Gliwice mogą nabyć Fabrykę Drutu

Ministerstwo Skarbu Państwa wydało zgodę na zakup przez władze samorządowe Gliwic 85 procent udziałów Fabryki Drutu. Jak dowiedział się portal nettg.pl w Biurze Promocji Urzędu Miejskiego, miasto zyskując większościowy pakiet udziałów będzie mało wpływ na to, jak zostaną zagospodarowane grunty w centrum Gliwic.

- One mają bardzo duże znaczenie dla rozwoju Gliwic, stąd nasze starania o zakup Fabryki Drutu – lakonicznie wyjaśnia motywy działania samorządu prezydent Zygmunt Frankiewicz.

Konkurentami Gliwic w procesie negocjacyjnym dotyczącym nabycia fabryki należącej do Skarbu Państwa będą dwie firmy zajmujące się m. in. handlem nieruchomościami.

Z czterech oferentów zainteresowanych kupnem Fabryki Drutu do najważniejszego etapu przeszło trzech, w tym miasto Gliwice. Wciąż jednak nie wiadomo, czy to właśnie Gliwice nabędą udziały zbywane w procesie prywatyzacji fabryki. Miasto nie ma ani uprzywilejowanej pozycji, ani prawa pierwokupu. Każdy podmiot biorący udział w publicznych negocjacjach musi być traktowany tak samo.

Nabycie większościowego pakietu udziałów przedsiębiorstwa ma dla Gliwic duże znaczenie. Fabryka Drutu jest właścicielem około 12 ha terenu, obejmujących trzy kompleksy nieruchomości. Jeżeli miasto nie zostanie właścicielem fabryki, to na pewno będzie musiało odkupić część nieruchomości od nowego właściciela. A wówczas cena gruntu będzie wybitnie komercyjna.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.

9860 sekcji w JSW i rewolucja kotwiowa. Czym fedrowano w polskich kopalniach w 1996 roku?

Co się stało z pracownikami likwidowanej kopalni Żory? Jak Knurów i Gliwice poradziły sobie z transformacją? O tym pisaliśmy dokładnie 30 lat temu w „Trybunie Górniczej” z 7 listopada 1996 roku.