Górnictwo: pocztówka z Australii

Skowronska marzena australia arc

fot: ARC

Marzena Skowrońska i bestia, czyli takich pojazdów używa się w australijskim górnictwie

fot: ARC

To miasteczko na satelitarnej mapie wygląda jak plama na szaroburym obrusie. Szare pole to australijska przestrzeń i pola odkrywkowej kopalni węgla kamiennego. A plama to Middlemount. Górnicze miasteczko w stanie Queensland. Trzy tysiące stałych mieszkańców. Wśród nich Jędrzej i Marzena Skowrońscy. Śląskie małżeństwo od trzech lat pracuje w australijskim górnictwie. Co ich skłoniło do emigracji? Jak się żyje na Antypodach? Czym różni się praca w australijskim górnictwie od tej w Polsce? Na co mogą liczyć polscy górnicy przybywający tu do pracy?


Gdy ma się dwadzieścia kilka lat, dyplom Akademii Górniczo-Hutniczej w kieszeni i propozycję pracy nie od agencji pracy, lecz bezpośrednio od właściciela kopalni, to trzeba się zastanowić...
  -Miałem za sobą praktyki w Polsce, Niemczech i Irlandii. Podczas mojego pobytu na wyspie firma Anglo-American Metallurgical Coal zaproponowała mi, bym pracował u nich, w kopalni położonej obok Middlemount - wspomina Jędrzej Skowroński.

 


Middlemount, typowe górnicze miasteczko zatopione w buszu. (fot: ARC)

 

Takiej decyzji nie podejmuje się w pięć minut. Przyznają, że o takim wyjeździe myśleli, zanim AAMC złożył propozycję. Australia od dawna zaciekawiała ich. Swoją egzotyką, bezkresem przestrzeni. I co tu skrywać: materialną stroną rzeczywistości również. Rozważyli więc wszystkie „za” i „przeciw”. I wyszło im, że w tej propozycji jest więcej pozytywów niż negatywów.


We wrześniu 2008 r. byli już na miejscu przeznaczenia. Małe miasteczko z domkami jak z jednej fabryki, wokół pustka i...kopalnie.


AAMC, u którego postanowili podjąć pracę Skowrońscy, to drugi co do wielkości w Australii eksporter węgla metalurgicznego. 26 mln t wyekspediowanego w świat węgla, w tym także energetycznego, robi wrażenie.


To nie Europa...


W ich okolicy AAMC (Capcoal) ma trzy kopalnie: odkrywkową – w niej pracuje Jędrzej Skowroński – i dwie głębinowe. W odkrywkowej pracuje ok. 300 ludzi. W głębinowych – 600.


  -Tutaj, jeśli nie można eksploatować złóż metodą odkrywkową, to węgiel wydobywa się, gdy to jest opłacalne, głębinowo. Tyle, że w takich kopalniach fedruje się maksymalnie 300 metrów pod ziemią - wyjaśnia Marzena Skowrońska, pracująca w konkurencyjnym wobec AAMC koncernie górniczym Xstrata Coal, w dziale przetargów, 50 km od Middlemount.


  -Nie, nie przyjechaliśmy tu na zawsze.Kontrakt podpisałem trzyletni, w tym dwa lata stażu. Wizę dostaliśmy na czas trwania kontraktu. Po odbyciu stażu podpisałem kontrakt na czas nieokreślony. Teraz czekamy na kartę stałego pobytu...


  -A to oznacza, że jeszcze kilka lat tutaj zostaniemy. Pieniądze to nie wszystko. Tutaj zdobywamy doświadczenie, poznajemy różniącą się od naszej kulturę, wreszcie do Wielkiej Rafy mamy tylko 350 kilometrów! - dopowiada Marzena Skowrońska, a jej mąż opowiada o tym, czym się „je” pracę w australijskim górnictwie.


Po pierwsze: brakuje ludzi do pracy. Stąd też rekruterzy jeżdżą po świecie i ściągają górników z Ameryki lub RPA (najchętniej, brak problemów językowych), Polski, Niemiec, Indonezji, Peru, nawet z Chin...


Po drugie: lepiej być zatrudnionym w kopalni niż u podwykonawcy świadczącego dla niej usługi. To nie tylko kwestia zarobków, ale przede wszystkim stabilności życia. Bywa, że podwykonawcy kończy się kontrakt, a kolejny realizuje w innym miejscu. A odległości są tu spore. Lepiej mieszkać na miejscu, przy kopalni niż dojeżdżać do niej z wybrzeża. Przy czym dom na miejscu kosztuje znacznie więcej niż na wybrzeżu. Miasteczka górnicze zarządzane są przez kopalnie. To one są właścicielami większości domów. Zasadniczo, będąc zatrudnionym w kopalni, ma się te koszty zrekompensowane. Pracując w firmie zewnętrznej, raczej niekoniecznie.


Po trzecie: większość górników pracuje w systemie 4/4 lub 7/7. Najczęściej przyjeżdżają z wybrzeża (ponad 250 km). Przez ten czas, gdy pracują, mieszkają campach, takich australijskich hotelach robotniczych. Płaci za nie zatrudniający. Po czterech (lub siedmiu dniach) zjeżdżają do domu i tak dalej.


Skowrońscy, oboje inżynierowie, pracują w systemie, można powiedzieć, polskim: pięć dni pracy, dwa wolnego. Tutaj inżynierowie pracują w planowaniu. Odpowiednik naszego sztygara nie musi być po studiach. Ma mieć odpowiednie doświadczenie i zaliczone stosowne egzaminy. Wtedy może doglądać bezpośrednio wydobycia.


Czas pracy dla pracującego w układzie 5/7 – średnio 10 godzin na dobę. Dla górników i zatrudnionych bezpośrednio przy wydobyciu – 12 godzin.


Po czwarte: to nie Europa i jeśli górnik powie, że coś zagraża bezpieczeństwu pracy, to ma prawo odmówić jej wykonania...


– I gdyby się zdarzyło, że miałby z tego powodu jakieś kłopoty, to z pewnością pisałyby o tym ogólnoaustralijskie gazety – podkreśla inż. Skowroński.


To cieszy Polaka...


Tu się dobrze zarabia, bo górników brakuje. I również dużo się na miejscu wydaje. A poza tym to całkiem inny kraj niż Polska, nie tylko dlatego, że skaczą po nim kangury.

 

Marzena i Jędrzej Skowrońscy oraz drugi – po kangurach – symbol Australii, czyli miś koala.(fot. ARC)

 

– Nie tylko dobrze zarabiamy, firma gwarantuje nam również zakwaterowanie. Większość domów w naszym miasteczku należy do firmy. Mieszkamy w domu z dwiema sypialniami. Generalnie domy mają tu od dwóch do czterech sypialń i przyznawane są w zależności od pozycji w firmie i wielkości rodziny. Kto nie ma domu, ten mieszka w campie: pokój z aneksem kuchennym. Wynajęcie domu na wybrzeżu kosztuje średnio 500 dolarów na tydzień. Przy kopalni znacznie więcej, jeśli w ogóle jest coś do wynajęcia – informuje inż. Skowrońska. – Drogie jest lecznictwo. W porównaniu z nim nasze... nie jest takie złe! Publiczne ubezpieczenie daje niewiele, więc trzeba kupować prywatne. To co najmniej dodatkowo 100 dolarów na miesiąc. A nawet mając takie, to na niektóre usługi trzeba się zapisywać i czekać od dwóch miesięcy do roku! Ceny w sklepach takie jak w Polsce, tylko trzeba je przemnożyć przez trzy...


Polak cieszy się, że nie jest z prowincji, ale cywilizowanego świata, gdy spostrzega, że internet mają tu tylko taki jak nasza neostrada przed laty: nie dość, że prawie 100 dolarów za miesiąc, to jeszcze limity. I cieszy (przez chwilę), że z techniką telefonii komórkowej Australia jest też za nami, bo nie ma taktowania sekundowego... Ale te i inne niedogodności rekompensuje materialna strona australijskiej rzeczywistości. W końcu, gdyby za pracę w kopalni płacili tu tyle, ile w Polsce, to wielu byłoby chętnych?

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Moda zeszła w podziemia kopalni. Zobacz wyjątkową sesję

Od lat Kopalnia Soli „Wieliczka" pozostaje miejscem wyjątkowych wydarzeń artystycznych, kulturalnych i prestiżowych przedsięwzięć, które zachwycają rozmachem oraz niepowtarzalną atmosferą solnych podziemi. Monumentalne komory podziemne kaplice i surowe piękno od lat inspiruje twórców z całego świata, stając się przestrzenią dla projektów łączących sztukę, historię i nowoczesność.

Zaawansowane rozwiązania do higieny i ochrony urządzeń w procesach technologicznych

W procesach technologicznych higiena oraz ochrona urządzeń stanowią fundament stabilnej i bezpiecznej produkcji. Firmy, które dążą do maksymalizacji żywotności parku maszynowego, coraz chętniej sięgają po chemiczne rozwiązania o wysokiej selektywności działania. Kluczową rolę odgrywają tu substancje powierzchniowo czynne, ponieważ to one determinują skuteczność usuwania zanieczyszczeń, stabilność formulacji oraz poziom zabezpieczenia konstrukcji przed korozją czy degradacją biologiczną.

Kaucja od butelek może być objęta podatkiem dochodowym

Środki z systemu kaucyjnego mogą być objęte podatkiem, jeśli nie pochodzą ze zwrotu wcześniej zakupionych butelek - poinformowało Ministerstwo Finansów.

Za oceanem giełdy wzrosły

Indeksy w USA zwyżkowały na koniec sesji w poniedziałek, a S&P 500 i Nasdaq ustanowiły nowe historyczne rekordy. Analitycy wskazują, że na obawami o geopolitykę przeważają oczekiwania dotyczące wzrostu spółek z sektora AI.