Górnik płaci Polskiej Miedzi z własnej kieszeni za nielegalny strajk
Kwiatkowski ma 45-lat i jest zawodowo związkowcem - wiceprzewodniczącym komisji zakładowej Związku Zawodowego Pracowników Dołowych w KGHM. Dwa lata temu po uzgodnieniu ze związkowcami zjechał pod pretekstem na dół kopalni i rozpoczął tygodniową głodówkę. Samotny protest miał zastąpić akcję strajkową przeciwko ówczesnym zamiarom ministerstwa, która zażądało od KGHM wypłaty całej dywidendy z zysku w wysokości 3,4 mld zł. Związkowcy uznali, że ministerstwo okrada firmę i załogę.
Związkowcy uradzili, że najlepiej będzie, jeżeli któryś z nich podejmie akcję głodową pod ziemią. To nie narazi firmy na wielkie straty, innych górników na ewentualne szykany, a będzie widoczne - opisuje \"Gazeta Wyborcza\".
Dyrektor kopalni uznał, że musi mu zapewnić głodującemu bezpieczeństwo i wysłał na dół zastęp ratowników, którzy przez tydzień razem z lekarzem czuwali nad zdrowiem protestującego górnika. KGHM wystawił Kwiatkowskiemu rachunek za towarzystwo ratowników - 26 953,41 zł - podała \"Gazeta\".
Sąd Rejnowy w Lubinie zawyrokował, że akcja była samowolna a nie związkowa, choć wszyscy przekonywali, że było inaczej. W apelacji prawnik górników zapomniał wpłacić 30 zł opłaty sądowej i wyrok pierwszej instancji uprawomocnił się. Rachunek powiększony o odsetki i koszty sądowe wzrósł do 37 094,41 zł a kombinat zgodził się rozłożyć dług na raty.
Związki zawodowe nie chcą zostawiać Kwiatkowskiego bez pomocy. Przekazałyby mu pieniądze na spłatę długu, ale obliczono, że Kwiatkowski musiałby zapłacić od darowizmy 6 tys. zł podatku. Związkowcy mają teraz plan, by górnik poprosił ministra finansów o zwolnienie z podatku - napisała \"Gazeta Wyborcza\".