Góry nie uciekną...

1376121075 11 himalaja arc k3

fot: archiwum domowe

Przystanek w drodze na Island Peak. Od lewej, u góry Robert Sczansny, Arkadiusz Sycha, na środku Grzegorz Zieleźny, na dole Adam Mielimąka i Krystian Kowol.

fot: archiwum domowe

Grzegorza Zieleźnego, Krystiana Kowola, Roberta Sczansnego, Arkadiusza Sychę i Adama Mielimąkę łączy zamiłowanie do gór. Robert i Adam są pracownikami kopalni Rydułtowy-Anna, Krystian fedruje w Jankowicach, Grzegorz jest geodetą, a Arek fotografem.

Wspinają się razem od pięciu lat. Zaliczyli już Mont Blanc, Monte Rosę po stronie szwajcarskiej i włoskiej oraz Grossglockner. W tym roku za punkt honoru postawili sobie zdobycie szczytu Island Peak (6189 m n. p. m.) w Himalajach.

- Załatwienie niezbędnych zezwoleń i biletów do Lukli powierzyliśmy menedżerowi hotelu, w którym zamierzaliśmy się zatrzymać. Nie zawiódł, czekał na nas po przylocie do Katmandu. Już sam przejazd do hotelu był dla nas szokiem. Natężenie ruchu, jazda bez zasad i notoryczne używanie klaksonu przez kierowców przyprawiają o zawrót głowy - opowiada Robert Sczansny.

Po przylocie do Lukli nasi himalaiści powędrowali w okolice Phakding (2610 m n. p. m.), gdzie spędzili pierwszy nocleg na szlaku.

- Przepiękna trasa, co jakiś czas wędrowaliśmy przez wiszące mosty w pięknej scenerii, mijając tragarzy taszczących na swych barkach ogromne ilości bagażu oraz karawany osłów i jaków. W końcu dotarliśmy do Namche Bazar (3440 m n. p. m.). Tam mieliśmy pierwszy dzień aklimatyzacji. Nazajutrz zdecydowaliśmy się na przejście do Kumjung i Kunde, dwóch wiosek położonych ok. 400 m wyżej, po czym wróciliśmy do Namche Bazar - wyjaśnia Sczansny.

Przed atakiem na Island Peak całą piątkę czekał jeszcze jeden dzień aklimatyzacji w Dingboche, ok. 4500 m n. p. m. Nie ma już wyżej położonych osad ludzkich zamieszkiwanych przez okrągły rok. W końcu zapadła decyzja: "Ruszamy w dalszą drogę".

- Pogoda była fatalna i dobre widoki mieliśmy tylko do wczesnych godzin popołudniowych, potem przychodziły chmury, ale tego, co zdołaliśmy zobaczyć, zapomnieć się nie da. Przez całą wspinaczkę towarzyszył nam widok na przepiękną górę Ama Dablam (6856 m n. p. m.). W Dingboche spotkaliśmy 62-letniego Słowaka, który wędrował już piąty tydzień, a miał jeszcze zamiar wędrować przez trzy najbliższe. Takich ludzi jest więcej. Nieważny jest wiek, tylko chęć i krzepa - przyznaje wspinacz.

Po nocy spędzonej w namiocie w bazie pod Island Peak przyszedł czas na dalszą wędrówkę. Pierwszy etap marszu wiódł po śliskich skałach. Na szczęście przestał padać śnieg i niebo nieco się przetarło. Ekipa posuwała się w szybkim tempie dzięki przewodnikowi, który doskonale znał górę.

- Jak tylko dotarliśmy do lodowca, skąd wiedzie już prosta droga na szczyt Island Peak, założyliśmy raki i na nich parliśmy pewnie przed siebie. Lodowiec robi doprawdy niesamowite wrażenie. Wyglądało na to, że pogoda się poprawi. W pewnym momencie spostrzegliśmy nawet wierzchołek góry, ale po kilku minutach zniknął za chmurami i zaczęło sypać gęstym śniegiem. Trzeba było się zastanowić, czy warto brnąć dalej. Wkrótce też zadecydowaliśmy o odwrocie - opowiada dalej Sczansny.

Wspinacze ruszyli w kierunku bazy pod Everestem i góry Kala Pattar, skąd Mount Everest widać jak na dłoni. Jest to cel większości wycieczek, które po lądowaniu w Lukli udają się właśnie tam. Naszym himalaistom bardzo zależało, aby stanąć pod Everestem ze względu na 60. rocznicę jego zdobycia. To marzenie spełnili.

- Mimo wielu trudności i niepowodzenia pod Island Peak jesteśmy zadowoleni z wyprawy. Góry nie uciekną, a zbyt wielkie ryzyko na nic się zda. Pogoda rzeczywiście nas nie rozpieszczała, padało jeszcze przez kolejny dzień. Mieliśmy jeszcze zamiar przejść przez Chola Pass. Czas jednak nieubłaganie mijał. Trzeba było zrezygnować z dalszego pobytu i wracać, żeby zdążyć na samolot powrotny. Himalaje pokazały nam swoją potęgę - podsumowuje Robert Sczansny.

Jaki kierunek śląscy himalaiści wybiorą w przyszłym roku? Jak sami mówią - to wielka niewiadoma, bo najlepsze pomysły rodzą się na gorąco.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Będzie wieża widokowa na Szlaku Węgla i Stali

W ramach programu Industrial Space na Szlaku Węgla i Stali pojawią się nowe obiekty. Jeden z nich zaplanowano w Jastrzębiu-Zdroju, w okolicach Zielonego Mostu. Stanie wieża widokowa w formie kopalnianego skipu.

„Górnicy rzewnie płakali na kolędzie”. Poruszające słowa proboszcza z Bielszowic przed zamknięciem kopalni

Już 30 czerwca ruch Bielszowice KWK Ruda w Rudzie Śląskiej oficjalnie zakończy wydobycie, co dla lokalnej społeczności oznacza niewątpliwie koniec pewnej epoki. O łzach górników podczas kolędy, strachu małych przedsiębiorców o przetrwanie oraz pożegnalnej mszy świętej rozmawiamy z ks. Mariuszem Obałką, proboszczem bielszowickiej parafii.

Błoto, pot i adrenalina, czyli biegiem po hałdzie - SRK & RUNMAGEDDON

84 lata - tyle wyniosła różnica wieku między najmłodszym i najstarszym uczestnikiem tegorocznej edycji SRK & RUNMAGEDDON Katowice Hałda Kostuchna. Na trasie błoto, pot i adrenalina. Na mecie - triumf z wytrwałości i radość z pokonania własnych słabości. Z wyjątkowym pogórniczym terenem zmierzyło się blisko cztery tysiące osób.

Moda zeszła w podziemia kopalni. Zobacz wyjątkową sesję

Od lat Kopalnia Soli „Wieliczka" pozostaje miejscem wyjątkowych wydarzeń artystycznych, kulturalnych i prestiżowych przedsięwzięć, które zachwycają rozmachem oraz niepowtarzalną atmosferą solnych podziemi. Monumentalne komory podziemne kaplice i surowe piękno od lat inspiruje twórców z całego świata, stając się przestrzenią dla projektów łączących sztukę, historię i nowoczesność.