Górnictwo: swoje możliwości drążenia superkombajn jeszcze pokaże. Jest wysoce zautomatyzowany i steruje się nim za pomocą tabletu

fot: Kajetan Berezowski

Górnicy pracujący przy Bolter-Minerze są dobrze wyszkoleni i choć większość z nich to młodzi ludzie, to już zdążyli zebrać doświadczenie międzynarodowe

fot: Kajetan Berezowski

Pełna koncentracja i odpowiedzialność za powierzone zadanie – tak w krótkich słowach można opisać nastroje panujące wśród załogi zaangażowanej w realizację projektu samodzielnej obudowy kotwowej w kopalni Budryk w Ornontowicach. Projekt badawczo-rozwojowy samodzielnej obudowy kotwowej powoli posuwa się naprzód.

Kombajn Bolter-Miner drąży chodnik Bw-1n badawczy w pierwszej fazie w obudowie mieszanej, podporowo-kotwowej. Dopiero później zostanie zastosowana samodzielna obudowa kotwowa.

- To ze względu na ustalenia projektu wykonanego przez Główny Instytut Górnictwa. Jego przedstawiciele również biorą udział w przedsięwzięciu. Faza pierwsza zakłada wykonanie 78 m chodnika wraz z zabudową dwóch stanowisk kontroli okresowej obudowy kotwowej. Musimy stale monitorować zachowanie górotworu – tłumaczy inż. Adam Domżoł. 

Młodzi, doświadczeni
Na podstawie tych kontroli specjaliści z GIG określą, czy sposób drążenia opisany w projekcie nie będzie wymagał ewentualnych modyfikacji. Aby jednak całe przedsięwzięcie mogło przynieść pożądany efekt, niezbędna jest dobrze wyszkolona załoga. Jej trzon, choć młody wiekiem, zdążył już zebrać doświadczenie międzynarodowe.

- Nie miałem tremy przy pierwszym uruchomieniu maszyny. Wiem, że Bolter-Miner to kombajn wysoce zautomatyzowany. Steruje się nim za pomocą tabletu. Elektronika, informatyka to dziś wszechobecna rzeczywistość. Ja zdobywałem doświadczenie w kopalni CSM w Stonawie, w Czechach. Tam mieliśmy bardzo podobny kombajn. W ciągu sześciu lat wydrążyliśmy nim ponad 9 km chodnika – opowiada Piotr Żygadło, kombajnista.

A w Budryku?
- Urabianie, kotwienie i tak na przemian. Jedziemy cały czas do przodu, choć pierwsza faza jest pracochłonna, bo musimy dodatkowo budować odrzwia obudowy podporowej, co zwalnia postęp robót. Prawdziwe możliwości drążenia tym kombajnem poznamy dopiero wtedy, gdy pojedziemy już tylko w samej obudowie kotwowej. Na razie pracuje się dobrze. Ociosy i strop się trzymają, górotwór nie sprawia problemów – dodaje.

Michał Żmuda, drugi kombajnista potwierdza, że w kopalni CSM panowały trudniejsze warunki niż na Budryku, ale strop był bez zarzutu.

- W porównaniu z kombajnem w Czechach ten, którym teraz pracujemy, jest bardziej zmodernizowany. Ma troszkę szerszy organ. Inna jest ponadto odstawa urobku. Tam mieliśmy za sobą specjalny samochód, tu jest przenośnik Sigma. Do tych zmian przywykłem w kilka dniówek. W sumie maszynę mam w jednym palcu. Powiem krótko: trzeba jednak być ostrożnym. Praca w przodku, nawet przy tak dobrym sprzęcie, to nie żarty. Czujne oko jest bezcenne – opisuje. 

Warto wiedzieć, że w czeskiej kopalni Bolter-Miner fedrował systemem komorowo-filarowym. Inny był zatem sposób odstawy urobku. W zakładzie CSM pod kombajn podjeżdżały tzw. shuttlecary, czyli spalinowe wozy samojezdne o ładowności 23 t. To one odbierały urobek. Taki ładunek wysypywany był potem do kruszarki i trafiał na taśmę odstawy głównej. Z kolei odstawa w Budryku oparta jest na sprzęcie odbierającym urobek za kombajnem firmy Sigma, w skład której wchodzi specjalny pociąg aparaturowy oraz podajniki taśmowe.

Dodatkowe zadanie
- Można powiedzieć, że w Czechach górnicy mieli łatwiej, ponieważ interesował ich tylko kombajn. Tutaj mają dodatkowe zadanie utrzymania odstawy – tłumaczy zawiłości techniki Bolter-Minera Dawid Ozga, kierownik punktu pracy Przedsiębiorstwa Budowy Szybów, realizującego projekt.

Adam Domżoł z kolei potwierdza, że dbanie o sprzęt oraz jakość wykonania obudowy kotwowej to podstawa, bo właśnie w tym tkwi tajemnica sukcesu tej technologii. Na zmianie konserwacyjnej należy więc posmarować specjalnymi smarami wiertnice i elementy kombajnu. Trzeba też sprawdzić stan oleju w maszynie, stan noży, napięcie łańcucha ładowarki oraz wiele innych elementów.

- I dlatego właśnie skompletowaliśmy zespół, który razem pracował w Czechach. Wszyscy zostali dodatkowo przeszkoleni w zakładzie firmy Komatsu w Tychach – podkreśla.

Górnik Mateusz Kłosowski jest dobrej myśli: - Na razie wszystko jest wypisz wymaluj jak w Czechach  – potwierdza.

Kilka razy pomagał już kombajnistom w naprawie usterek. Załoga może bowiem usuwać te najprostsze własnymi rękami.

- Chodzi o węże hydrauliczne. Podczas fedrowania zdarza się, że pękają. Jeśli stanie się coś poważniejszego, albo nie wiemy, jak zareagować, zawsze wspomagają nas koledzy z serwisu firmy Joy. Są obecni na każdej zmianie. Prace konserwacyjne też nadzorują – relacjonuje Dawid Ozga.

Ponadto górnikom towarzyszą na szychcie brytyjscy konsultanci. Połowa z nich posługuje się językiem polskim, więc nie ma problemów w komunikacji.

W razie gdyby strop okazał się „nieposłuszny”, w pogotowiu czeka obudowa podporowa zmagazynowana w miejscu wykonywania robót. Tego wymaga projekt samodzielnej obudowy kotwowej. Na razie jednak strop jest twardszy, niż się spodziewano. A to dla Boltera wróży jak najlepiej.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.