Górnictwo: najpierw inwestycje potem podział zysków
fot: Jarosław Galusek/ARC
Górnicy mogą przejść na emeryturę po przepracowaniu 25 lat pod ziemią
fot: Jarosław Galusek/ARC
Rachunek za ratowanie górnictwa dostaniemy wszyscy – podkreśla Robert Tomaszewski, analityk do spraw gospodarczych z portalu Polityka Insight, w rozmowie z Jackiem Madeją z Gazety Wyborczej.
Twierdzi, że Ministerstwo Energii bardzo przykłada się do dialogu z górnikami, jego szef potrafi kilka razy w tygodniu przyjechać na Śląsk, a jego zastępca jest tu non stop. Poziom zaangażowania w górnictwo ocenia jako „ogromny”.
Pytany o pojawiające się zyski w branży węglowej, a co za tym idzie, także żądania płacowe związków zawodowych, uważa, że to obecnie największy dylemat rządzących. Podkreśla konieczność wyłożenia dużych kwot na inwestycje w górnictwie, które w ostatnich latach nie były realizowane, co z kolei doprowadziło do niedoboru węgla na rynku.
Tomaszewski ostrzega, że jeśli spółki nie będą inwestowały i nie odbudują infrastruktury, to kryzys wróci, i to ze zdwojoną siłą. Dodaje, że górnictwo, jak każda branża surowcowa, działa w cyklach koniunkturalnych. Po okresie prosperity zawsze pojawia się dekoniunktura. Wylicza, że mamy półtora roku względnego komfortu, jeśli chodzi o restrukturyzację sektora. Z końcem 2018 roku stracimy możliwość dotowania zamykanych kopalń, a obowiązek ten przejdzie na spółki. Im więcej zakładów wejdzie do SRK, tym większa szansa, że sektor będzie zbudowany z rentownych kopalń. Zdaniem Tomaszewskiego wielkim ryzykiem jest to, że rząd będzie chciał ułożyć się z górnikami i nie przekaże tych zakładów do SRK.
Ekspert zauważa też, że spółki energetyczne nie udźwigną same ratowania górnictwa. Jego zdaniem zostanie to przerzucone na Kowalskiego, który będzie miał wyższe rachunki za prąd. Furtką ma być ustawa o rynku mocy. To prawo ma umożliwić wynagradzanie elektrowni nie za wyprodukowany prąd, ale też za samą gotowość do jego produkcji. To ma być rekompensata dla sektora za poświęcenie w ratowaniu kopalń.
Tomaszewski dodaje, że wyższa cena rachunków za prąd ma być więc ceną naszego bezpieczeństwa energetycznego opartego na własnym paliwie.