Wojewoda śl.: ostatni górnik poszukiwany, stan jednego bardzo ciężki

fot: Kajetan Berezowski

Według lekarzy z CLO w Siemianowicach Śl. 9 górników ma poparzenia od 20 do 80 proc. powierzchni ciała oraz dróg oddechowych

fot: Kajetan Berezowski

Ratownicy odnaleźli kwadrans przed godz. 1 w nocy z poniedziałku na wtorek (7 paździenika) jednego z dwóch poszukiwanych w ruchu Wesoła. Górnik leżał w chodniku przyścianowym z prądem świeżego powietrza. Mężczyzna żyje, ale jego stan jest nieznany, ratownicy transportują rannego na powierzchnię.

Godzinę wcześniej, w poniedziałek przed północą Piotr Litwa, wojewoda śląski i były szef Wyższego Urzędu Górniczego, który przyjechał do kopalni Mysłowice-Wesoła, podał, że jeden z poparzonych górników, którzy trafili po wypadku do szpitali, znajduje się w krytycznym stanie.

- Ratownicy docierają z dwóch stron do ściany wydobywczej, aby odnaleźć 2 ostatnich górników, z którymi nie ma jeszcze kontaktu w rejonie zagrożenia - mówił Litwa.

- Bądźmy dobrej myśli - dodał wojewoda, tłumacząc, że według relacji ratowników, warunki w strefie zagrożenia są trudne: w wyrobiskach panuje wysoka temperatura, wypełniają je trujące spalinowe gazy i dym.

Przypomnijmy, że podwyższone stężenie metanu czujniki zarejestrowały w kopalni o godz. 20:55 w poniedziałek (6 października). Po zapaleniu się metanu na poziomie 665 m w ścianie 560 ruchu Wesoła do śląskich szpitali trafiło już 20 poszkodowanych górników.

- Stan 9 z 12 pacjentów w Centrum Leczenia Oparzeń jest ciężki. Mają oparzenia od 20 do nawet 80 proc. powierzchni ciała, w tym wszyscy doznali oparzeń dróg oddechowych, które należą do najgroźniejszych - powiedział Mariusz Nowak, dyrektor CLO w Siemianowicach Śl., pod którego opiekę  trafili najpoważniej poszkodowani w wypadku górnicy.

Liczbę pracowników, którzy znajdowali się w strefie pożaru, uściślono ostatecznie na 37 osób. O północy 35 górników było już na powierzchni lub w trakcie transportu 4-kilometrowym odcinkiem ze ściany do podszybia.

O godz. 1.30 Wojciech Jaros, rzecznik KHW potwierdził, że z kopalni bezpiecznie wywieziono 36. górnika. Wciąż trwały poszukiwania ostatniego z zaginionych na poziomie 665 m.

Większość o własnych siłach wyjechała na powierzchnię. Wszystkich badali i opatrywali lekarze w punkcie opatrunkowym kopalni Mysłowice-Wesoła oraz przysłanych na ratunek ambulansach. Postanowiono hospitalizować 20 rannych. 12 najbardziej poszkodowanych przewieziono do oparzeniówki w Siemianowicach Śl. Pozostali trafili m.in. na oddział ratunkowy Szpitala św. Barbary w Sosnowcu, szpitali w Murckach i Mysłowicach. Inni górnicy bez większyh obrażeń wrócili już do swych domów.

Artur Borowicz, szef Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego podał po północy, że w akcji użyto 21 ambulansów WPR a po informacji o kolejnych poszkodowwanych górnikach do Wesołej wyjechało jeszcze 8 dodatkowych karetek, by opatrzyć wszystkich poszkodowanych. W ocenie Borowicza po wypadku w Mysłowicach-Wesołej zaangażowano czwartą część wszystkich zespołów ratunkowych WPR.

Nad ranem po godz. 6 poinformowano, że liczba hospitalizowanych zwiększyła się do 28. Stan 9 górników określono jako ciężki.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Z notatnika sztygara Onderki: Feralny piątek

Nasze kopalnie pustoszeją. Tajemnicą poliszynela jest, że nie ma ludzi do pracy. W ostatnich miesiącach odeszli na świadczenia górnicy z wydobycia i przygotówek, kombajniści z doświadczeniem, elektrycy, strzelniczy, ludzie z dozoru, kierownicy i dyrektorzy. Tymczasem słyszę i czytam ostatnio w mediach, że wracamy do węgla, bo stanowi on nasze zabezpieczenie energetyczne, zwłaszcza teraz, gdy okazuje się, że gazu brak, a jego ceny jeszcze wystrzelą w górę. Ja Wam powiem, że jest to sytuacja wypisz, wymaluj z moich czasów. 

Frekwencyjny sukces Kolei Śląskich, jak z Częstochowy do Krakowa

W ciągu pierwszego roku funkcjonowania bezpośrednich połączeń pomiędzy Częstochową a Krakowem, Koleje Śląskie przewiozły na linii S34 ponad 650 tys. pasażerów. To frekwencyjny sukces i zasługa komfortowego oraz nowoczesnego taboru, a także konkurencyjnego czasu przejazdu, który jest o około pół godziny krótszy niż czas, jaki trzeba poświęcić na podróż samochodem na tym dystansie.

Cisza przed burzą? A w górnictwie historia kołem się toczy

Wrzesień to miesiąc ważnych dat w naszej historii. Mam wrażenie, że, jak kiedyś, o 17 września było dość cicho. A przynajmniej ciszej niż o pierwszym dniu miesiąca. Jednak życie toczy się dalej. Kolejny raz uczestniczyłem w konferencji zorganizowanej przez Politechnikę Śląską w Rybniku i miejscowe koło jej Stowarzyszenia Wychowanków. Lubię tę, organizowaną od dziesięciu lat, konferencję poświęconą technice i przemysłowi, nie tylko wydobywczemu. Można się sporo dowiedzieć, a przerwy i kuluary są miejscem ciekawych dyskusji. W tym roku dyskutowaliśmy w międzynarodowym towarzystwie o kopalń węgla życiu po życiu. W trakcie konferencji nadano imię docenta Szczepana Wyry auli w miejscowym budynku Politechniki Śląskiej. Docent przez wiele lat kierował rybnicką filią uczelni. Ja zapamiętałem go jako wysokiego, przystojnego faceta, a moja żona jako świetnego wykładowcę mechaniki. Dobrze, że uhonorowano go, bo zasłużył się. Bardzo ładnie wspomniał zmarłego mój były podwładny, a dziś burmistrz Łazisk Górnych i chrześniak docenta i wuja.

Jak Rambo wyjeżdżał z szychty i pędził prosto na próbę zespołu Myslovitz

Rozmowa z WOJCIECHEM „LALĄ” KUDERSKIM, perkusistą Myslovitz, który w 1998 roku odszedł z branży górniczej