Górnictwo: kto wchodzi na kopalnie JSW, ten zostaje
fot: Jarosław Galusek/ARC
Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej prezes JSW Jarosław Zagórowski mówił, że spółka wskutek strajku poniosła duże straty produkcyjne i sprzedażowe, a także bardzo duże straty prestiżowe
fot: Jarosław Galusek/ARC
W kopalniach Jastrzębskiej Spółki Węglowej rozpoczął się we wtorek (10 lutego) rano strajk okupacyjny - podali związkowcy. Nie odpowiedzą na wystosowany w poniedziałek przez resort skarbu apel o przerwanie strajku, czekają na "jakieś konkrety" ze strony jego przedstawicieli.
- Potwierdzam, w jastrzębskich kopalniach ruszyły okupacje. Na kopalni Zofiówka od wczoraj jest też dziesięciu górników, którzy podjęli strajk głodowy - powiedział PAP we wtorek rzecznik Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego w JSW Piotr Szereda.
Zaznaczył, że protest okupacyjny odbywa się tylko na powierzchni zakładów - w łaźniach, w warsztatach - tam, gdzie jest ciepło. Do rozpoczętej rano tej formy strajku mają w ciągu dnia stopniowo dołączać pracownicy kolejnych zmian.
- Każdy, kto wchodzi na kopalnie, zostaje - podkreślił Szereda.
Wskazał, że na razie nie ma decyzji o prowadzeniu okupacji pod ziemią.
Związkowiec odniósł się też do ogłoszonego w poniedziałek wieczorem przez resort skarbu żądania zwołania przez zarząd JSW nadzwyczajnego walnego zgromadzenia akcjonariuszy ws. zmian w składzie rady nadzorczej i statucie spółki. To następstwo wejścia w ub. tygodniu w życie nowelizacji ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego i przejęcia nadzoru właścicielskiego nad spółkami górniczymi.
Przedstawiciele zarządu JSW przypomnieli wieczorem, że ogłoszenie w tej sprawie musi ukazać się minimum 26 dni wcześniej, tydzień też trwa przygotowanie dokumentacji. Walne zgromadzenie może więc odbyć się za ok. miesiąc.
Cytowany w komunikacie MSP wiceminister skarbu Rafał Baniak mówił o niepokoju większościowego akcjonariusza JSW związanym ze strajkiem - pogarszającym sytuację finansową spółki. Odnosząc się do ustawowych terminów związanych z ogłoszeniem nadzwyczajnego walnego zgromadzenia akcjonariuszy, zaapelował do związków "o zawieszenie strajku w tym czasie, powrót do rozmów i do pracy, by nie pogarszać i tak już bardzo trudnej sytuacji spółki".
- Na razie czekamy, aż będą jakieś konkrety ze strony rady nadzorczej, właściciela, bo na razie, jak to mówią górnicy, chcą nas "ociulać". Bo to, co zaproponował wczoraj pan minister, to granie na czas - ocenił we wtorek Szereda. - Ile razy politycy okłamali górników? Nie da się tak robić: słuchajcie, róbcie swoje, a my może zrobimy jeszcze audyt za pół roku. Gdzie my już dawno mówimy o błędach, złym zarządzaniu - i potwierdza się to wynikami.
Podjęcie od wtorku okupacji kopalni związkowcy zapowiedzieli już w poniedziałek. Domagali się też tego dnia rozmów z większościowym właścicielem JSW - ministrem skarbu. Przed siedzibą spółki odbyła się kolejna już demonstracja; druga, podczas której doszło do starć części uczestników z policją.
- Mają czas panowie politycy - OK. Załoga jest zdeterminowana i nie podejmie się żadnych wycofań ze strajku, dopóki nie przystąpią do faktycznych rozmów, gdzie poustalane zostanie wszystko, co trzeba. Załoga jest zdeterminowana, gotowa na wyrzeczenia, ale mówi jasno - z tym zarządem już nie, bo to stary zarząd, rada nadzorcza tak samo. Bo jak ktoś nie potrafi błyskawicznie podejmować decyzji w trudnych sytuacjach, to jak my mamy przejść przez kryzys? - pytał Szereda.
Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej prezes JSW Jarosław Zagórowski mówił, że spółka wskutek strajku poniosła duże straty produkcyjne i sprzedażowe, a także bardzo duże straty prestiżowe. Wstrzymanie wydobycia na czas strajku (dotąd nie wydobyto już 530 tys. ton) spowodowało wstrzymanie sprzedaży ok. 445 tys. ton węgla, a utracone przychody w stosunku do planu techniczno-ekonomicznego na okres I kw. wyliczono na ok. 130 mln zł.
Sekretarz stanu w KPRM Michał Kamiński pytany we wtorek w TVN24 o to, czy premier Ewa Kopacz doprowadzi do zwolnienia prezesa JSW Jarosława Zagórowskiego, powiedział, że premier nie zwalnia, ani nie powołuje prezesów spółek giełdowych.
- To są spółki prawa handlowego, notowane na giełdzie i wszelkie procedury wewnętrzne w tych spółkach są niezależne od rządu - zaznaczył.