Górnicy z Budryka czekają na rozmowy, 13 głoduje
Według danych Centrum Zarządzania Kryzysowego wojewody śląskiego, tego dnia protest głodowy na poziomie 1050 metrów pod ziemią kontynuowało 13 górników. Na poziomie 700 metrów pozostawało ok. 150 górników; około 100 prowadziło okupację zakładu na powierzchni.
W czwartek późnym wieczorem do Ornontowic przyjechał autokar, którym powróciła z Warszawy grupa około 40 żon górników. Kobiety były tam od środy - chciały wesprzeć swych strajkujących mężów protestując najpierw przed siedzibą Ministerstwa Gospodarki, a potem w Centrum Partnerstwa Społecznego Dialog, gdzie spędziły noc.
Żony górników domagały się spotkania z wicepremierem, ministrem gospodarki Waldemarem Pawlakiem, który jednak kilkakrotnie podkreślał, że rozwiązanie problemu powinno nastąpić na Śląsku. Zdecydowały się wrócić do domów w czwartek po południu, po informacji, że sprawą Budryka zajmie się w piątek w Katowicach Wojewódzka Komisja Dialogu Społecznego.
O zaangażowanie WKDS w sprawę Budryka zaapelował zarząd Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW), do której na początku stycznia samodzielna dotąd kopalnia Budryk została przyłączona. Wcześniej rozmów na forum Komisji chcieli też protestujący. Dotychczasowe negocjacje między związkowcami a zarządem JSW nie przyniosły porozumienia.
Prezydium WKDS zdecydowało w czwartek o podjęciu rozmów, podtrzymując jednocześnie swoje stanowisko z początku roku. Komisja nie zajęła się wtedy sprawą Budryka - zwracając uwagę na \"spełnienie wszystkich formalno-prawnych wymogów określonych w ustawie o rozwiązywaniu sporów zbiorowych\". Pracodawca od początku uważa strajk w kopalni za nielegalny.
W piątkowych rozmowach pod przewodnictwem wojewody śląskiego Zygmunta Łukaszczyka uczestniczyć mają zarząd JSW oraz strona społeczna konfliktu, a więc nie tylko członkowie komitetu strajkowego z Budryka, lecz również sprzeciwiający się protestowi przedstawiciele związków z całej spółki. Prezydium WKDS zaprosiło do negocjacji trzech \"pełnomocnych\" reprezentantów komitetu strajkowego.
Przedstawiciele strajkujących zapowiadają, że przyjadą w piątek do Katowic. Podkreślają jednak swój sceptycyzm co do możliwości zażegnania tam konfliktu. Dlatego, niezależnie od obrad Komisji, chcą spotkania z wicepremierem Pawlakiem, któremu - jak mówią - chcieliby przedstawić prawdziwą sytuację w kopalni. W opinii komitetu strajkowego, wicepremier jest dezinformowany w tej sprawie.
Według zapowiedzi członków komitetu strajkowego, w czwartek po południu protestujący w Budryku mieli zwrócić się do metropolity katowickiego arcybiskupa Damiana Zimonia o pomoc w rozwiązaniu sporu. Ich zdaniem, obecność metropolity na posiedzeniu WKDS pozwoliłaby na wyciszenie emocji i stworzyła lepszy klimat.
Jak jednak powiedział PAP sekretarz metropolity, ks. Arkadiusz Wuwer, protestujący jedynie sondowali telefonicznie taką możliwość. -Jeśli ksiądz arcybiskup otrzymałby oficjalne zaproszenie do udziału w rozmowach od wszystkich stron, zapewne byłoby to możliwe - wyjaśnił. Przypomniał, że abp Zimoń wystosował już do stron sporu apel, w którym prosił m.in. o rozsądek i argumenty oparte o rzeczowe analizy.
Strajk w Budryku trwa już 33. dzień. Protestujący chcą zarabiać co najmniej tyle, ile w najgorzej opłacanej kopalni JSW, której częścią stał się niedawno samodzielny dotąd \"Budryk\". Oznaczałoby to ok. 500 zł średniej podwyżki za ubiegły rok. Dotychczasowe negocjacje z zarządem spółki zakończyły się fiaskiem.
Według nadzoru górniczego, w kopalni występuje zagrożenie pożarowe, związane z przerwą w wydobyciu. W czwartek rano do kopalni zjechał przedstawiciel Głównego Instytutu Górnictwa, który pobrał próbki atmosfery w 10 miejscach kopalni. Ich analiza ma dać dokładną odpowiedź na pytanie, jak poważne jest zagrożenie pożarem.
Z kolei inspektor Okręgowego Urzędu Górniczego w Gliwicach stwierdził m.in. obniżenie wyrobisk, w niektórych miejscach nawet o dwa metry, oraz obniżenie wysokości jednej ze ścian wydobywczych na długości ok. 30 metrów. Jak mówił PAP w czwartek jeden z liderów protestu, Wiesław Wójtowicz, rzeczywista skala tych zjawisk jest mniejsza niż podają przedstawiciele górniczego nadzoru.