Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych XX wieku huczał tutaj taśmociągi i maszyny kruszące urobek. Kilka lat później zaczęli przyjeżdżać narciarze i snowboardziści. Miejsce, gdzie Górnicze Zakłady Dolomitowe zaprzestały wydobycia, przekształcone zostało w teren rekreacyjny.
Kilkusetmetrowy stok narciarski usypany został sztucznie. Po jego bokach usytuowano dwa wyciągi talerzykowe. Całość stoku pokryto igielitem. Nie czekano, aż przyjdzie zima. Wyciągi ruszyły równo 1 grudnia 2002 r. Pierwszy śnieg spadł wtedy na Górnym Śląsku 8 grudnia.
Dawna kopalnia leży w północnej części Bytomia, przy granicy z Tarnowskimi Górami, tuż obok rezerwatu Segiet. Wyrobisko znajduje się przy ul. Blachówka, której nazwa pochodzi od sąsiadującej z tym terenem dawną wsią, a teraz częścią miasta. Potocznie mieszkńcy określali ten teren mianem Dolomitów. Firma, która uruchomiła wyciąg narciarski, przybrała nazwę Dolomity Sportowa Dolina. Odtąd zakątek ten zaczęto nazywać Sportową Doliną.
W pierwszych latach, gdy miejsce pachniało nowością, wyciąg narciarski uruchamiany był nawet latem, bo zdarzali się chętni do zjazdów na igielicie. Potem było już gorzej, a i zimy bywały mniej śnieżne i trzeba się było wspomagać sztucznym naśnieżaniem. Gdy jednak sypnęło śniegiem, to w kolejce do wyciągu trzeba było czekać kilka razy dłużej, niż wynosił czas zjazdu. W 2004 r. godzina korzystania z wyciągów w dni powszednie do godz. 15.00 kosztowała 13 zł; później i w dni wolne było o 4 zł drożej. Obok stoku na łagodnie pochyłym terenie utworzono "park mistrzów" dla dzieci uczących się jazdy.
Mało kto o tym pamięta, ale po uruchomieniu wyciągów w bytomskich Dolomitach, Górnośląskie Koleje Wąskotorowe miały koncept, aby zimą wozić tam narciarzy. Od przystanku wąskotorówki Sucha Gór do wyciągu jest jednak 870 m i chętnych nie było zbyt wielu, aby drałować z nartami.
Ba, przez pewien czas do Dolomitów kursowały skibusy. Uruchomiono je 27 stycznia 2007 r. na trzech trasach: z Gliwic przez Zabrze, z bytomskiego os. Arki Bożka oraz z Tarnowskich Gór z dzielnicy Stare Tarnowice. Szybko się okazało, że nie ma na nie tylu chętnych i linie zakończyły żywot.
Ośrodek sportowy żył nie tylko nartami. Przez kilka lat organizowano tu Bytomską Noc Świętojańską. Nie brakowało rowerzystów i motocyklistów chętnych do jeżdżenia po wertepach dawnego kamieniołomu. Przy stoku powstała restauracja, wypożyczalnia nart, a także hotel.
Jednak z biegiem czasu ośrodek zaczął podupadać. W 2013 r. komornik wystawił go na licytację za kwotę 5 267 000 zł. Były obawy, czy zwycięzca licytacji zechce dalej zajmować się sportem i rekreacją na tym terenie, ale okazały się one płonne.
Kilka lat temu nowy właściciel zmienił nazwę. Już nie jest to Sportowa Dolina, lecz Śląski Stok Narciarski. Takie określenie mają w swojej nazwie też trzy spółki, których siedziba znajduje się w budynku obok stoku. Pandemia nie ułatwia działalności. Z konieczności ciepłe posiłki muszą być teraz serwowane na dworze. Tej jesieni pierwszy śnieg sypnął w Bytomiu 29 listopada. Wtedy też na stoku pojawili się rodzice z dziećmi, turlającymi kule śniegowe po stoku.
Uruchomienie ośrodka narciarskiego miało jeszcze jeden, uboczny efekt. Przypominano, że pod względem górniczym Bytom nie tylko węglem stoi, ale także w przeszłości dolomitem. Bardzo blisko stoku narciarskiego znajduje się zresztą obudowane podkładami kolejowymi wejście do podziemi bytomsko-tarnogórskich. Z niego w przeszłości poprzedni właściciel pompował wodę, służącą do naśnieżania stoku.
Jeżeli chcesz codziennie otrzymywać informacje o aktualnych publikacjach ukazujących się na portalu netTG.pl Gospodarka i Ludzie, zapisz się do newslettera.