Górniczki. Bez nich kopalnia nie da sobie rady

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Górnictwo już do końca swych dni bez płci pięknej raczej sobie nie poradzi. Cóż zatem pozostaje innego, jak tylko złożyć naszym górniczkom serdeczne życzenia z okazji ich święta – Dnia Kobiet!

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Do pracy ani razu nie przyszły bez makijażu. To, że harują w usmarowanych drelichach, nie znaczy, że nie dbają o siebie. Podkreślają, że faceci podziwiają je za hardość ducha i za to, że potrafią ustać przy maszynie bite osiem godzin albo zjeżdżać na dół co drugi dzień. Takie dziewczyny spotkać można tylko w Polsce.

. Najbardziej sfeminizowanymi działami w kopalniach są markownie i lampownie. Zatrudnione tam panie pilnują, aby każdy górnik zjeżdżający na dół zabrał ze sobą środki ochrony osobistej, a więc okulary, maskę, rękawice i zatyczki do uszu. O tym, jak jest dziś na lampowni, a jak było kiedyś, godzinami mogłaby opowiadać Urszula. Po 30 latach pracy właśnie wybiera się na emeryturę.

– Pamiętam, jak kiedyś lampy ulegały częstym awariom, a nowych brakowało. Wówczas można było z trzech złożyć jedną. Tę sztukę opanowałyśmy do perfekcji. A roboty z tym było, że hej! Teraz sprzęt jest hermetycznie pozamykany. Awarii jest mniej i roboty też ubyło – tłumaczy.

Przeróbki w polskich kopalniach również zdominowane były przez płeć piękną. Jeszcze dwadzieścia lat temu kobiety pracowały w dużym zapyleniu przy starych maszynach. Teraz jest lepiej – przyznają. Mechanizacja i informatyzacja procesów technologicznych zrobiły swoje. Przestawienie się z łopaty na komputer stało się koniecznością.

– I też nie było łatwo. Starszym oswojenie się z kompem przychodziło trudniej, mi akurat nie – chwali się Asia. Miesiąc temu stuknęła jej czterdziestka. Na grubie pracuje w sumie ponad 10 lat. Trochę żałuje, że na szychtę nie może zakładać tipsów.

– Lubię je i tyle. Przychodzi sobota to czasem zakładam, albo jak pójdę na urlop. W sumie to drobiazg. Ważniejszy jest wygląd zewnętrzny, twarz. Podkład, puder, trochę różu, tusz do rzęs, szminka. Dwa razy dziennie trzeba się tym zająć, rano i po szychcie, bo swojemu chłopu też się muszę podobać, a co? Poza tym, to taką, a nie inną robotę sobie wybrałam. Zresztą nie żałuję – opowiada.

Mąż Asi też pracuje w kopalni, ale nie na przeróbce, tylko na dole, bezpośrednio przy wydobyciu. Czasem wypadają im te same zmiany, więc wspólnie jeżdżą do roboty samochodem.

– Trzymaj się, kochanie, będzie dobrze – on zawsze tak do mnie mówi. Jak kiedyś mnie odwiedził w zakładzie przeróbczym, to oczy mu z orbit wyszły na widok maszyn, które obsługuję. Dziwił się, że to taka ciężka robota i też pyli – śmieje się umalowana jasnoczerwoną szminką kobieta w kasku na głowie.

Jej koleżanka Basia przyjęła się do pracy trzy lata wcześniej i ani myśli rezygnować z tej czarnej roboty. Jak sama powiada, żadne tam odprawy jej nie interesują.

– To fakt, że kiedyś było więcej roboty fizycznej, na przykład ręczne przekładanie urządzeń. Niektóre takie czynności wykonywali tylko mężczyźni. Teraz obsługujemy bez problemu przesiewacze lub przenośniki taśmowe. W ostatnich latach pojawiło się sporo automatyzacji, ale i tak łopata jest niezbędna i nie ma zmiłuj. Węgiel się sypie i musi być pozbierany, tego żadna maszyna za nas nie zrobi – tłumaczy z przekonaniem.

Z górą dwadzieścia lat temu sporym echem odbiły się słowa deklaracji złożonej przez założycielki pierwszego w Europie Związku Zawodowego Kobiet w Górnictwie, który powstał w działającym wówczas ruchu II kopalni Rydułtowy-Anna.

„Nie jesteśmy feministkami, nam w biustonoszach jest wygodnie. Naszym celem jest walka o prawa kobiet pracujących w górnictwie, bo mężczyźni nas zawiedli”.

Niedługo potem do Sejmu trafił rządowy projekt ustawy o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania. Nowe prawo otworzyło przedstawicielkom płci pięknej drogę do zawodów zarezerwowanych dotąd wyłącznie dla mężczyzn. A dyrektorom zagrożono nawet odpowiedzialnością karną za odmowę przyjęcia do pracy kobiety w charakterze górnika dołowego.

– To już historia, której nawet ja nie pamiętam. Uśmiać się można po pachy – przyznaje Dorota.

– Czasy się zmieniają, tak jak maszyny na kopalniach. Walczyć o prawa na kopalni nie musimy, na ścianę i tak nie pójdziemy, bo to byłaby lekka przesada – dodaje pani inżynier z piętnastoletnim stażem w charakterze geologa.

Na pytania, czy doświadczyła kiedyś na szychcie seksistowskich docinek, odpowiada bez dłuższego zastanowienia:

– Może zdarzyły się raz lub dwa, jak zaczynałam, ale to były raczej takie teksty w szoli w stylu „trzymajta się, bo będzie zakręt”. To tak się tylko wydaje, że kobieta na dole wywołuje wśród górniczej braci jakieś szczególne emocje. Nic bardziej mylnego. Dziś na baby przemierzające kilometry podziemnych wyrobisk nikt ze zdziwieniem nie spojrzy. W końcu w szpilkach po przodkach nie latamy. Na dole ludzie zajęci są pracą. Nie zauważają nawet, że ten ktoś obok nich, z usmarowaną na czarno twarzą, to nie kolega, lecz… koleżanka – przyznaje, wybuchając ponownie gromkim śmiechem.

W polskich kopalniach kobiety także zjeżdżają na dół. Bez zjazdów panie nie mogłyby wykonywać swoich zadań. Są sztygarami i nadzorują pracę górników.

Wchodzą na pierwszą linię górniczego frontu, często podczas drążenia chodników i urabiania skały. Wytyczają kolejne rejony eksploatacji węgla. Każde wyrobisko dokładnie mierzą, pobierają próbki, a następnie monitorują jego stan. Zatrudnione w charakterze geofizyczek oceniają zagrożenie tąpaniami występujące w określonych jej rejonach. Na podstawie analiz sporządzonych przez czujniki planują działania profilaktyczne i zabezpieczające. Potrafią dotrzeć w każde wyznaczone miejsce na dole kopalni. W sumie piękniejsza część polskich górników liczy ok. 10 do 11 proc. wszystkich zatrudnionych, czyli w granicach 6 tys. pracownic. Z tego sporą część stanowi kadra inżynierska.

Wygląda na to, że nasze górnictwo już do końca swych dni bez płci pięknej raczej sobie nie poradzi. Cóż zatem pozostaje innego, jak tylko złożyć naszym górniczkom serdeczne życzenia z okazji ich święta – Dnia Kobiet!

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

ZŁAP BOXA KGHM – inspiracje ukryte w pudełku

Jak w ciekawy i nowoczesny sposób przybliżyć dzieciom i młodzieży wartości KGHM? Koordynatorzy programu edukacyjnego „Kompetentni w branży – KGHM kluczowy partner w kształceniu zawodowym” znaleźli na to sposób.  Akcja #ZŁAPBOXAKGHM to nowoczesne podejście do edukacji poprzez zabawę i spopularyzowany przez social media globalny fenomen blindboxów. Działania prowadzono w szkołach patronackich oraz podczas wydarzeń sportowych w Lubinie.

Punkty konsultacyjne PGG? Pracownicy chętnie z nich korzystają

W działających w kopalniach Polskiej Grupy Górniczej Punktach Konsultacyjnych  pracownicy mogą uzyskać informacje dotyczące dostępnych instrumentów osłonowych oraz możliwości skorzystania z nich. To miejsca, w których można zapytać m.in. o urlopy górnicze, urlopy dla pracowników przeróbki mechanicznej węgla, jednorazowe odprawy pieniężne, zasady składania wniosków, wymagane dokumenty, uprawnienia emerytalne, staż pracy oraz kwestie związane z procedurami prowadzonymi przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

Już po spotkaniu na temat zwałowiska przy szybie Leon IV. Co nowego w sprawie hałdy Szarlota?

W Rydułtowach odbyło się kolejne spotkanie dotyczące działań związanych z likwidacją zapożarowania zwałowiska przy szybie Leon IV. Chodzi o hałdę Szarlota.

Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa podsumuje kolejny rok działalności

8 czerwca 2026 roku w siedzibie Grupy Kapitałowej FASING S.A. odbędzie się Walne Zgromadzenie Przedstawicieli Członków Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej. Spotkanie będzie okazją do podsumowania kolejnego roku działalności Izby, omówienia najważniejszych działań podejmowanych na rzecz zarówno producentów węgla, jaki i firm oraz instytucji działających w otoczeniu branży górniczej.