Łódź: Szpital im. Biegańskiego ma elektrownię słoneczną

fot: ARC

W przyszłości baterie słoneczne wyprą tańsze i efektywniejsze rozwiązania technologiczne

fot: ARC

Największą w regionie łódzkim elektrownię słoneczną oddano we wtorek, 23 października, do użytku w Wojewódzkim Specjalistycznym Szpitalu im. Biegańskiego w Łodzi. To jedna z pierwszych elektrowni słonecznych w polskich szpitalach.

Panele fotowoltaiczne, dzięki którym pozyskiwany jest prąd, zainstalowano na dachach pawilonów szpitala im. Biegańskiego - w sumie ok. 1800. Zajmują one niemal 2 tys. m kw. powierzchni. Łączna moc szpitalnej elektrowni słonecznej to prawie 220 kW.

- Każdy pawilon szpitala ma swoją instalację fotowoltaiczną na własne potrzeby. Jeżeli jednak w jednym pawilonie byłby nadmiar produkcji prądu, to wtedy jest możliwość jego przesłania do innego pawilonu - powiedział PAP zastępca dyrektora szpitala ds. techniczno-administracyjnych Andrzej Adamkiewicz.

Według niego to jedna z pierwszych elektrowni słonecznych w szpitalach w Polsce. Ma dostarczać rocznie ok. 150-200 MWh energii.

- Potrzeby szpitala są dużo większe, ale jest to jeden z elementów, który nie tylko zmniejszy zapotrzebowanie na energię elektryczną z zewnątrz, ale też zapewni bezpieczeństwo energetyczne szpitala. W skład instalacji wchodzą też akumulatory, które gromadzą część energii i zasilają szpital w nocy, ale chcemy wykorzystać je także dla zapewnienie bezpieczeństwa pawilonów - powiedział Adamkiewicz.

Elektrownia pozwoli na obniżenie rachunków szpitala za energię elektryczną; nie jest wykluczone, że w przyszłości szpital mógłby też sprzedawać wytwarzany w ten sposób prąd.

To kolejna inwestycja w ramach programu termomodernizacji i poprawy efektywności energetycznej szpitala im. Biegańskiego. Wcześniej m.in. zamontowano w nim kolektory słoneczne służące do ogrzewania wody użytkowej. W przyszłości placówka chciałaby także produkować ciepło i prąd z gazu ziemnego.

Inwestycja kosztowała mniej więcej 6 mln zł, większość środków pochodziło z funduszy unijnych w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Łódzkiego.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Z notatnika sztygara Onderki: Feralny piątek

Nasze kopalnie pustoszeją. Tajemnicą poliszynela jest, że nie ma ludzi do pracy. W ostatnich miesiącach odeszli na świadczenia górnicy z wydobycia i przygotówek, kombajniści z doświadczeniem, elektrycy, strzelniczy, ludzie z dozoru, kierownicy i dyrektorzy. Tymczasem słyszę i czytam ostatnio w mediach, że wracamy do węgla, bo stanowi on nasze zabezpieczenie energetyczne, zwłaszcza teraz, gdy okazuje się, że gazu brak, a jego ceny jeszcze wystrzelą w górę. Ja Wam powiem, że jest to sytuacja wypisz, wymaluj z moich czasów. 

Frekwencyjny sukces Kolei Śląskich, jak z Częstochowy do Krakowa

W ciągu pierwszego roku funkcjonowania bezpośrednich połączeń pomiędzy Częstochową a Krakowem, Koleje Śląskie przewiozły na linii S34 ponad 650 tys. pasażerów. To frekwencyjny sukces i zasługa komfortowego oraz nowoczesnego taboru, a także konkurencyjnego czasu przejazdu, który jest o około pół godziny krótszy niż czas, jaki trzeba poświęcić na podróż samochodem na tym dystansie.

Cisza przed burzą? A w górnictwie historia kołem się toczy

Wrzesień to miesiąc ważnych dat w naszej historii. Mam wrażenie, że, jak kiedyś, o 17 września było dość cicho. A przynajmniej ciszej niż o pierwszym dniu miesiąca. Jednak życie toczy się dalej. Kolejny raz uczestniczyłem w konferencji zorganizowanej przez Politechnikę Śląską w Rybniku i miejscowe koło jej Stowarzyszenia Wychowanków. Lubię tę, organizowaną od dziesięciu lat, konferencję poświęconą technice i przemysłowi, nie tylko wydobywczemu. Można się sporo dowiedzieć, a przerwy i kuluary są miejscem ciekawych dyskusji. W tym roku dyskutowaliśmy w międzynarodowym towarzystwie o kopalń węgla życiu po życiu. W trakcie konferencji nadano imię docenta Szczepana Wyry auli w miejscowym budynku Politechniki Śląskiej. Docent przez wiele lat kierował rybnicką filią uczelni. Ja zapamiętałem go jako wysokiego, przystojnego faceta, a moja żona jako świetnego wykładowcę mechaniki. Dobrze, że uhonorowano go, bo zasłużył się. Bardzo ładnie wspomniał zmarłego mój były podwładny, a dziś burmistrz Łazisk Górnych i chrześniak docenta i wuja.

Jak Rambo wyjeżdżał z szychty i pędził prosto na próbę zespołu Myslovitz

Rozmowa z WOJCIECHEM „LALĄ” KUDERSKIM, perkusistą Myslovitz, który w 1998 roku odszedł z branży górniczej