Górnictwo: W ruchu Ziemowit funkcjonuje nowoczesna komora do montażu i demontażu obudów zmechanizowanych

fot: Kajetan Berezowski

Górnicy z oddziału MMUD4Z ruchu Ziemowit mają pełne ręce roboty. Demontowanie i ponowne montowanie sekcji opanowali do perfekcji

fot: Kajetan Berezowski

Obudowy zmechanizowane kompleksów ścianowych. Ogromne i ciężkie. Bez nich eksploatacja węgla byłaby niemożliwa. Co pewien czas każda musi przejść remont, aby ponownie wrócić na ścianę. W ruchu Ziemowit ponad siedemnastotonowe kolosy montowane i demontowane są w specjalnych komorach na poziomach wydobywczych 500 i 650 m pod ziemią.

W ruchu Ziemowit dużą wagę przywiązuje się do sprawnego oraz bezpiecznego procesu montażu oraz szybkiego transportu sekcji obudowy zmechanizowanej do miejsca docelowego. W szybie Szewczyk zabudowana została wielkogabarytowa klatka o udźwigu 13 t. Jednak ze względu na znacznie większe gabaryty obudów zmechanizowanych są one demontowane na powierzchni, transportowane w częściach pod ziemię szybem, a następnie ponownie montowane w specjalnie do tego przeznaczonej komorze montażowo-demontażowej. Jest ona zlokalizowana w wyrobisku dołowym w bliskim rejonie szybu materiałowego. Przy zastosowaniu hydraulicznie sterowanych zestawów samojezdnych wciągników transportowych sekcje swobodnie podnosi się i opuszcza. To ułatwia ich demontaż lub ponowny montaż. Źródłem zasilania jest niezależny agregat hydrauliczny. 

Piloty w dłoń!
– Dawniej sterowanie odbywało się na drodze hydraulicznej. Niezbędny był pracownik odpowiedzialny tylko za obsługę wciągarek. Wciągniki obsługuje dwóch operatorów. Główny operator zestawu wciągnikowego dysponujący pilotem radiowym o oznaczeniu „A” posiada uprawnienia do pełnego sterowania systemem transportowym. Ułatwia mu to klawiatura sterująca na pilocie radiowym. Pełni on również rolę nadrzędną nad operatorem pomocniczym pracującym na pilocie „B”. Ten ma jedynie możliwość zatrzymania zestawu transportowego. System umożliwia jednak przekazanie pełnych uprawnień operatorowi pomocniczemu – informuje Tomasz Pałac, nadsztygar mechaniczny ds. urządzeń dołowych.

To spore ułatwienie. Przy montażu lub demontażu sekcji zatrudnionych jest teraz czterech, a nie, jak było to dawniej, dwóch pracowników.

– Wzajemnie przełączamy sobie pilota, tak aby ułatwić prowadzony proces montażowy – przyznaje Mirosław Smrek, sztygar oddziałowy w oddziale MMUD4Z.

Istotny jest aspekt bezpieczeństwa. Wdrożenie nowego systemu sterowania wciągnikami zwiększa bowiem pewność ruchową stanowiska oraz gwarantuje poprawę bezpieczeństwa pracy osób sterujących wciągnikami. Nie przebywają one bowiem w strefie niebezpiecznej przy układach hydrauliki siłowej. Ponadto  sterowanie bezprzewodowe wciągników pozwala na swobodne poruszanie się z zachowaniem bezpiecznej odległości przy pracach przeładunkowych. Mniejsza jest ponadto awaryjność podczas prac montażowo-demontażowych m.in. z powodu uszkodzenia instalacji hydraulicznej.

Przeciętny czas eksploatacji sekcji obudowy zmechanizowanej to kilkanaście lat. W zależności od stopnia wykorzystania sekcji obudowy zmechanizowanej.

Koszty zakupu jednej oscylują w okolicach 400 tys. zł. Specjaliści od montażu i demontażu sekcji mają pełne ręce roboty. Nie ma się zresztą czemu dziwić, przeciętna ściana w Ziemowicie liczy sobie do 130 sekcji przy rozstawie co 1,5 m. Aktualnie zakład prowadzi wydobycie czterema ścianami zlokalizowanymi na dwóch poziomach: 500 oraz 650 m pod ziemią.

– Wracają na powierzchnię w elementach, osobno stropnica, spągnica wraz z łącznikami lemniskatowymi i osłona odzawałowa. Na jednej zmianie średnio demontujemy od dwóch do trzech sekcji. Cztery są składane. Wiadomo, ten drugi proces przebiega znacznie sprawniej. Demontaż bywa często utrudniony. Eksploatacja sprzętu robi swoje. Niektóre części są pozaciskane, trzeba umieć je rozdzielić, tak by uniknąć uszkodzenia. Mamy w tym doświadczenie – zapewnia sztygar Mirosław Smrek. 

Konkretne warunki
Obudowy zmechanizowane są przeznaczone przede wszystkim do zabezpieczenia przestrzeni ścianowej przy eksploatacji cienkich, średnich i grubych pokładów. Spełniają one funkcję podparcia nadkładu nad przestrzenią roboczą ściany. Są projektowane dla konkretnych warunków eksploatacyjnych. Mogą być wyposażone w różne modyfikacje: spągnic, stropnic, stojaków i sterowania, względnie w osprzęt do pracy w pokładach pochyłych zagrożonych tąpaniami.

– Jeśli chodzi o konstrukcję sekcji, to w zasadzie od ćwierć wieku nic się w tej dziedzinie nie zmieniło z punktu widzenia samej idei ich zastosowania. Postęp natomiast dotyczy sterowania hydraulicznego i monitorowania prawidłowego działania – zauważa Łukasz Zimnal, nadsztygar mechaniczny ds. urządzeń dołowych.

Aktywny monitoring podporności sekcji pozwala na stałą kontrolę ciśnienia w każdym stojaku sekcji obudowy, a także magistrali ciśnieniowej zasilającej kompleks ścianowy. Informacje o ciśnieniu na bieżąco sygnalizowane są odpowiednim kolorem na monitorze komputera. System umożliwia transmisję danych na powierzchnię kopalni oraz dystrybucję danych w kopalnianej sieci informatycznej. Analiza danych umożliwia ocenę prawidłowości współpracy sekcji obudowy zmechanizowanej z górotworem, rozkład ciśnień i nacisk górotworu w poszczególnych odcinkach ściany.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Kopalnia Jas-Mos na świetnych zdjęciach. Jeszcze z wieżą, którą niedawno wyburzono

Specjaliści z Mobilnego Centrum Digitalizacji Instytutu in. Wojciecha Korfantego tym razem pokazali zdjęcia kopalni Jas-Mos w Jastrzębiu-Zdroju. Była częścią górniczej historii miasta sięgającej lat sześćdziesiątych XX wieku.

Tauron: W pierwszej połowie tego roku jednostki węglowe wyprodukowały o 28 proc. energii więcej

Wzrost konkurencyjności wytwarzania energii z węgla kamiennego przełożył się w I poł. br. na wzrost produkcji energii Taurona ze źródeł konwencjonalnych o 28 proc. rdr. - wynika z informacji koncernu. W tym czasie krajowe zużycie energii elektrycznej wzrosło o 4,6 proc. rdr.

Książka na weekend: „Cienie Turynu”. Zabójstwo architekta, czyli zaskakujący obraz lat 70. we Włoszech

Już można czytać kultową włoską powieść, która opowiada o życiu mieszkańców Turynu w latach 70. ubiegłego wieku. Żeby było smaczniej, autorzy książki Fruttero i Lucentini, dołożyli morderstwo architekta i ślamazarne śledztwo. Poza tym bohaterem powieści uczynili też Turyn.

Czy górnictwo to moloch, który jest na utrzymaniu całego kraju?

Trudne relacje między górnictwem a energetyką, kopalnia Krupiński zasypuje szyby, jak przekształcić górnictwo w dochodową branżę. O tym pisaliśmy dokładnie 30 lat temu w „Trybunie Górniczej” z 12 września 1996 roku.