Urząd Wojewódzki: Zabrakło kontaktu przedstawicieli kopalni z rodzinami górników
Dyrekcja kopalni \"Wujek-Śląsk\" skupiła się wyłącznie na akcji ratunkowej (którą powszechnie chwalono). Przypomnijmy, że musiała też przyjmować dygnitarzy różnego szczebla, którzy w dużej liczbie zjechali na miejsce tragedii. Dyrekcja zignorowała jednak rodziny górników, które przez cały dzień na własną rękę musiały dowiadywać się od postronnych osób, co się stało z ich bliskimi, czy i w jakim szpitalu zostali umieszczeni, jakich doznali obrażeń. Z powodu lawiny połączeń zablokowały się telefony w szpitalach i sztabach ratunkowych. Behapowcy kopalni \"Śląsk\" przez wiele godzin jeździli samochodami do miejsc zamieszkania pracowników, bo aż 140 górników trafiło po katastrofie na listę zaginionych (czyli tych, którzy zjechali na pierwszą zmianę, ale nie zostali odnotowani przy wyjeździe).
Zdaniem urzędników wojewody śląskiego, którzy w poniedziałek krytykowali urzędników górniczych z dyrekcji kopalni i Katowickiego Holdingu Węglowego, rodziny były także ofiarami katastrofy i należało się o nie odpowiednio zatroszczyć.
- Zabrakło kontaktu przedstawicieli kopalni z rodzinami. Według nas, ten kontakt powinien być częstszy i trzeba się nimi zajmować od samego początku - powiedziała Marta Malik z Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach na antenie radia RMF FM.
Malik zapowiedziała, że wkrótce podjęte zostaną kroki, by wyczulić na ten problem wszystkich dyrektorów kopalni na Śląsku.