Główny oskarżony ws. katastrofy wHalembie\" kontynuuje wyjaśnienia

Główny oskarżony w sprawie katastrofy w kopalni \"Halemba\" Marek Z. utrzymuje, że nie zawsze był informowany o przypadkach przekroczenia dopuszczalnych stężeń metanu w kopalni. Poddaje też w wątpliwość wiarygodność specjalistów, którzy badali przyczyny tragedii.

Z., który do czasu katastrofy był w \"Halembie\" głównym inżynierem ds. wentylacji - kierownikiem jej działu wentylacji, kontynuował w poniedziałek składanie wyjaśnień przed gliwickim sądem okręgowym. Nie przyznaje się do żadnego z zarzutów.

Jak mówił, prokurator sformułował je w oparciu o szeroki zakres jego obowiązków, bez zrozumienia istoty rzeczy. \"Z zarzutów prokuratora wynika, że na kopalni byłem sam i za wszystko odpowiadam\" - oświadczył i dodał, że część powierzonych mu obowiązków polegała na nadzorowaniu i kontrolowaniu podległych mu służbowo oddziałów i osób dozoru.

W listopadzie 2006 r. w wybuchu metanu i pyłu węglowego w \"Halembie\" zginęło 23 górników likwidujących ścianę wydobywczą 1030 m pod ziemią. Według prokuratury i nadzoru górniczego, kierujący kopalnią przyzwalali na łamanie przepisów i zasad sztuki górniczej.

Na Marku Z., który jest jednym z 17 oskarżonych w procesie, ciążą najpoważniejsze zarzuty - m.in. sprowadzenia katastrofy, w której zginęli górnicy. Odpowiada też za to, że nie przerywał prac mimo zagrożenia.

Oskarżony mówił w poniedziałek, że o przekroczeniach dopuszczalnych stężeń metanu wiedzieli naczelny inżynier kopalni i jej dyrektor (obaj zasiadają na ławie oskarżonych - PAP). Także przedstawiciele Kompanii Węglowej interesowali się rejonem likwidowanej ściany. Dzwonili bezpośrednio do dyspozytora metanometrii, co nie było wcześniej praktykowane - mówił Z.

- 21 listopada 2006 r. (w dniu tragedii - PAP) dyspozytor metanowy nie informował mnie o przekroczeniu stężeń metanu (...) Nie wycofałem wtedy załogi, bo nie było mnie w tym rejonie, a nawet nie wiedziałem o przekroczeniach - oświadczył.

Nie zgadza się też z zarzutem, że na dwa dni przed katastrofą nie wstrzymał robót mimo stwierdzonych przez chromatograf (urządzenie analizujące skład atmosfery) wybuchowych stężeń metanu. \"W tym dniu nie było mnie w pracy. Nie miałem też dyżuru telefonicznego. Nikt mnie nie informował o sytuacji na kopalni\" - tłumaczył.

Podobny zarzut dotyczy też dnia, w którym doszło do wybuchu. Oskarżony przyznał, że wtedy był w pracy, ale nie wiedział o zagrożeniu, bo zajmował się innymi sprawami, nie związanymi z ruchem zakładu. Wyjaśnił, że po krótkim objeździe w kopalni pojechał do Kompanii Węglowej i Głównego Instytutu Górnictwa.

Na poprzedniej rozprawie oskarżony Marek Z. mówił, że sam tylko raz, na kilka dni przed katastrofą - kiedy w pobliżu likwidowanej ściany wydobywczej doszło do awarii wentylatora i w konsekwencji wzrostu stężeń niebezpiecznych gazów - zdecydował o wycofaniu załogi. Wyjaśnił, że wtedy decyzja należała do niego, bo był w zagrożonym rejonie.

W poniedziałek Marek Z. kwestionował wiarygodność jednego z górników, który złożył obciążające go wyjaśnienia. Uważa, że chciał umniejszyć odpowiedzialność i dlatego go pomówił. Z. twierdzi, że jego także jeden ze śledczych miał nakłaniać do obciążenia przełożonych.

Oskarżony poddał też w wątpliwość wiarygodność ustaleń komisji Wyższego Urzędu Górniczego, która badała przyczyny tragedii. \"Te same osoby (które uczestniczyły w komisji - PAP), które początkowo opiniowały możliwość prowadzenia prac, w pracach komisji skupiły się na ustaleniu inicjacji wybuchu, wskazaniu innych zaniedbań, unikając wypowiadania się na temat prawidłowości zastosowaniu sytemu wentylacji (...)\"- powiedział.

Marek Z. jest przedostatnim oskarżonym, który składa wyjaśnienia w procesie. Po nim przesłuchany ma być były dyrektor kopalni Kazimierz D.

Prokuratura Okręgowa w Gliwicach zamknęła śledztwo w czerwcu ub. roku. W głównym procesie, który ruszył w listopadzie, odpowiada 17 oskarżonych. Dziewięciu innych mężczyzn przyznało się do winy i dobrowolnie poddało karze. 5 lutego usłyszeli wyroki - od czterech miesięcy do dwóch lat więzienia w zawieszeniu i grzywny od 300 do 1500 zł.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

1747902634 trump 1822121 1280

Gospodarka wciąż na minie, mimo rozejmu na Bliskim Wschodzie

Wojna na Bliskim Wschodzie, która wybuchła 28 lutego 2026 od uderzenia Izraela i USA na Iran, formalnie wygasła w kwietniu. Teraz po podpisaniu w ostatni weekend wstępnego porozumienia świat zaczyna głębiej oddychać.

Woda nie jest niewyczerpalna. Jak GPW może chronić zasoby dla przyszłych pokoleń

Woda towarzyszy nam każdego dnia i często traktujemy jej stałą obecność w kranach jako pewnik. Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana – woda nie jest zasobem niewyczerpalnym.

Drugie życie maszyn. Przemysł stawia na modernizację zamiast wymiany

Przemysł staje przed koniecznością modernizacji parku maszynowego i to bez względu na branżę. Zamiast kosztownej wymiany linii produkcyjnych coraz więcej firm sięga po retrofit, czyli unowocześnianie istniejących maszyn. Z raportu PwC dotyczącego inwestycji w rozwój i modernizację infrastruktury produkcyjnej wynika, że 46% liderów przemysłu uważa, że ich firmy nie przetrwają kolejnej dekady bez odpowiednich modernizacji. 

Tusk: Ta akcja była dobrze zaprojektowana

Odeszliśmy od tej części programu CPN, która dotyczyła akcyzy, za jakiś czas będzie decyzja w sprawie VAT - zapowiedział we wtorek premier Donald Tusk. Dodał, że CPN w dużej mierze sfinansują firmy paliwowe, dzięki podatkowi od nadzwyczajnych zysków.