fot: ARC
Czyje karty będą silniejsze - zwolenników renegocjacji pakietu, czy też przeciwnych dokonywaniu zmian??
fot: ARC
Właśnie w tych dniach świat przeciera oczy ze zdumienia. Najpierw z powodu bezprzykładnego zacietrzewienia amerykańskich polityków, ryzykujących bankructwo swojego państwa, potem z powodu wstrząsów na giełdach spowodowanych tą partyjną szarpaniną i lawinowymi reakcjami na rynkach finansowych, chociaż w samej gospodarce światowej nic strasznego się nie dzieje.
Kolejnym powodem do wielkiego zdziwienia świata jest wybuch zamieszek w Londynie i innych angielskich miastach, a zwykły śmiertelnik patrzy na to wszystko i zastanawia się, po co nam politycy, skoro nie potrafią rozwiązywać problemów swoich krajów i świata?
Czy Polsce grozi podobny scenariusz?
Niestety, jeśli nasi politycy nie potraktują poważnie swoich obowiązków reprezentowania na forum UE interesów naszego kraju, w Polsce też będziemy zagrożeni widokiem scen podobnych do tych z Grecji i Londynu. I to z bardzo zasadniczego, wręcz fundamentalnego powodu, jakim będzie wyrwa w naszych budżetach, spowodowana gwałtownym wzrostem cen energii elektrycznej i cieplnej oraz kosztów wszystkiego, co powstaje z użyciem energii. O dalszych kaskadowych skutkach realizacji pakietu energetyczno-klimatycznego piszemy w Trybunie Górniczej i portalu nettg. pl od kilku miesięcy, więc nie będę się powtarzała. Przypomnę jedynie o najbardziej poważnym efekcie, jakim będzie utrata ok. 250 tys. miejsc pracy w Polsce i ok. 1 mln w całej Europie w wyniku przeniesienia energochłonnych przemysłów do krajów, którym UE nie demoluje gospodarki pod pozorem dbania o globalny klimat.
Dziś nie mamy już żadnych złudzeń, o co naprawdę chodzi w tym projekcie, wymyślonym przez lobbystów energetyki jądrowej i producentów tzw czystych technologii, gdzie UE traci rynki światowe, wyparta przez producentów chińskich i wskutek katastrofy w elektrowni jądrowej w Fukushimie. Można więc zrozumieć determinację tych korporacji, które mogą co najwyżej próbować wymusić sprzedaż swoich technologii w ramach politycznych decyzji UE. A skoro nie mamy złudzeń, to dlaczego nasi politycy nie mówią otwartym tekstem tego, co wiadomo o zakłamaniu pakietowych regulacji, i dalej grają w tej ustawionej rozgrywce pokerowej?
Przykład pierwszy - minister środowiska Andrzej Kraszewski.
W lipcu, na sopockim spotkaniu ministrów środowiska krajów UE minister przewodnicząc obradom tego gremium, stwierdził, że jednym z efektów zmian klimatycznych są powodzie.
„Jest to jeden z efektów zmian klimatycznych. Musimy dokładnie zrozumieć te zmiany i jako politycy musimy zastanowić się, co powinniśmy zrobić, jakie miary powinniśmy przyjąć, aby zminimalizować skutki zmian klimatu” - powiedział wykształcony przecież człowiek, który na pewno powinien wiedzieć, że klimatem naszego globu rządzi aktywność słońca, wybuchy wulkanów, morza i oceany oraz takie czynniki jonizujące ziemską atmosferę jak radioaktywne gazy emitowane w czasie prób jądrowych czy katastrof podobnych do tej w elektrowni w Fukushimie.
Nad globalnym klimatem będzie się debatować podczas kolejnej Konferencji Klimatycznej ONZ, która ma się odbyć pod koniec roku w Durbanie (RPA). Nasz minister zapowiada, że:
- Musimy jako Unia Europejska znaleźć wspólny mianownik i pewien nasz wspólny pogląd na to, jak chcemy Unię reprezentować na tej konferencji. Ta wspólna polityka nie jest łatwa. Tutaj trzeba pogodzić racje i temperamenty 27 państw - podkreślił.
A ja myślałam, że nasz minister wie dokładnie, że gra toczy się o to, aby racje i interesy krajów biednej dwunastki UE zostały całkowicie podporządkowane interesom piętnastu krajów starej UE, skoro na Europejskim Kongresie Gospodarczym powiedział wyjątkowo szczerze, że „w Brukseli rządzą korporacje… ”.
Przykład drugi – premier Donald Tusk.
- Jeśli chodzi o banchmarki dotyczące CO2, to rzeczywiście w Polsce mamy wrażenie, że nie do końca uwzględniono specyfikę polskich możliwości, polskich uwarunkowań i dlatego dzisiaj podejmujemy tę procedurę, ale to oczywiście nic osobistego - powiedział Donald Tusk po złożeniu pozwu do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Strassburgu.
Mitygował się ten sposób wobec José Manuela Barroso, przewodniczącego Komisji Europejskiej, która jest odpowiedzialna za ostateczne regulacje pakietu klimatycznego w kwestii limitów emisji CO2. Prawdziwy Wersal, chociaż na tle brutalnej gry interesów, o których na salonach politycznych nie wypada mówić…
Przykład trzeci – przewodniczący Parlamentu Europejskiego, prof. Jerzy Buzek.
Najbardziej zadziwia rozchwianie poglądów naszego śląskiego polityka, byłego premiera RP, obecnie przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, ale przede wszystkim człowieka nauki, prof. Jerzego Buzka, który na III Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach stwierdził, że realizacja pakietu może spowodować zahamowanie rozwoju gospodarczego Europy o 1 do 4 proc.
Jednak na lipcowym posiedzeniu sejmowej podkomisji ds. energetyki, poświęconym przyszłości energii z paliw kopalnych w kontekście unijnej polityki ograniczenia emisji, wygłosił kilka szokujących tez, m.in.:
„Polski projekt CCS - ograniczenia emisji CO2 przez jego wychwyt i składowanie - to mocny argument polityczny w dyskusji nad pakietem klimatycznym. (…) Instalacja w Bełchatowie to ogromna siła polityczna, o ile będziemy ją budować, bo to dowód, że coś robimy w kierunku ograniczenia emisji, to pokazuje, że mamy prawo do uwag do pakietu - mimo że nie wiadomo, czy ta technologia stanie się opłacalna” - powiedział na spotkaniu z posłami, naukowcami i szefami firm energetycznych oraz chemicznych.
Nie dodał już, że koszt tego „pokazania” i uzyskania „prawa do uwag” wyniesie w przybliżeniu 2,3 mld zł na zbudowanie instalacji CCS oraz 65-70 euro za każdą tonę ujętego CO2… Koszt zbędny, nieskuteczny i uderzający w kraj, w którym płacimy i tak najwyższe w Europie rachunki za energię elektryczną (w stosunku do siły nabywczej naszych dochodów).
No i dodał to fatalne zdanie, że „czas na dyskusję o złagodzeniu pakietu był w 2008 r., kiedy był przyjmowany, a teraz jest faktem i musimy na niego odpowiedzieć politycznie…”.
Czyli jak? Dając się wpędzić w absurdalne koszty w imię pokerowych rozgrywek grup interesów, ukrywających swoje prawdziwe cele pod pięknymi, ekologicznymi i modernizacyjnymi hasłami? Nasi nieskuteczni politycy wpędzili nas w kłopoty, a nasz były premier i człowiek nauki namawia nas z pełną świadomością do obciążenia polskiego podatnika kosztami wymyślonymi przez handlarzy emisjami CO2 i producentów niesprawdzonej technologii CCS?
Podsumowanie
Znalazłam je w wykładzie dr. Georgea Stosura (wygłoszonym w krakowskiej AGH w roku 2007):
„Technologia to za mało, by rozwiązać problemy cywilizacyjne. (…). W kwestii zasobów energetycznych ważne jest nie to, co pod ziemią, ale to, co nad ziemią - polityka, ekonomia, sprawiedliwość. To te czynniki decydować będą o naszej przyszłości, w którą póki co nie powinniśmy spoglądać zbyt optymistycznym wzrokiem”.
Mamy rok 2011. I co widzimy na ekranach naszych telewizorów każdego dnia? Jaką skuteczność polityków oglądamy?
Czytaj więcej: