Wszystko poszło nie tak, jak powinno. Najpiękniejsze gołębie, muzyka, puchary, medale – zniknęły jak mydlana bańka kwadrans po godz. 17.00. Na ziemię runęły setki ton stali i lodu. Przygniotły ludzi i zwierzęta. Zginęło 65 osób. Szpitale nie nadążały przyjmować rannych. W sumie 140 poszkodowanych. Ten straszny dzień 28 stycznia 2006 r. zapamiętamy na długo nie tylko na Śląsku, ale w całym kraju. I tylko tak trudno uwierzyć, że mija od niego już 20 lat. Upamiętniają go gołębie wzlatujące ku niebu spomiędzy granitowych płyt – to symboliczny pomnik ofiar tragedii, wybudowany według projektu Norberta Jastalskiego z Zabrza.
Niedawno na Śląsku odbyła się kolejna edycja targów gołębi. Wśród ich uczestników pamięć o katastrofie nadal jest żywa. I to się nie zmieni. Jednym z poszkodowanych 20 lat temu był Zdzisław Karoń, hodowca gołębi i dziennikarz z Częstochowy. Wtedy, niedługo po katastrofie na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich w Chorzowie, opowiadał, że nic nie zwiastowało nieszczęścia. Szum, jakby nad samym dachem leciał samolot. Potem zgasło światło i wszystko runęło. Pod blachą i lodem przeleżał prawie dwie godziny. Twarzą do podłogi. Było ciemno. Wokół: lód, śnieg, woda, stal i dwaj nieznajomi mężczyźni, którzy cały czas przy nim byli. Przeżył. I tylko to się liczy.
– Z minuty na minutę przestawałem czuć nogi. Drętwiały. Byłem przerażony, ale cały czas mówiłem, cały czas wierzyłem, że z tego wyjdę. W końcu nie byłem sam – opowiadał. Wołanie o pomoc usłyszeli strażacy. Nie było łatwo go wydobyć. Trzeba było ciąć żelastwo.
– Z tyłu słyszałem coś jakby piłę. Poczułem ulgę, ucisk na dolną połowę ciała zmniejszył się. Wyciągnęli mnie – wspomina. Sanitariusze położyli go na deskę i wynieśli.
Najpierw długie leczenie, potem żmudna rehabilitacja. Przez pierwsze dwa lata koszmar powracał do niego w snach. Powrót do normalnego życia nie był dla niego łatwy. Tak, jak i dla innych tych, którzy przeżyli.
W hali w chwili katastrofy było około 700 osób, zwiedzających i wystawców. Zginęło 65 osób, a ponad 140 zostało rannych, w tym 13 cudzoziemców – Niemcy, Belgowie, Czesi, Węgier, Słowak oraz Holender. Była to największa tego typu katastrofa we współczesnych dziejach Polski. Ranni trafili do szpitali w Katowicach, Chorzowie, Siemianowicach Śląskich, Bytomiu, Sosnowcu, Rudzie Śląskiej, Dąbrowie Górniczej, Tychach i Piekarach Śląskich. Karetki jeździły przez całą noc.
W akcji ratowniczej brały udział blisko 103 zastępy Straży Pożarnej (ponad 1300 osób), ratownicy z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego z Bytomia oraz kopalń, zespoły ratownictwa medycznego, w tym lekarze i ratownicy medyczni z woj. śląskiego, Grupy Poszukiwawczo-Ratownicze z psami, 230 policjantów, oddziały Żandarmerii Wojskowej z Krakowa i Gliwic oraz GOPR, Grupa Jurajska i Grupa Beskidzka. Akcją dowodził ówczesny śląski komendant wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej nadbryg. Janusz Skulich.
Dyspozytor Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu odebrał policyjne wezwanie o pomoc w ratowaniu ludzi tuż po 18.00. Postawił na nogi ludzi z pobliskiej Okręgowej Stacji Ratownictwa Górniczego. Wyruszyli wozem bojowym wraz ze sprzętem zawałowym. Dodatkowo zmobilizowano grupę ratowniczą ze sprzętem uzupełniającym. Niebawem i ona skierowana została na miejsce tragedii. W sumie 17 osób. Jednocześnie w pełnym pogotowiu czekały zastępy ratownicze kopalń należących do JSW. W międzyczasie nadchodziły zgłoszenia gotowości wzięcia udziału w akcji od służb ratowniczych Kompanii Węglowej i Katowickiego Holdingu Węglowego. W rezultacie w sobotni wieczór na miejscu tragedii pojawiły się dodatkowe zastępy ratowników kopalń: Halemba, Bielszowice, Polska-Wirek, Staszic, Wieczorek, Mysłowice, Wujek-Śląsk, Murcki, Kazimierz-Juliusz i Wesoła. Ponad stu ludzi.
To, co ujrzeli na miejscu, przeszło ich najśmielsze oczekiwania. Posuwali się naprzód. Krok za krokiem. Dawali z siebie wszystko. Walczyli do końca, o każdą ofiarę. Psychicznie na tę akcję byli przygotowani lepiej niż inne służby. Niejedno już widzieli. To doświadczenie, sprzęt i determinacja okazały się niezwykle pomocne.
Prezydent Lech Kaczyński ogłosił 4-dniową żałobę narodową – trwała do 1 lutego. Przeznaczył milion złotych z budżetu Kancelarii Prezydenta RP na pomoc rodzinom ofiar i ofiarom tragedii. Nakazał też telewizji publicznej, koncesjonowanym mediom oraz wszystkim czasopismom uczczenie pamięci ofiar.
Jeśli chcesz mieć dostęp do artykułów z Trybuny Górniczej, w dniu ukazania się tygodnika, zamów elektroniczną prenumeratę PREMIUM. Szczegóły: nettg.pl/premium. Jeżeli chcesz codziennie otrzymywać informacje o aktualnych publikacjach ukazujących się na portalu netTG.pl Gospodarka i Ludzie, zapisz się do newslettera.