Górnictwo: tzw. afera pochłaniaczowa powraca

fot: Maciej Dorosiński

W zeszłym roku niemieccy eksperci Dekra Exam orzekli, że przebadane aparaty ucieczkowe KA-60 są dobrej jakości. Ewentualne usterki i uszkodzenia powstają zarówno przy produkcji jak i w trakcie użytkowania.

fot: Maciej Dorosiński

Po czwartkowej decyzji zarządu Katowickiego Holdingu Węglowego o zakazie użytkowania w kopalniach kilkuset sztuk aparatów ucieczkowych znowu głośno robi się o tzw. "aferze pochłaniaczowej" w górnictwie.

W stacji ratownictwa w kopalni Mysłowice-Wesoła specjalny zespół kontroli wewnętrznej KHW, w obecności przedstawicieli WUG,  OUG oraz producenta i ratowników górniczych, a także związkowców sprawdził profilaktycznie w czwartek (29 października) ok. 70 aparatów ucieczkowych. Z informacji z KHW wynika, że w 60 proc. z nich wykryto  uszkodzenia (np. korozja od zewnątrz, odklejonie i sperforowane węże), mimo że okienka kontrolne na obudowach potwierdzały sprawność urządzeń. Sprawdzona partia jest używana w kopalni Mysłowice-Wesoła KHW od 2010 r. i jej 5-letni okres przydatności do użytku wygasa w listopadzie br.

Skargi z historią
Przypomnijmy, że sprawa powraca już od 2011 r., kiedy to pierwsze reklamacje zaczęli składać górnicy z Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Później dołączyli przedstawiciele innych spółek węglowych, a także   ratownicy górniczy. Wskazywali usterki tego sprzętu osobistego, który w razie katastrofy i zadymienia wyrobisk wytwarza masę tlenotwórczą i przez godzinę pozwala górnikówi na bezpieczne oddychanie.

Dostawcami większości aparatów do polskich kopalń są dwie firmy: Faser i Draeger a zastrzeżenia dotyczyły pierwszej z nich i urządzeń typu KA-60. Aparaty Fasera mają pięcioletnią przydatność do użytku i po tym okresie muszą być wymienione na nowe. Podobne urządzenia z firm zagranicznych ten okres mają dwu-, trzyletni. Każde otwarcie aparatu powoduje, że nie nadaje się do ponownego wykorzystania. Uniemożliwia to sprawdzenie sprawności wszystkich aparatów znajdujących się aktualnie na wyposażeniu kopalń. Stąd kontrole ich jakości mają charakter wyrywkowy i tylko losowo wybranych egzemplarzy.

W latach 2009-2014 na ogólną liczbę 73246 takich aparatów kopalnie zgłosiły wadliwość 3061 sztuk.

Wielokrotne specjalistyczne badania w akredytowanym laboratorium Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu nie potwierdzały zarzutów (zaledwie w jednym egzemplarzu jesienią 2013 r. wykryto zwiększony opór przy oddychaniu). Skargi nie ustawały, Wyższy Urzęd Górniczy w Katowicach  prowadził wielokierunkowe postępowanie wyjaśniające, a nawet okreswo wstrzymał obrót rynkowy tych aparatów. Zlecił też kontrolę jakości nowych urządzeń za granicą, by przeciąć wszelkie wątpliwości.

Niemcy zbadali aparaty
Spośród 11 europejskich certyfikowanych placówek kontrolnych tylko eksperci Dekra Exam w Niemczech byli w stanie podjąć się sprawdzenia polskich aparatów ucieczkowych. W sierpniu 2014 r. orzekli, że badane aparaty spełniają stawiane im wymagania. Ewentualne usterki mogą powstać zarówno z winy producenta, jak i w trakcie użytkowania.

Mimo pomyślnych wyników, nadzór górniczy nadal kontrolował i kontroluje te urządzenia, a także nakłonił kierownictwa kopalń do prowadzenia praktycznych szkoleń górników, które miały nauczyć prawidłowego posługiwania się aparatami w podziemnych wyrobiskach. Szkolenia te miały być prowadzone nie na aparatach ćwiczebnych (wielokrotnego użytku), lecz tych normalnie stosowanych w wyrobiskach, którym kończył się termin gwarancji.

Zdaniem producenta większość defektów wynikała bowiem z nieostrożnej eksploatacji (np. rzucania pochłaniaczami). Ratownicy górniczy twierdzili, że używają sprzętu w ekstremalnych niekiedy warunkach i jest po prostu niewytrzymały.

Podczas 32 innych kontroli pod ziemią inspektorzy Okręgowych Urzędów Górniczych w Gliwicach, Katowicach i Rybniku wykryli nieszczelności w 13 aparatach (3 proc. sprawdzanych). Rok temu Faser dokonał przeglądów prawie 34 tys. aparatów KA-60, które wyprodukowano w latach 2009-2010 i zwrócił je kopalniom jako sprawne.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Nie żyje Piotr Pyzik, były wiceminister od górnictwa

W wieku 69 lat zmarł Piotr Pyzik, były poseł PiS i były wiceminister aktywów państwowych odpowiedzialny za górnictwo.

Korski: Chcę wierzyć, że JSW stanie na nogi, bo to problem tysięcy ludzi i ich rodzin

Jastrzębska Spółka Węglowa ma nowy zarząd, prezesem został, a właściwie pozostał, Bogusław Oleksy. Od wielu lat związany z energetyką węglową i węglowym górnictwem. Zastanawia mnie tylko, dlaczego procedura wyboru prezesa trwała tak długo? Dla pogrążonej w kryzysie firmy brak lidera mocno osadzonego za sterem, czyli z poparciem i zaufaniem, to problem niebagatelny w oczach biznesowych partnerów. Stary/nowy prezes miał odwagę podjąć się kierowania taką firmą i w takim czasie i ma, moim zdaniem, odpowiednie kwalifikacje. W świetle tego przeciągająca się procedura wyboru wskazywała na ograniczone zaufanie do kandydata. Tak to odbieram, a zwłaszcza w świetle nagłej rezygnacji przewodniczącego rady nadzorczej JSW, który podał co prawda inny powód, ale wypadło, jak wypadło. 

​Wypadek w KWK Piast-Ziemowit. Ranny 44-letni górnik

Do wypadku doszło w sobotę w ruchu Ziemowit KWK Piast-Ziemowit. 44-letni górnik doznał urazu podczas wykonywania prac związanych z transportem elementów przenośnika ścianowego.

Naukowcy ze Śląska oczyszczą wody kopalniane z radu? Surowiec może przysłużyć się medycynie

Naukowcy ze Śląskiego Centrum Radiometrii Środowiskowej Głównego Instytutu Górnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego realizują projekt, którego celem jest zbadanie możliwości i wydajności oczyszczania z radu wód kopalnianych, występujących na terenie Górnośląskiego Zagłębia Węglowego. Są już pierwsze wyniki.