Gotowi do wspólnej akcji

fot: Kajetan Berezowski

Większości wykonywanych zadań podczas wspólnych ćwiczeń polskich i niemieckich ratowników towarzyszyło silne zadymienie

fot: Kajetan Berezowski

Muszą być gotowi do wspólnej akcji, dlatego spotykają się na ćwiczeniach. Tym razem polscy ratownicy górniczy i ich koledzy z Niemiec trenowali w Okręgowej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu.

- Celem naszej wizyty w Polsce jest wymiana doświadczeń i przygotowanie do wspólnego działania w przypadku, gdyby zaszła taka konieczność. Musimy być zgrani i mam przekonanie, że jesteśmy. Posługujemy się podobnym sprzętem pomiarowym, podobne są również środki ochrony osobistej - komentował Adam Mrozek von Gliszczynski, jeden z niemieckich ratowników.

Poszli chodnikami
Uczestnicy akcji zostali podzieleni na dwa zastępy. Ich zadaniem było przejście wszystkimi chodnikami w komorze ćwiczebnej aż do pochylni II, gdzie zgodnie z planem pozorowanej akcji powstał pożar.

- Zadaniem ratowników było doprowadzenie do tego miejsca linii łączności, dzięki której można było uzyskać informację o zagrożeniach występujących w wyrobisku. Powstał również obwał i trzeba było zabezpieczyć wyrobisko przed opadem skał. Z tymi zadaniami ratownicy poradzili sobie bardzo dobrze - ocenił Arkadiusz Grządziel, kierujący szkoleniem.

Goście z Niemiec z podziwem oglądali sprzęt ratowniczy, którym dysponuje OSRG w Bytomiu.

- To są najnowsze urządzenia. Jesteście znakomicie wyposażeni. Polskie górnictwo ma szerokie perspektywy rozwoju i zapewne jest to główny powód, dla którego dysponujecie większymi środkami na zakup wyposażenia - ocenił Andreas Betka, zastępca szefa stacji ratownictwa górniczego RAG-HGRW w Herne w Zagłębiu Ruhry.

- Racja, nie mamy się, czego wstydzić. Działamy na najwyższym światowym poziomie - potwierdził Arkadiusz Grządziel.

W Niemczech węgiel kamienny wydobywany jest jeszcze w kopalniach Prosper Haniel i Ibbenbueren. Obydwie zostaną zamknięte do końca 2018 r. To skutek rządowych decyzji podjętych w 2011 r. Dziesięć lat temu kopalnie w Zagłębiu Ruhry i Kraju Saary zatrudniały jeszcze ponad 38,5 tys. osób, obecnie już tylko 8 tys.

Dmuchają na zimne
Ostatni wypadek śmiertelny wydarzył się w 2010 r. Trzy lata późnej trzech górników zginęło w wypadku w kopalni potasu w Unterbreizbach w Turyngii. Przyczyną był wyrzut dwutlenku węgla. W tym samym roku w kopalni węgla kamiennego Auguste-Victoria zapalił się metan. Tym razem nie było ofiar.

- To była bardzo trudna akcja ratownicza, ale daliśmy radę. Od tego czasu jest spokój, jednak dmuchamy na zimne, tak to jest w tym fachu. Trzeba być czujnym, szkolić się i trenować kondycję, także we własnym zakresie. Zagrożenia są podobne jak w Polsce - metanowe, wodne, pożarowe i tąpaniowe. Mamy też w swych szeregach wysokościowców, ale z nurków zrezygnowaliśmy kilka lat temu. W razie czego liczymy na ratowników z Polski - stwierdził Betka.

Dodatek do emerytury
Obecnie w niemieckim ratownictwie górniczym pracuje 650 osób. Opłaca się być ratownikiem, bo wynagrodzenie jest wyższe. Liczy się krzepa. Trzeba zaliczyć 5 ćwiczeń w roku i pomyślnie przejść badania lekarskie. Kto ma wiedzę i dobre zdrowie, może dorabiać sobie potem do emerytury.

- U nas górnik przechodzi na emeryturę w wieku 49 lat. Wielu ratowników służy jednak swym doświadczeniem w tzw. rezerwie. Dostają za to miesięcznie 450 euro dodatku, ale muszą być dyspozycyjni i przepracować 31 dni w roku. Mają też obowiązek brać udział w akcji ratowniczej w miarę swych możliwości - opowiadał Christian Zajonz, trzeci z ratowników, którzy przyjechali w ub. tygodniu do Bytomia.

Po 2018 r., czyli po zaprzestaniu wydobycia przez niemieckie kopalnie węgla kamiennego, ratownictwo górnicze w Zagłębiu Ruhry zostanie w znacznym stopniu okrojone, lecz nadal będzie istnieć ze względu na konieczność prowadzenia procesu odwadniania podziemnych wyrobisk. Ponadto na wschodzie Niemiec nadal prowadzone będzie wydobycie węgla brunatnego. Nad bezpieczeństwem pracujących tam górników czuwa i czuwać będzie stacja ratownicza HGRW w Lipsku. Kolejne zlokalizowane w Clausthal-Zellerfeld, Herne i Hohenpeissenberg będą potrzebowały ok. 500 ratowników.

- Pewnie jeszcze nieraz się spotkamy na wspólnych ćwiczeniach. Najważniejsze, że się dobrze dogadujemy - przyznał na zakończenie szkolenia Andreas Betka.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.