloryt podróżnika zwraca też uwagę we wstępie do książki jej wydawca Roman Gołędowski. „Można ruszyć w świat – pisze – kupując po prostu bilet i bez żadnych zbędnych przygotowań stawać oko w oko z tym, co nam los przyniesie. Akurat ten wariant wybrał nasz bohater – Miecio Bieniek. Z pewnością bardziej szalony, ryzykowny, ale zarazem o ileż bardziej pasjonujący. Zwłaszcza, że Autor wcale nie zamierzał kroczyć utartą ścieżką, wyznaczoną poprzez kolejne wspaniałe zabytki i inne atrakcje turystyczne, a wybrał własny sposób zanurzania w ten nieznany dla siebie świat. Na tym szlaku czekały go coraz to bardziej niespodziewane przygody, wynikające właśnie z tego na wpół szalonego podejścia do wojaży”.

Jak na literacki debiut, Mietek zaskoczył też niebywale interesującym, żywiołowym sposobem narracji. Zrezygnował więc z dokładnych opisów przemierzanych krajów. Relacja z tytułowej podróży jest barwnym witrażem, poukładanym z krótkich, lekko i ze swadą opowiedzianych epizodów.

Witraż ułożony z przygód

Każdy kolejny, to świeża przygoda, która przydarzyła mu się w podróży. Bieniek sam przyznaje, że słuchacze jego niesamowitych historii często powątpiewają w ich autentyczność i otwarcie dopytują, czy aby nie koloryzuje. Ba, wśród tych niedowiarków była także jego żona, Iwona. Cóż, postanowił zabrać ją do indyjskiego Ladakhu. Przestała wątpić. Dlaczego? Przeczytajcie. Zwłaszcza zwieńczenie tytułowej podróży, odbytej – jak to u Mietka – na wariata, bez znajomości protokołu.

Oto krótki fragment z relacji, jak doszło do spotkania:

– Wasza Wysokość, przybyłem z Polski, przyjechałem się modlić... – plotę jak potrzaskany, z przejęcia nie za bardzo wiedząc, co powiedzieć.

Dorwała mnie ochrona. Ale Dalajlama tylko się uśmiechnął i mówi do mnie:
– Ale po co? Jesteś buddystą?

– Nie, katolikiem.

– To dlaczego do mnie przyjechałeś?

– Bo jesteś dobrym człowiekiem.

– To przyjdź jutro o dziewiątej.

Mietek przekonuje wreszcie niedowiarków – to jeszcze jeden fascynujący walor jego książki – wspaniałymi zdjęciami, wykonanymi podczas egzotycznych, na wpół zwariowanych eskapad. My wiemy, że ma ich niezliczoną ilość. Ale już obiecuje, że pierwsza książka nie będzie ostatnią.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

80 lat SITG w Rybniku: Wspólnota, tradycja i przyszłość

Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Górnictwa Oddział w Rybniku świętuje jubileusz 80-lecia działalności. Z tej okazji w dniach 4–6 września 2026 roku zorganizowano uroczyste obchody, połączone z nadaniem odznaczeń oraz wydarzeniami kulturalnymi i integracyjnymi.

Amfetamina w kiełbasie, wódka w pomarańczy. Kiedy wyszło na jaw, że w kopalniach zdarzają się przypadki pracy na haju?

Wiecie, kiedy po raz pierwszy wyszło na jaw, że w kopalniach zdarzają się przypadki pracy na tzw. haju? Pewnie nie, ale ja Wam podpowiem. To był 2011 rok. Wówczas w ręce policjantów wpadło pięciu mężczyzn, którzy na terenie katowickiej kopalni Wieczorek handlowali marihuaną. Skoro handlowali, no to pewnie byli tacy, którzy ją kupowali, a następnie używali przed pracą albo w czasie szychty. No i pojawił się nowy problem. 

O co chodziło w tym proteście? Ufam, że nie o czyjeś partykularne interesy

Wakacje się skończyły, a na zakończenie byłem pod czeską Pragą na Dniu Czołgowym i w świetnym Muzeum Lotnictwa. Kiedy czytacie te słowa, jestem na Słowacji na Dniach Salamandry w Bańskiej Szczawnicy, czyli miejscowym święcie górników, geologów, nafciarzy, geodetów i paru jeszcze pokrewnych branż. Zresztą w mediach pojawiły się już poważniejsze tematy.

„Łącznik – pieśń o Gerardzie Cieśliku”. Na Stadionie Śląskim powstanie wielkie widowisko o legendarnym meczu z 1957 roku

Plenerowy spektakl teatralny „Łącznik – pieśń o Gerardzie Cieśliku” odbędzie się 20 września 2026 r. o godz. 20.00 na Superauto.pl Stadionie Śląskim w Chorzowie. To wydarzenie łączy sport, teatr, muzykę, film i nowoczesne efekty multimedialne, tworząc poruszającą opowieść o pasji, odwadze i sile sportowych marzeń – osnutą wokół legendarnego meczu Polska–ZSRR z października 1957 roku.