Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

26.79 PLN (+1.29%)

KGHM Polska Miedź S.A.

336.25 PLN (+0.07%)

ORLEN S.A.

142.90 PLN (+1.35%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

10.03 PLN (-0.50%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.02 PLN (-1.12%)

Enea S.A.

19.99 PLN (-2.30%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

20.95 PLN (-3.01%)

Złoto

4 551.90 USD (+0.22%)

Srebro

76.36 USD (+0.32%)

Ropa naftowa

110.18 USD (-0.68%)

Gaz ziemny

3.04 USD (+1.67%)

Miedź

6.25 USD (-0.72%)

Węgiel kamienny

115.80 USD (+2.93%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

26.79 PLN (+1.29%)

KGHM Polska Miedź S.A.

336.25 PLN (+0.07%)

ORLEN S.A.

142.90 PLN (+1.35%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

10.03 PLN (-0.50%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.02 PLN (-1.12%)

Enea S.A.

19.99 PLN (-2.30%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

20.95 PLN (-3.01%)

Złoto

4 551.90 USD (+0.22%)

Srebro

76.36 USD (+0.32%)

Ropa naftowa

110.18 USD (-0.68%)

Gaz ziemny

3.04 USD (+1.67%)

Miedź

6.25 USD (-0.72%)

Węgiel kamienny

115.80 USD (+2.93%)

Miejscowa kopalnia dawała utrzymanie mieszkańcom i sponsorowała sportowe talenty

fot: Kajetan Berezowski

Szymon Dylus pamięta kopalnię Sośnica jeszcze sprzed wojny

fot: Kajetan Berezowski

Kto dziś pamięta, że przed II wojną światową ponad trzy czwarte mieszkańców gliwickiej dzielnicy Sośnica zatrudnionych było w miejscowej kopalni, albo że jeden z czołowych polskich piłkarzy wszech czasów – Włodzimierz Lubański, zaczynał karierę w klubie przez nią sponsorowanym? Dotarliśmy do ludzi, którzy pamiętają i chętnie dzielą się wspomnieniami.

Szymon Dylus pracę w Sośnicy rozpoczął w 1957 r. jako konserwator maszyn przeróbki mechanicznej węgla. Żeby było ciekawiej, w tym okresie kopalnia nie posiadała jeszcze zakładu przeróbczego z prawdziwego zdarzenia. Funkcjonowała jedynie płuczka, gdzie sortowało się węgiel.

– Pamiętam zwłaszcza kobiety, które tam pracowały. Umorusane, w ciągłym huku maszyn, chwytały w swoje drobne dłonie sporej wielkości bryły węgla, aby oddzielić je od mniejszych. W zależności od wielkości grudek węgla zależało bowiem, w jaki sposób surowiec będzie następnie przerabiany i wzbogacany. W tym celu wysyłano go następnie koleją do sąsiedniej kopalni Gliwice – wspomina.

Przewidywany przyrost wydobycia w Sośnicy zrodził potrzebę budowy własnego dużego zakładu przeróbczego. Co ciekawe, przedsięwzięcie to zlecono firmie „Jużgiproszacht” z Charkowa, z wyraźnym określeniem wydajności 3000 t na dobę dla sekcji gazowej i 7000 t dla sekcji węgla płomiennego. Wraz z urządzeniami płuczki zaprojektowane zostały m.in. stacja przygotowania odbioru węgla surowego z szybów Pola Wschód i dostaw węgla z obcych kopalń oraz urządzenia flotacji, osadniki mułowe i odpadów poflotacyjnych. Roboty budowlano-montażowe wykonywały polskie firmy. Systematyczna modernizacja płuczki pozwoliła na poprawę wydajności i zmniejszenie liczby przestojów spowodowanych awariami.

– Robiliśmy dosłownie wszystko, aby przestojów było jak najmniej. Większość usterek usuwaliśmy samodzielnie, własnymi rękami. W ten sposób, już po stosunkowo niedługim czasie, miałem w głowie niemal wszystkie schematy maszyn. Z czasem ze ślusarza stałem się konsultantem, rysowałem konkretne rozwiązania, według których rozbudowywano całe zaplecze zakładu przeróbczego – opowiada Szymon Dylus.

Dzięki postępującej modernizacji zaplecza maszynowego możliwe stało się płukanie węgla z innych zakładów, w tym: Bielszowice, Makoszowy, Knurów czy Szczygłowice. W 1960 r. oddano do ruchu centralną dyspozytornię wraz z urządzeniami centralnego automatycznego sterowania. W tym okresie kopalnia zatrudniała prawie 7 tys. pracowników i była praktycznie jedyną żywicielką mieszkańców tej dzielnicy Gliwic.

Szymon Dylus zasłynął w górniczym środowisku nie tylko jako mechanik co się zowie, ale także autor książki o historii pielgrzymek mieszkańców Sośnicy do Wambierzyc i Barda Śląskiego.

– Pod koniec lat trzydziestych ubiegłego stulecia organizowane były z Sośnicy pielgrzymki polskie i niemieckie. Obie nie kolidowały z sobą w żaden sposób. Nie dawały też o sobie znać żadne uprzedzenia. Ale w latach wojny nie wolno było organizować pielgrzymek. Wiele rodzin potajemnie więc wybierało się do miejsc kultu religijnego. Spora liczba moich dawnych sąsiadów opuściła po wojnie Sośnicę i wyjechała do Niemiec. Tęsknota tych ludzi za swą „starą ojczyzną”, za tradycją i zwyczajami, w których niegdyś uczestniczyli, sprawiała, że każdego roku na naszej pielgrzymce ponownie się pojawiali i to była zawsze dla nas wielka radość. Ja sam często wspominam czas pielgrzymek w okresie wojny. W 1944 r. pielgrzymowałem jako dziewięciolatek. Pewnie zapomniałbym dawno to przeżycie, gdyby nie fakt, że jechaliśmy pociągiem i drzwi przytrzasnęły mi palce. Ból był potworny, ale może dzięki temu właśnie zdarzeniu wiele momentów utkwiło mi w pamięci i mogłem napisać tę książkę – przyznaje emerytowany górnik.

Wiele ciekawostek o historii kopalni Sośnica opowiedział nam Jan Woźniak. Emerytowany inżynier górnik stworzył jedyną w swoim rodzaju izbę tradycji kopalni. Przywołuje m.in. wydarzenia z drugiej dekady ub. wieku. Wówczas polsko-niemiecka granica państwowa przecięła obszar górniczy uruchomionej w 1917 r. kopalni Sosnitza i budowanej kopalni Carl Oswald (obecne Pole Zachód).

– Część pracowników niemieckiej kopalni mieszkała w Polsce, np. w Przyszowicach, i dojeżdżała do pracy na rowerach, korzystając z przejść granicznych i specjalnych przepustek małego ruchu granicznego. Potem zjeżdżali pod ziemię na Polu Wschód w Sośnicy i pod ziemią wracali do Polski, gdzie były najbogatsze pokłady węgla. Taka eksploatacja była legalna, w oparciu o uregulowania prawne, pod warunkiem, że kopalnia miała wszystkie szyby po tej samej stronie granicy. Po pracy odbywali drogę powrotną w przeciwnym kierunku, wracając do domu. A zatem w ciągu doby przekraczali granicę polsko-niemiecką czterokrotnie, dwa razy na powierzchni i dwa razy pod ziemią! Przy czym mieszkańcy Górnego Śląska posługiwali się dwujęzycznymi przepustkami granicznymi, umożliwiającymi legalne przekraczanie granicy – opowiada Jan Woźniak.

W Sośnicy działały też od czasów przedwojennych różne kluby sportowe z sekcjami: piłki nożnej, ręcznej, siatkowej, tenisa i pływacką. Kto dziś pamięta, że jeden z polskich piłkarzy wszech czasów – Włodzimierz Lubański, zaczynał karierę w klubie przez nią sponsorowanym?

Piłka z węgla wykonana dla Górnika Zabrze ręką Mieczysława Kozaka. Fot. Kajetan Berezowski

Na boisku w barwach Górniczego Związkowego Klubu Sportowego debiutował jako trampkarz. Grał też jako junior, następnie przeszedł do Górnika Zabrze, gdzie święcił swoje największe piłkarskie triumfy. W ciągu trzynastu sezonów ligowych (1963-1975) rozegrał w Górniku 234 mecze, strzelając 155 goli. Sześciokrotnie zdobył Puchar Polski w latach 1965, 1968-1972. Był też czterokrotnym królem strzelców ekstraklasy: w 1966, 1967, 1968 i 1969 r. Jego karierę przerwała kontuzja. W 1973 r. na Stadionie Śląskim zmierzyły się reprezentacje Polski i Anglii w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata w 1974 r. Ostre starcie z Royem McFarlandem zakończyło się dla Lubańskiego poważną kontuzją, a później operacją. Lubański wrócił jednak na boisko w trakcie kolejnych eliminacji MŚ, tym razem w Argentynie w 1978 r. Strzelił m.in. dwie piękne bramki w pamiętnym meczu z Danią w Kopenhadze, wygranym przez Biało-Czerwonych 2:1.

I choć dziś gliwicka kopalnia nie sponsoruje już słynnych piłkarzy, to futbolowe tradycje raz po raz dają o sobie znać. Piłkarze zabrzańskiego Górnika często odwiedzają swoich fanów w cechowni kopalni. Bywa tu także Łukasz Podolski. Wśród najcenniejszych zbiorów klubowych Górnika Zabrze znajduje się m.in. sporej wielkości klubowy herb wykonany w bryle węgla, nad którym góruje również wyrzeźbiona w węglu futbolówka oraz złota gwiazda symbolizująca zdobyte tytuły mistrza Polski. To dzieło pracownika kopalni, Mieczysława Kozaka.

O górniczych tradycjach, dziejach kopalni Sośnica i dzielnicy, w której do dziś fedruje, można także przeczytać w książce „Gliwice-Sośnice – Ludzie i miejsca” oraz licznych pracach zbiorowych wydanych nakładem kopalni.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Książka na weekend: „Spotkajmy się, kiedy będzie ładna pogoda”

Zapewne koreańska literatura jest rzadkością wśród naszych czytelniczych wyborów. A szkoda. Bo warto „wziąć na warsztat” książkę, której akcja dzieje się w odległym kraju, zobaczyć, jak funkcjonuje tamtejsze społeczeństwo, co nas łączy, a co dzieli. Książka „Spotkajmy się, kiedy będzie ładna pogoda” jak na dłoni pokazuje relacje między Koreańczykami, przy okazji pochwalając proste rzeczy.

O dziedzictwie pogórniczym w otoczeniu fedrujących kopalń

Obrady ICMUM 2026 stanowiły znakomitą okazję do promocji naszych obiektów muzealnych związanych z górnictwem

Spojrzał górnikom w twarz. Może jesteś wśród nich?

Uznany śląski fotografik Jan Czypionka uwiecznił na zdjęciach wizerunki górników przy pracy. Mało kto trafia w te miejsca z obiektywem. Sesja pod ziemią, przy ostrym świetle lamp na górniczych kaskach, nie należy do łatwych zadań.

Gdzie byłby Bytom, gdyby nie przemysł? Kopalnie, huty i inne zakłady?

Powstające zakłady przemysłowe – kopalnie węgla kamiennego oraz rud cynku i ołowiu, huty i inne przedsiębiorstwa, które działały na rzecz bytomskiego górnictwa miały kolosalny wpływ na rozwój miasta. O tym była kolejna prelekcja bytomskiego historyka Tomasza Saneckiego, która odbyła się 13 maja w Hotelu przy Skarpie.